Tytuł brzmi niezbyt poważnie jak na skalę tego, co wydarzyło się w Lasach Katyńskich na wiosnę 1940 roku, niemniej stosunek władz rosyjskich do masowego morderstwa, jakie na obywatelach innego państwa popełnili ich poprzednicy coraz bardziej przypomina zabawę polityczną, swoistą grę prowadzoną z otumanionym rzekomymi przepraszającymi gestami Polskim rządem. Kazano Nam zachłysnąć się wizytą katyńską Władimira Putina – owszem, wizytą ważną, w pewnym sensie stanowiącą przełom w rosyjskim rozumieniu tego, jak wielką wagę do tej delikatnej kwestii przywiązują Polacy, i jakim cieniem kładzie się ona na stosunki Polska – Rosja od dziesięcioleci. Jednak problem jest głębszy i tkwi gdzie indziej, bowiem za potrzebnym zjawieniem się rosyjskiego władcy w Lesie Katyńskim nie poszły dalsze czyny. Niestety, przez ostatnie dwa lata – z winy także Polaków, co słusznie wytykają politykom Rodziny Katyńskie – Smoleńsk przykrył sprawę Katynia w świadomości zarówno Polskiej, jak i rosyjskiej.
Takie „zaniedbanie” kwestii katyńskiej pozwoliło Putinowi rozgrywać tę tragedię po swojemu, przy okazji pokazując swoją prawdziwą, bezwzględną twarz. Trzeba być obserwatorem wielce naiwnym, by wierzyć, że w obecnej Rosji cokolwiek dzieje się bez wiedzy i bez pozwolenia byłego czekisty – dlatego wszelkie, nazywajmy rzeczy po imieniu, siarczyste policzki wymierzane pamięci oficerów katyńskich (zwolnienie Stalina z odpowiedzialności za tą zbrodnię, cyrki z procesami międzynarodowymi) wykonywane były z inspiracji z błogosławieństwem najwyższych władz. Tych samych najwyższych władz, które Donald Tusk i Bronisław Komorowski – to jeden z największych zarzutów wobec kadencji powyższych dżentelmenów – wynoszą pod niebiosa i hołubią, przekonując Nas wszystkich, że stosunki z Rosją jeszcze nigdy nie były tak dobre. Cóż, kiedyś były jeszcze lepsze, bo Breżniew dostał Virtuti Militari, ale Bogu dziękować Putin nie jest takim miłośnikiem odznaczeń i orderów – toteż nie idźmy dalej tą ścieżką. Już doprawdy abstrahując od tego, że rosyjska armia podciąga pod Polską granicę rakiety i otwartym tekstem grozi ich użyciem, co nie spotyka się z żadną reakcją poza kłopotliwy uśmiech premiera i zapewnienia – by było śmieszniej, w niemieckiej prasie – ministra Sikorskiego, że on osobiście rakiet się nie boi.
Dziś doszła kolejna bulwersująca wiadomość, chociaż w stosunku Rosjan do Katynia i do „Polaczków” którym można dopiec chyba już nic dziwić i bulwersować nie może. Oto na stronie internetowej Specnazu pojawił się tekst analizujący orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Tekst stanowiący przy okazji jakże miły dla czekistowskiej duszy powrót do przeszłości, i do retoryki najciemniejszych lat stalinowskich – oto, cytując: „Uznanie zbrodni katyńskiej za zbrodnię "wojenną" i obciążenie odpowiedzialnością za nią Związku Radzieckiego należy rozpatrywać jako kolejny krok Zachodu, skierowany na przeniesienie Rosji, jako następcę prawnego ZSRR, z grona państw-zwycięzców do kategorii winowajców światowej rzezi w latach 1939-45”. Bardzo smakowity kąsek, trzeba przyznać, zupełnie jakby czytało się komunikaty nieodżałowanej „Prawdy”, aczkolwiek w dzisiejszych czasach, gdy wszystko o zbrodni katyńskiej jest już jasne, przypomina to bardziej „Radio Erewań”. I było to tłumaczenie śmieszne, gdyby nie dotyczyło tak tragicznej i krwawej sprawy.
Może jeszcze bardziej bulwersującym fragmentem jest zapis – powtórzmy raz jeszcze, na oficjalnej stronie oficjalnego rosyjskiego urzędu – głoszący, że „…egzekucje katyńskie znalazły się w gronie udowodnionych przestępstw liderów nazistowskich…”. Kolejny policzek Rodzinom Katyńskim, a za ich pośrednictwem także zwykłym Polakom, chcącym pamiętać – nie rozgrzebywać, nie jątrzyć, jak to często „postępowcy” zarzucają – o tragicznych losach swojego Narodu. Policzek inspirowany i zatwierdzony przez starego-nowego władcę Kremla, przed którym Polski premier i Polski prezydent gną się w dyplomatycznych ukłonach i chcą wierzyć, że wsio haraszo. Nic nie jest haraszo, panie premierze i panie prezydencie. Z dwóch twarzy Władimira Putina to ta brutalna, zawzięta, gotowa na dokopanie „Laszkom” jest prawdziwa, nie ta, którą oglądacie na sopockim molo czy podczas spotkań na najwyższym szczeblu.
Ufam, że Radosław Sikorski znajdzie w sobie tyle samozaparcia i uderzy pięścią w stół, domagając się wykasowania zapisu i wyjaśnień od rosyjskiego MSZ. W takich sprawach, gdy ktoś testuje Naszą tolerancję na zakłamywanie historii należy działać szybko i bez wahania, bo jesteśmy to winni i tamtym, i obecnym pokoleniom. Można wyśmiewać się, że Naród nie dbający o własną historię to Naród bez tożsamości to wyświechtany truizm, ale to jednak prawda. I Polska dyplomacja, podobnie jak w przypadkach „Polskich obozów koncentracyjnych” winna interweniować bezzwłocznie i z rozgłosem na cały świat, by nikomu nie przyśniło się przyjąć wersję rosyjską, że nazistowscy bonzowie przeszli ze swoimi einsatzgruppen granicę Generalnej Guberni i już wiosną 1940 roku mordowali Polskich jeńców osadzonych w sowieckich obozach.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)