Można się śmiać ze stwierdzenia sformułowanego w temacie mojej notatki.
Oczywiście dociera do mnie, że Komorowski został wybrany w demokratycznych wyborach. Tego nie kwestionuję.
Jendak standardowy leming wyniesie z tego tekstu tylko tyle, że jednak kwestionuję i zapewne jestem pisowskim oszołomem, który akceptuje reguły demokratyczne tylko wówczas kiedy wygrywa ktoś z PiSu.
Trudno... na mentalność lemingów nie mam wpływu. Musiałyby się zmienić media głownego nurtu i stać się obiektywne. Może wówczas osoby łykające ich przekazy bez krzty sceptycyzmu zmieniłyby podejście do serwowanych im codziennie informacji (a raczej propagandowej papki).
Ale do czego zmierzam?
Otóż jeżeli uznać za fakt, że prezydent Lech Kaczyński miał spory elektorat negatywny... bo nie ulega wątpliwości, że miał to obecny prezydent Komorowski ma ten negatywny elektorat równie duży.
Jest jednak zasadnicza różnica między oby dwoma panami.
Wśród przeciwników Lecha Kaczyńskiego przeważali ludzie oszołomieni przez porpagandę (stanowili jego znamienną część, którą nazwałbym swoistym fenomenem wyowałym niczym innym jak właśnie propagandą z telewizorów i wybiórczych gazet).
Oczywiście naturalnymi przeciwnikami Kaczyńskiego byli również ludzie nie podzielający prawicowych poglądów lub idei Polski Jagiellońskiej. To akurat jest normalne, bowiem w normalnym kraju (a Polska takim jest od czasu do czasu) nigdy nie jest tak, że urzędujący prezydent reprezentuje poglądy swoich obywateli. Ale skala i sposób ataków przeciwników Kaczyńskiego była czymś najzupełniej nienaturalnym.
Wspomnieni przeze mnie oszołomieni to ludzie, którzy w żadnym razie nie potrafiliby wymienić kilku merytorycznych argumentów, dla których Lech Kaczyński był złym prezydentem. Nie chcę się nad tym zbyt długo rozwodzić. Po prostu to jest oczywiste. A nawet jeśli by wymienili to tylko tyle, że był szkodnikiem, albo przynosił Polsce wstyd za granicą. Jednak jakież to są argumenty, zwłaszcza w świetle jego poprzedników. Głupoktaego, niewykształconego Wałęsy (o nie do konca ustalonej przeszłości) czy popijającego i wmiesznaego w przeróżne afery Kwaśniewskiego? Wówczas kiedy Ci panowie sprawowali swoje urzędy nie było takiego zjawiska jak powszechna nienawiść dla samej tylko nienawiści. Tego typu zjawisko wykreowała dopiero PO (zwłaszcza po 2007 roku)
I nawet jeśli Ci oszołomieni niechęcią i niewiścią do Lecha Kaczyńskiego ludzie potrafiliby racjonalnie wyjaśnić swoje nastroje wobec zmarłego prezydenta to nigdy nie mogliby oskarżyć go o to o co można w tej chwili oskarżać Komorowskiego.
Obecny negatywny elektorat Komorowskiego to ludzie również go nienawidzący. Jednak ta nienawiść objawia się tym, że uważają go za moralnie i politycznie współodpowiedzialnego za katastrofę 10 kwietnia. Uważają, że w ogóle nie powinien był kandydować na urząd, którego nie szanował kiedy prezydentem był Kaczyński.
Wielokrotnie wyśmiewał i obrażał Lecha. Znana wszystkim wypowiedź o ślepym snajperze jest tego dobrym przykładem, kiedy drwił z prezydenta w sytuacji kiedy jego samochód został ostrzelany podczas jakże ważnego wyjazdu do ogarniętej wojną Gruzji.
Oczywiście tę wizytę także obśmiano. W standardach polityków PO nie mieści się w głowie aby zdobyć się na taką odwagę i publicznie zamanifestować, po której jest się stronie w sporze Rosja - Gruzja.
To była wielka odwaga, zresztą nie tylko prezydenta Kaczyńskiego ale pozostałych głów państw, które z Kaczyńskim do Gruzji leciały.
PO zwyczajnie zazdrościła prezydentowi odwagi i skuteczności dlatego zredukowano ważność tej wizyty. Zwyczajnie wyśmiano - w stylu typowo platformerskim.
Tak więc negatywny elektorat Komorowskiego ma w ręku zupełnie inne argumenty niż miał i ma do dzisiaj negatywny elektorat Lecha Kaczyńskiego.
Przeciwnicy Komorowskiego co prawda zognisokowani są wyłacznie wokół PiSu, nie tak jak w przypadku Kaczyńskiego kiedy zgrupowani byli zarówno w PO, jak i w SLD, częsciowo w PSL.
Jednak w przypadku Komorowskiego kwestionuje się jego moralne piastowanie tego urzędu. Cały czas wisi w powietrzu nadzieja, że śledztwo smoleńskie w dalekosiężnej perspektywie obarczy obecnego prezydenta moralną i polityczną winą za katastrofę tupolewa. Na liście jest także Tusk, Klich, Sikorski, Arabski i zapewne w trakcie wieloletniego dochodzenia poznamy kolejne nazwiska.
I jestem przekonany, że w historycznym rozrachunku to Kaczyński będzie bohaterem, a Komorowski i Tusk antybohaterami, zdrajcami Polskiej Racji Stanu. W najlepszym wypadku nic dobrego o nich się pisać nie będzie.
Choć podejrzewam, że aż tak dobrze mieć nie będą, bowiem rzeczy, których się do tej pory dopuścili wystarczą do bardzo złego zapisania się w polskiej historii.
Dzisiaj Polska to kraj z syndromem postkolonialnym. 123 lata zaborów, II wojna światoma i prawie 50 lat komunizmu. Do tego warto dorzucić 21 lat III RP jako okresu totalnego mieszania pojęć, wypaczania historii i ogłupiania ludzi. Obecna Polska jest wyniszczona zarówno pod względem infrastruktury technicznej, jak i społecznym. Do tego szybkie zaprzęgnięcie nas w struktury unijne nie sprzyja korzystaniu w pełni z rzekomo niedawno odzyskanej suwerenności.
Jednak o ile w najbliższych latach nie wydarzy się nic tragicznego i jednak uda się w jakimś tam stopniu powstrzymać rosnącą ekspansję wpływów rosyjsko-niemieckich to Polska zacznie się wzmacniać i coraz częściej zaczną dochodzić do głosu idee Polski Jagiellońskiej - powrotu do polityki narodowo-patriotycznej. Ludzie zaczną oczekiwać, że nasz kraj powinien być liderem w regionie, że powinien zacieśniać stosunki z krajami autentycznie nam życzliwymi, z którymi nie mamy tak przykrych wspomnień jak z Niemcami i Rosją.
Wówczas w takiej Polsce będzie można godnie uczcić pamięć o Lechu Kaczyńskim i pozostałych ofiarach katastrofy smoleńskiej. Wówczas będzie można twardo negocjować kotrakty gazowe, wówczas będzie można w realny sposób wpółkreować politykę Unii Europejskiej i tworzyć silny region. Wówczas walka z korupcją będzie czymś naturalnym a układy kolesiowskie będą niszczone w zarodku.
Naprawdę warto już dzisiaj podejmować realne działania związane z polityką narodowo-patriotyczną.
W tym tekście nie chcę się rozdrabniać, ale kwestią kluczową są zmiany demograficzne, jakie czekają Europę w ciągu najbliższych 50 lat. Rzucam tylko hasło: ekspansja świata islamskiego. Zorientowani w temacie na pewno wiedzą co mam na myśli, bowiem w tej perspektywie taka polityką, jaką prezentuje obecnie Platforma grozi katastrofą. O Lewicy nie wspomniam, bo oni oprócz partetów, związków partnerskich, in vitro, aborcji i eutanazji nie mają społeczeństwu nic więcej do zaoferowania. A i tak marsze szanse, że po dojściu do władzy wdrożyliby w życie którykolwiek ze swoich postulatów. W latach 2001-2005 rządzili i jak to było wszyscy pamiętają, a jak nie pamiętają to niech zajrzą do źródeł z tamtego okresu.
Nie chcę przez to powiedzieć, że w/w zagadnienia to sprawy nieistotne. Miałem na myśli, że Lewica nie ma pomysłu na Polskę jako kraj, na gospodarkę jako dobro przede wszystkim narodowe.
W każdym razie w chwili obecnej prezydentura Komorowskiego i rządy Tuska zdają się być czasem straconym, a w perspektywie wieloletniej za marnotrawstwo czasu na pewno uznane będą.
Już dzisiaj argumenty jakie posiada negatywny elektorat Komorowskiego i całej Platformy świadczy o tym, że prędzej czy później ów elektorat wybierze nam nowe władze. Zapewne będzie to później niż prędzej, gdyż na takie zmiany potrzeba czasu, ale każdego dnia Ci ludzie rosną w siłę, w siłe argumentów i za kilka lat będą bardzo silni. Dlatego kiedy mówi się, że PiS to partia znajdująca się na równi pochyłej to śmiać mi się chce. Bo to zwyczajna propaganda. Zupełnie bezcelowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)