trescharchi trescharchi
703
BLOG

Nowe groźby Rosji i milczenie Polski.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 35

Przeliczyli się ci spośród komentatorów, którzy oceniali niedawne groźby Rosjan odnośnie tarczy antyrakietowej jako nic nie znaczące przechwałki i „napinki” – tak pasujące do kultury Wschodu. Cała sprawa jest o niebo poważniejsza, i nie dotyczy tylko przepychanek wielkich – Ameryki i Moskwy – ale i przede wszystkim Nas, Polaków, jako że geograficznie leżymy między młotem a kowadłem, no i już wybraliśmy oparcie się na kowadle, po kilkudziesięciu latach „przyjaźni” z czerwonym młotem.

Tym razem pełniący obowiązki ministra obrony Rosji (a zatem nominat Putina) wypalił do dziennikarzy, że „budowa systemu obrony przeciwrakietowej budzi nasz niepokój, dlatego będziemy ją niszczyć (…) do neutralizacji środków, które będą przeszkadzać naszym rakietom, można użyć Iskanderów”. Warto naturalnie odnotować, że gdzie jak gdzie, ale w państwie Wielkiego Czekisty tak mocne słowa nigdy nie mogą paść bez przyzwolenia i zachęty z samej góry, czyli z nierównego tandemu Putin – Miedwiediew. Nieprzypadkowo słowa takie padły w Soczi (arenie przyszłych Igrzysk, kojarzących się z pokojem i zaprzestaniem wojen – Rosjanie uwielbiają takie smaczki) w towarzystwie prezydentów (a zatem nominatów Putina) Abchazji i Osetii Południowej, czyli miłujących demokrację krajów zagrożonych ze strony Gruzji, dążącej do stworzenia, bo ja wiem, kaukaskiego imperium. Obaj prezydenci byli pierwszymi przywódcami zagranicznymi, jakich zaszczycił spotkaniem Władimir Putin po swoim „niespodziewanym” wyborze na kolejną kadencję.

Niby nie mamy się czego obawiać, bo Rosjanie uwielbiają machanie szabelką i gierki słowne obliczone na sprowokowanie swojego przeciwnika (uparcie trzeba powtarzać, jako że nie wszyscy w Polsce rozumieją – Rosja uważa Nas za swojego przeciwnika, nie partnera) a poza tym amerykańskich rakiet nad Wisłą ani widu ani słychu, niemniej wypadałoby jakoś zareagować. Tymczasem Polskie MSZ uparcie w tej sprawie milczy, najwyraźniej konsekwentnie stosując „zaklepany” projekt złagodzenia stosunków i ogłaszanej wszem i wobec przyjaźni z Rosją. Przyjaźni niebezpiecznie przypominającej platoniczną miłość pryszczatego okularnika do najpiękniejszej dziewczyny w klasie – cała Europa śmieje się z Nas i traktuje Polskę coraz mniej poważnie choćby z powodu uległości, z jaką dajemy się wodzić za nos Moskwie w sprawie śledztwa smoleńskiego. Ale cóż, wzmianek o efektach tego zaślepienia w wypowiedziach Sikorskiego czy w poczytnych gazetach Czytelniku nie uświadczysz. Zasada omerty obowiązuje i ma się dobrze.


A Rosja? Rosja to wszystko widzi, strzelają szampany na Kremlu, kawior sypie się kilogramami, dziewczyny wracające z „misji” w Ameryce wdzięczą się uroczo do władców, pełna idylla. Polaczki okazały się już tak pokorne, że pomimo należenia do NATO i rzekomego bycia „najlepszym sojusznikiem USA w Europie” pięścią w stół nie walną i nie zareagują na Nasze przechwałki, że oto kilkadziesiąt kilometrów od ich granic mamy uzbrojone rakiety i nie zawahamy się ich użyć. Cisza, spokój, zamiatanie pod dywan. Nic się nie dzieje, Rosjanie pewno gadają dla samego gadania, my jesteśmy „ponad to”, myśli sobie Radosław Sikorski, gdy zgrzytając zębami poszukuje w hotelu Polskiej stacji telewizyjnej.

Mam jeden pomysł, dość karkołomny, ale może to przemówi do Rosjan. Trzeba by zmontować (proponuję redaktora Jakuba Sobieniowskiego, który dla potrzeb „ładu” w Polsce zmontuje wszystko) taśmę, na której, bo ja wiem, słynne przemówienie Becka z 1939 r. nałożymy na wczorajsze obrazki premiera Donalda Tuska w Sejmie. O tak, te grube, mocne słowa zobrazowane wściekłym, zacietrzewionym („najważniejsza jest miłość”) politykiem gromiącym wszystkich, którzy myślą inaczej niż on, powinny nieźle namieszać Rosjanom w głowach. I może by się nawet przestraszyli, a piękne Mazury odetchnęłyby z ulgą, że Iskandery nieco się cofają.



 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka