Active lifestyle
To nie jest kolejny blog fitnessowego kaznodziei. Fajnie jest być sprawnym, zdrowym i czasem gnać ku wolności! Dlatego dzielę się tym, co otrzymałem od innych. Jeśli choć jedna osoba z tego skorzysta, to znaczy, że było warto.
2 obserwujących
14 notek
22k odsłony
2069 odsłon

Dach Afryki zdobyty – relacja z mojej wyprawy na Kilimandżaro

Śniegi Kilimandżaro - widok z Kibo Hut (4720 m. n.p.m.)
Śniegi Kilimandżaro - widok z Kibo Hut (4720 m. n.p.m.)
Wykop Skomentuj43

Góra Kilimandżaro (5895 m. n.p.m.) to najwyższy szczyt kontynentu afrykańskiego. Przy dobrej pogodzie jej charakterystyczna biała czapa widoczna jest nawet z odległości stu kilometrów. Kiedyś zainspirowała Ernesta Hemingwaya, dzisiaj przyciąga tysiące śmiałków z całego świata. 

"Bo ona tam jest!" - Sir Edmund Hillary

Od zarania dziejów człowiek, kiedy akurat nie jest zajęty walką o byt, albo zaspakajaniem podstawowych potrzeb, przeznacza część czasu na poszukiwanie wrażeń. Obojętnie, czy chodzi o doznania estetyczne, uniesienia miłosne, przyswajanie nowych informacji czy eksplorowanie trudno dostępnych miejsc. Niektórym do zadowolenia wystarcza telewizor lub szerokopasmowe łącze i od razu zaznaczam, że nie widzę w tym nic złego. Dzięki nim składki ubezpieczeniowe są niższe oraz mniejszy odsetek krokusów ulega zadeptaniu na śmierć.

Dla wielu ludzi najciekawsze miejsca do spędzania wolnego czasu to te najwyżej położone. I chociaż ponad 90% powierzchni Polski stanowią obszary nizinne, to w naszej mentalności głęboko zakorzeniona jest miłość do gór. Podobnie jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak rozmaite motywy popychają ludzi do odwiedzania wysokich partii gór. Tam możemy łatwo odnaleźć to, czego brak doskwiera nam na co dzień. Zapierające dech w piersiach widoki, wrażenie swojej maluczkości wobec spektakularnych wytworów natury i to niepowtarzalne (choć ulotne) poczucie bycia wolnym od zmartwień, które zostawiamy za sobą na dole.

Tęsknoty do znalezienia się bliżej Boga, oddychania czystym i rześkim powietrzem oraz mniej lub bardziej aktywnego wypoczynku znajdują swoje ukojenie właśnie podczas górskich ekskursji. Polacy lgną do gór jak Kubuś Puchatek do słoika miodu. Wędrówkami pasjonował się sam papież Jan Paweł II, a nazwiska takie jak Kukuczka czy Rutkiewicz niezmiennie budzą szacunek na całym świecie. Mimo, że nie zaliczamy się do klubu G7, wielu z nas regularnie odwiedza rodzime i zagraniczne pasma górskie, by na rozmaite możliwe sposoby zdobywać wysokości lub też z nich zjeżdżać. Polski język regularnie słyszy się w Alpach, na Kaukazie, w Himalajach. Na Kilimandżaro nie jest inaczej.

image
Licencjonowany przewodnik górski Athumani.

Polak potrafi! Nie tylko pić wódę i kraść auta…

Wyprawa na dach Afryki chodziła mi po głowie od ponad roku, jednak do niedawna miałem tam trochę nie po drodze. Kiedy pod koniec zeszłego roku decydowałem się na wyjazd na wolontariat, wybór miejsca nie był trudny. Niemal natychmiast wziąłem na celownik północną Tanzanię i korzystając z cennych porad autorki popularnego bloga (Everywhere Home - dziękuję, Marcela), zaplanowałem prawie dwumiesięczną wizytę na czarnym lądzie. Jako, że nie były to wczasy, gdzie mógłbym sobie beztrosko dysponować czasem i, co równie ważne, moja kondycja fizyczna ma się całkiem przyzwoicie, zdecydowałem się wejść na Kili w dwa dni to, choć zwykle zajmuje pięć lub więcej.

Dzięki znajomościom zawartym na miejscu znalazłem przewodnika o imieniu Athumani, który zgodził się pomóc mi w tym przedsięwzięciu za rozsądną cenę. To nie znaczy, że da się wejść na Kilimandżaro „po taniości”. Tanzańczycy zdają sobie sprawę z tego, że chętnych nie zabraknie - chociażby z powodu uwzględnienia ich szczytu w tzw. Koronie Ziemi, czyli wyróżnieniu, do którego rokrocznie pretendują tysiące adeptów z całego świata. Dlatego, nie będąc rezydentem Afryki wschodniej (a ja nie jestem), słono się płaci za każdy dzień i noc spędzone na terenie parku narodowego obejmującego masyw. Dość cyniczny wydaje się fakt, że ci sami ludzie, którzy inkasują bajońskie sumy na poczet ochrony przyrody, jednocześnie bez mrugnięcia okiem wyrzynają na potęgę las u podnóża góry. A lodowiec zanika. Dodatkowo płaci się również agencji turystycznej za serwis, a każdy jej delegat otrzymuje na koniec wyprawy napiwek. Zwykle na jednego turystę przypada 2-5 członków obsługi. W mojej ekipie znalazł się tylko obowiązkowy przewodnik, z którym stworzyłem duet jak Adam Bielecki i Denis Urubko (Athumani też słabo mówi po polsku).

image
Mawenzi (5150 m. n.p.m.), drugi po Uhuru wierzchołek Kilimandżaro.

Choroba wysokościowa. Żeby nie było jak na Nanga Parbat!

Uprzednio tylko raz wszedłem na górę nieco wyższą niż 4000 m, co dodatkowo nasilało rodzinne obawy o moje zdrowie podczas zdobywania wulkanu. Zabezpieczyłem sobie więc żelazny zapas kenijskiej aspiryny - do zażycia w razie ostateczności. Plan zakładał dojście drogą Marangu z bramy parku (1876 m.) do Kibo Hut (4720 m.) w pierwszym dniu oraz atak szczytowy i zejście na sam dół w drugim dniu. Z przyczyn częściowo niezależnych od nas rozpoczęliśmy wędrówkę dopiero o godzinie 11 i po 2 h zawitaliśmy w Mandara Hut (2720 m.). Kolejne 3,5 h zajęło nam dojście do Horombo Hut (3720 m.), gdzie czekała na mnie niemiła niespodzianka w postaci przymusowego noclegu o jeden obóz niżej niż zakładaliśmy. Nie nosiłem w sobie żalu zbyt długo, ponieważ w tymże obozie poznałem trzy osoby z Polski, z którymi miło spędziliśmy wieczór. O 6:20 następnego ranka wyruszyliśmy ponownie na szlak, by w 3,5 h dotrzeć do obozu Kibo, skąd po dłuższym postoju zaczęliśmy podejście w kierunku szczytu.

Wykop Skomentuj43
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport