trescharchi trescharchi
1312
BLOG

Cała Polska zbuduje Afganistan.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 52

 

Amerykańska interwencja w imię „walki o pokój” przeprowadzona w Afganistanie miała tyleż zwolenników co przeciwników. Wpierw, na fali wściekłości po wrześniowych zamachach przyklasnęło jej większość Jankesów, potem, w miarę wypełniania się scenariusza sowieckiego – pod roboczym tytułem „Afganistanem nie da się zawładnąć” – i rosnących strat w ludziach początkowy entuzjazm i zamordyzm znacznie opadł. W Polsce było nieco gorzej – niektórzy politycy do dzisiaj są krytykowani za posłanie „Naszych chłopców” do gorącego piekła azjatyckiej pustyni. Zaś przy okazji kolejnych ataków na Polskie wojska Nasza dojrzała demokracja pozwalała mniej odpowiedzialnym politykom wykrzykiwać swoje fałszywe oburzenie i żądać natychmiastowego wyprowadzenia żołnierzy z Afganistanu, nieświadomie robiąc dokładnie to, czego oczekiwali atakujący Nas terroryści.

Polacy mają też z Afganistanem inny problem – problem zapłaty, jaką „wiszą” Nam Amerykanie za wystawienie wyjątkowo licznego i wyjątkowo bojowego kontyngentu. Dowiedliśmy niegdyś swojej lojalności, potem cierpliwie trwaliśmy przy nich mimo narastającej fali krytyki, nie dostając w zamian praktycznie nic, poza garściami uśmiechów i uścisków dłoni. No, byłbym zapomniał, otrzymaliśmy również – sądząc po rwetesie medialnym porównywalną z pierwszym lądowaniem obcych na Ziemi – uprzejmą, acz pustą jak wydmuszka wizytę Baracka Obamy. Plus trochę pochwał – jak byśmy sami nie wiedzieli, że mamy bitne wojsko – i mgliste obietnice, że „gdzieś tam, kiedyś tam” może stanie u Nas tarcza antyrakietowa albo, jeśli Rosja będzie się nadal pieklić jak teraz, cuś w zamian.

Nie jest to naturalnie tylko wina Radosława Sikorskiego, bo i poprzedni ministrowie spraw zagranicznych (jak i ich szefowie, premierzy) uprawiali daleko idącą czołobitność względem Waszyngtonu, wciąż ufając w sprawiedliwą nagrodę, jaka oczekuje Nas za wierność względem potężnego sojusznika. Nagrody może i są przewidziane w przyszłości, na razie jednak zmuszani jesteśmy do kolejnych – których to już z kolei – wysiłków na rzecz „demokratycznego” Afganistanu prezydenta Karzaja, który bez „opieki” sił zachodnich nie utrzyma się w Kabulu dłużej niż miesiąc. Amerykanie naturalnie biorą to pod uwagę, dlatego od wychodzących z kraju Polaków (i innych krajów uczestniczących w operacji afgańskiej) oczekują łożenia grubej kasy na utrzymywanie prezydenckich sił bezpieczeństwa, zdolnych utrzymać porządek w rozbitym na klany i plemiona społeczeństwie, nie akceptującym w większości narzuconego z góry rządu.

Ponieważ zaś – przynajmniej dopóki nie opodatkuje się produkcji opium i kanałów przerzutu narkotyków – Afganistan jest jednym z najbiedniejszych państw na świecie, prognozowana kwota 4 miliardów dolarów rocznie wykracza daleko poza jego możliwości. Stąd „zrzutka” wszystkich zainteresowanych na „azjatyckiego sojusznika”. Oczywiście Jankesi dają najwięcej, ale na przykład taka Polska, ustami Radosława Sikorskiego zadeklarowała, że przez dziesięć lat będzie przelewała na afgańskie konta 20 milionów dolarów rocznie. Niby kropla w morzu, ale i tak płacić mamy tyle, co Rosja i Chiny razem wzięte, co niedwuznacznie świadczy o tym, że jednak jesteśmy „przyczajonym mocarstwem” i rację mieli ci, co nazywali Nas „szóstą potęgą Unii Europejskiej”.

Jasne, skoro powiedziało się już A, to trzeba powiedzieć i B – pośpieszne opuszczenie kraju i pozostawienie Afgańczyków samym sobie byłoby po pierwsze kompromitacją NATO, po drugie brakiem szacunku dla kosztów ludzkich i materialnych, jakie tam poniesiono. Dlatego należy nadal pomagać, chociaż prezydent Karzaj siłą rzeczy nie może Nam się odwdzięczyć niczym poza dobrym słowem. On nie, ale jego amerykańscy przyjaciele jak najbardziej. Kwota roczna, jaką planujemy płacić, to kwota niebagatelna, w sam raz na okrągłą, tłuściutką łapówkę dyplomatyczną. Czas najwyższy, by – biorąc pod uwagę Nasze szczere zaangażowanie w Afganistan – Radosław Sikorski pofrunął do Waszyngtonu, nie dał się zbyć spotkaniem jedynie z Hillary Clinton i wystawił Obamie rachunek, żądając choćby zniesienia osławionych wiz, albo większych inwestycji w Polskie wojsko, już o garnizonie amerykańskim nie wspominając.

Albo skrupulatnie zbierajmy przelewy, by w odpowiedniej chwili pokazać je nowemu prezydentowi, czy będzie to Obama, czy będzie to republikanin. Jak mniemam, zrobiliśmy już tak wiele, że pora na stanowczość jest jak najbardziej odpowiednia. Wystarczy tylko chcieć, ministrze Sikorski.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (52)

Inne tematy w dziale Polityka