Nader ciekawe wieści z łona rządu wypłynęły na światło dzienne jakby nieśmiało, z pewnym takim wstydem domagając się podzielenia uwagi na nie i na arcyważną dla materii Państwowej kwestię zachowania pewnego furiata dotkniętego licznymi nerwicami. I kto wie, może wieściom uda się przebić do świadomości społecznej, bowiem są dość alarmujące, a przy tym doskonale ilustrujące sposób zarządzania tym wielkim nadwiślańskim folwarkiem – bo trudno mówić o tym, że Donald Tusk i jego współpracownicy traktują Polskę jako Kraj. O wiele bliższe prawdy jest niestety nieśmiertelne stwierdzenie o olbrzymim, pełnym niewyczerpywalnych owoców korycie.
Dowiadujemy się przeto o pewnym zaskakującym eksperymencie urzędniczym, nie mającym chyba precedensu w całej Unii Europejskiej. Oto pół roku temu rozdzielono MSWiA, wyodrębniając dla „zasłużonego” w pierwszej kadencji Michała Boniego oddzielny resort Administracji i Cyfryzacji. Naturalnie w platformianej Polsce nic nie może być przeprowadzone jak po sznureczku, od A do Z, dlategóż operacji podziału dokonano bez istniejącej podstawy prawnej, a stosowny projekt zmian w ustawie o działach – zatwierdzający stan obecny – nadal leży w zaciszu laski marszałkowskiej, pozwalając Boniemu działać co najmniej niezgodnie z przepisami, by nie użyć mocniejszego słowa – nielegalnie.
Ci spośród posłów, którym taka Państwowa prowizorka przeszkadza – dobrze, że są pośród nich również parlamentarzyści z koalicji, zasiadający w komisji spraw wewnętrznych (to pozwala odrzucić zarzut o „wiecznie przeszkadzającej” opozycji) – zwrócili się do zewnętrznych ekspertów z prośbą o obiektywne opinie na temat tego, co wyprawia się z resortem Michała Boniego. Odpowiedzi fachowców nie pozostawiają na Donaldzie Tusku i jego „aktywności legislacyjnej” suchej nitki, raz jeszcze potwierdzając, że usiłuje rządzić Nami grupka amatorów nie mających o tym pojęcia. Lista zaniedbań – wynikających raczej z powszechnego lenistwa i tomizwisizmu niż złej woli (przynajmniej taką żywię nadzieję) – jest przerażająca i dotyka powszechnego bezpieczeństwa publicznego.
Niczym w dyktaturach trzeciego świata, również i w demokratycznej Polsce podział kompetencji między poszczególnymi resortami jest mglisty, a konflikty zadań i interesów zdarzać się mogą nagminnie. Innymi słowy, w tak delikatnej materii jak zapewnienie Polakom bezpieczeństwa mamy do dyspozycji aż dwóch ministrów z pokrywającymi się uprawnieniami, z których każdy może prowadzić taką politykę i takie działania, jakie mu się żywnie podobają. Zaś by uspokoić urzędników w resortach Boniego i Cichockiego trzeba zaznaczyć, że rozmyte kompetencje to naturalnie również rozmyta odpowiedzialność i łatwiejsze tuszowanie wszystkich popełnionych błędów, o jakie nietrudno, gdy kadra zarządzająca składa się nie z fachowców, a z partyjnych kolegów, którym obiecało się posady.
Problemy dotykają – niemal już tradycyjnie – osławionego numeru 112, jedynego numeru, zaznaczmy, obecnego w świadomości setek tysięcy turystów jacy przyjadą do Kraju na Euro. Okazuje się przeto, że nadzorcą systemu „112” ma być wedle rządu resort Boniego, natomiast za system ratowniczo-gaśniczy odpowiada resort Cichockiego. Naturalnie w świetle prawa wygląda to nieco inaczej, bo kontrolowanie systemu „112” zgodnie z prawem leży w gestii komendanta głównego straży pożarnej, który to tłumaczy się przed Cichockim, a nie Bonim. Zresztą w sprawie strażaków rządowe „mózgi” popisały się wyjątkowo – niby komendy straży podlegają pod wojewodów będących „w kieszeni” Boniego, ale straż jako taka podlega pod MSW. Ot, taki wesoły eksperyment „kto silniejszy” – przeprowadzany na bezpieczeństwie Polaków. A mówiąc brutalniej i bliżej prawdy – burdel na kółkach.
Powszechne są już w rządzie głosy, że w obliczu kolejnych kompromitacji Boniego – kolejnej „trafnej decyzji personalnej” Donalda Tuska – cała administracja zostanie mu odebrana, a na otarcie łez niestrudzony działacz dostanie jedynie „nowe technologie”, aby dalej mógł pielęgnować swoje mrzonki o prędkim wprowadzeniu e-dowodów osobistych i daleko posuniętej informatyzacji kraju. Cóż, nader trafne pomysły Boniego wprawdzie kosztują Polskę sporo setek milionów rocznie, ale premier musi mieć podkładkę, że „zastał Polskę drewnianą, a zostawi nowoczesną”, dlatego taki super-hiper resort jest mu potrzebny, a nikt poza Bonim takiego zatrutego jabłka nie zechce. Może Pawlak by zechciał, bo to wieczny chłopiec oczarowany gadżetami, ale PSL go z „kluczowych resortów” nie puści. Tam jest większe pole do zatrudnienia.
A na koniec wypowiedź ministra Cichockiego o całej sprawie, ilustrująca w przedni sposób stosunek „garniturów z rządu” do spraw Państwowych, które delikatnie mówiąc im „lotto”. A właściwie to nie tyle „lotto”, co już ociera się o bezczelność, bo rozchodzi się – jeszcze raz powtórzmy – o bezpieczeństwo Nas wszystkich. Z niespotykanym jak na niego poczuciem humoru minister komentuje rozdział kompetencji: „…do Michała Boniego należy organizacja worków na wały i kaloszy w przypadku powodzi. To wszystko. Resztą zajmuję się ja…”.
Jak sądzę, najważniejszym fragmentem tejże wypowiedzi ministra z „szóstej potęgi Unii Europejskiej” jest właśnie słowo „wały”.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)