Lech Wałęsa jaki jest - każdy widzi. Jest na pewno innym Lechem Wałęsą niż kilkanaście lat temu - mimo, że hołubiony w Kraju i zagranicą (sławne "mędrkowanie" w Unii Europejskiej), to znać po nim, iż odsunięcie od głównego nurtu władzy pozostawiło w jego wybuchowym charakterze widoczne ślady. Chyba nawet dla tych, którzy niegdyś dali się uwieść urokowi legendy "Solidarności" (przy czym pamiętać trzeba, że legend tych było więcej niż jedna - warto to skonfrontować choćby z tym, co pokaże Nam Wajda) jest jasne, że Lech Wałęsa swoimi zachowaniami usilnie stara się kompromitować zarówno siebie, swoją historię, jak i zaplecze polityczno-towarzyskie, które w imię budowania swojej wizji Polski musi siłą rzeczy na niego stawiać. Były prezydent za zaufanie, jakim jest obdarzany, zawsze odwdzięczy się chamskim atakiem poniżej pasa na konkretne nazwiska, wystawione mu na łup, a wszelkie psujące Polską debatę słowa Platforma skwituje po prostu : Nobliście wolno więcej. Warto też przypomnieć o zaskakującej wolcie "Wyborczej", której Wałęsa stał się nagle niezwykle potrzebny. Z jednej strony byłoby niezłym psikusem wysłać do Gdańska paczkę zawierającą artykuły o byłym prezydencie, pisywane przez Michnika i jego redaktorów w latach 90-tych, z drugiej zaś strony Wałęsa to człek nienajmłodszy, a palpitacji serca nikomu nie należy życzyć.
Ostatnie wypowiedzi publiczne Lecha Wałęsy - trzeba napisać jasno : kompromitujące Polską politykę i urząd prezydenta - można podzielić właściwie na fatalne i jeszcze bardziej fatalne, a dziennikarze, gdyby tylko mieli przykazane atakować byłego lokatora Belwederu, mogliby w lapsusach przebierać jak w ulęgałkach. Problem jest takiej natury, że medialno-polityczny parasol ochronny wykształcił w - nader nieskromnym przecież - ego Lecha Wałęsy poczucie bezkarności. Dlatego tylko i wyłącznie na podstawie relacji subiektywnych świadków i subiektywnych żurnalistów wypowiedział swoje skandaliczne słowa o pałowaniu demonstracji Solidarności pod Sejmem, idealnie wpisując się w przysłowie o tym wole, co zapomniał jak to drzewiej był cielęciem.
Ktoś powie - no cóż, taki "folklor" Wałęsy, to wcale zabawne, że starszy człowiek bulgocze coś pod imponującym wąsem i przódy mówi, potem myśli. Otóż nie - ani trochę to zabawne, ani trochę to potrzebne debacie publicznej, ani trochę to godne zachowanie kogoś, kto niegdyś w imieniu całej "Solidarności" i całej dążącej do wolności Polski otrzymał Nobla. Dlatego takie zachowania i takie wypowiedzi, zwłaszcza płynące z zacietrzewionych ust legendy (cokolwiek sądzić o współpracy z SB - za większość swoich działań w "S" Lech Wałęsa może być chwalony) opozycji demokratycznej należy piętnować. Musi piętnować je obecny prezydent, musi z całą mocą piętnować je premier (tak zatroskany o złe maniery Niesiołowskiego), musi piętnować je parlament. Muszą też skrytykować je dziennikarze - którzy bezrefleksyjnie, w imię oglądalności i gaszenia Polskiego politycznego pożaru benzyną zapraszają Lecha Wałęsę do studiów, podczas gdy z góry wiadomo co powie.
Obecna "Solidarność" kierowana przez Dudę - człowieka wydającego się być o wiele bardziej stanowczym i przedsiębiorczym niż Janusz Śniadek - niby także powinna zareagować, ale Duda nader rozsądnie (w jego sytuacji) zdecydował, że lepiej pozostawić te słowa bez komentarza, bo same w sobie świadczą o klasie autora . Zresztą konkretna i konstruktywna polemika (gdyby ktokolwiek zechciał ją podjąć nie narażając się na zarzut obrazy "bóstwa"), to nic trudnego - Lech Wałęsa popełnia tyle wizerunkowych błędów, tyle niewymuszonych wpadek merytorycznych, tak często w swoich wypowiedziach zaprzecza sam sobie i zwyczajnie - przepraszam za grube słowo - bredzi, że wypunktować można go z taką łatwością, z jaką Kliczko poradził sobie z Adamkiem.
Dlatego dziwi i smuci, że region włocławsko-toruński "S" podjął grę z Wałęsą na jego warunkach - czyli przerzucania się rujnującym debatę publiczną prostactwem. Umieszczenie na oficjalnej stronie internetowej regionu wizerunków Lecha Wałęsy i świńskiego ryja z prośbą o znalezienie różnic może bawić kogoś do drugiej klasy gimnazjum włącznie, ale drodzy związkowcy takim - nawet popełnionym w gniewie - prymitywizmem sami na siebie kręcą bicz i wkładają swoim medialno-politycznym przeciwnikom (a tych nie brakuje) oręż w dłonie. Parafrazując Talleyranda - to gorzej niż zbrodnia (w tym przypadku gorzej niż chamstwo), to błąd (w tym przypadku utwierdzenie wizerunku podpitego oszołoma-związkowca, zaśmiewającego się do łez nad prostackimi hasłami).
Drodzy działacze z Torunia i Włocławka - wasz szef dał wam niepowtarzalną szansę przejścia z podniesioną głową nad agresywną retoryką Wałęsy, bo jakkolwiek front medialny stara się obrzydzić waszą demonstrację pod Sejmem, to jednak większość Polaków popiera wasze działania, choćby z tej prostej przyczyny, że machlojki (reformą tego nie da się nazwać) przy emeryturach dotykają ich wszystkich. Mogliście pokazać, że chociaż jakiś polityczny bankrut z Gdańska wzywa do bicia i rozgonienia swoich byłych przyjaciół, to wy kontynuujecie swój protest - merytorycznie, twardo, ale bez ekscesów.
Szkoda, że nie wytrzymaliście i sprowadziliście dialog publiczny z Wałęsą do poziomu podkładania - dosłownie i w przenośni - świń. Nie tędy droga. Liczę, że Duda przemówi wam do rozsądku.
3151
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (18)