trescharchi trescharchi
508
BLOG

Babcie Rydzyka, Babcie Michnika.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 3

Prawda to z gatunku tych "arcyboleśnie prostych", że "postępowym" siłom, jakich kumulacja występuje zwłaszcza w kwadracie ulic Czerska - Wiertnicza w Warszawie, samo istnienie Radia Maryja (a potem i telewizji Trwam) jest niebagatelną solą w oku. Siły, które we własnym mniemaniu otrzymały od historii prometejską rolę wyprowadzenia Polski na ścieżkę "nowoczesności" robią zatem wszystko, by swoją konkurencję ludziom obrzydzić. Nie ma w tym bynajmniej nic zdrożnego, w końcu tradycja walki o "rząd dusz" jest stara jak świat. Akurat w przypadku "Gazety Wyborczej" - przynajmniej w ostatnim okresie - mówić niestety możemy o wyjątkowym obniżeniu lotów (czyżby brak świeżych kadr i znużenie "starej gwardii"?) skutkującym coraz to mocniej widoczną hipokryzją na jakiej można przyłapać "zatroskanych" redaktorów.

Dziennikarze "Wyborczej" przyjęli taktykę obrzydzenia przez ośmieszenie - ot, choćby polecając na swoich stronach pewnego bloga o ojcu Rydzyku, którego autor z uporem lepszej sprawy (powinszować nadmiaru wolnego czasu) wyszukiwał wypowiedzi antysemickie, antyeuropejskie i po prostu głupie, jakie przewijały się przez antenę. Przede wszystkim zaś obrywało się - zarówno na łamach prasy, wspomnianego bloga jak i w odpowiednio "wychowanych" środowiskach - starszym ludziom, dzwoniącym do studia podczas audycji na żywo. Wdzięczniejszego tematu być nie mogło, wszak pozbawieni realnej kontroli prowadzący musieli chcąc nie chcąc wysłuchiwać najróżniejszych teorii najróżniejszych ludzi - nie zawsze teorii poważnych, nie zawsze ludzi zrównoważonych psychicznie. Niestety, taka bolesna prawda, skoro zadzwonić może każdy. Były tam też jednak głosy ludzi autentycznie zatroskanych - nie tylko o swoją wiarę ale i o poziom leczenia w Polsce, o stosunek władzy do obywatela, i tak dalej, i tak dalej. Nic to, jak mawiał Wołodyjowski - wszystkich wrzucono do szczelnie zasznurowanego worka z nadrukiem "moherowe oszołomy", a zawartość tegoż worka można było bezkarnie obśmiewać i wytykać palcami, skoro sama (zdawałoby się poważna) gazeta zachęcała i przecierała szlaki. Być może to zbyt daleko idąca paralela, ale kto wie, czy efetem takiego nieskrępowanego festiwalu pogardy nie były potem haniebne, zwierzęce sceny na Krakowskim Przedmieściu, gdzie pijana młodzież lżyła starszych, modlących się ludzi.

Tym większe zatem było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że "babcie" w Polsce dzielą się dla redaktorów "Wyborczej" na babcie użyteczne i babcie wyśmiewane. Babcię użyteczną - jak sama nazwa wskazuje - można bez problemu wykorzystać na innym odcinku frontu walki o lepszą Polskę, ot, dla przykładu na wojnę z "kibolami". Tradycja walki z chuliganami w szalikach ma w "Wyborczej" długą historię, acz intensyfikacja tegoż zjawiska (połączona ze stworzeniem przez "dziennikarzoli" chwytliwego neologizmu - "kibole") przypadła na okres, gdy kibice nastąpili na odcisk władzy, i zostali w tym następowaniu poparci przez część polityków opozycji. O, wówczas zaroiło się od artykułów przeróżnej jakości o prawdziwych i rzekomych wybrykach kibiców, a na forach jacyś usłużni "postępowcy" zawsze, jak mantrę, wypisywali hasła typu "niechże teraz Kempa (co ciekawe, nie przyjmują do wiadomości, że Kempy nie ma już w PiS) i inne pisiory ją bronią", lub "bojówki Kaczyńskiego do rozpętania wojny domowej". Cytaty autentyczne - też niebezpiecznie blisko zbliżające się - przez zakrzywianie rzeczywistości do własnych wizji - do poziomu owych mitycznych "babć rydzykowych", nieprawdaż? W każdym razie całą nachalną i bijącą po oczach walką "z kibolstwem" Wyborcza strzeliła sobie w stopę, a ludzie, którzy niegdyś niechętnie patrzeli na kibiców, obecnie w coraz większej ilości trzymają za nich kciuki w werbalnej walce z rządem i gazetą Michnika.

Czas więc i na przykład, będący pretekstem do tej notki. Całkiem niedawno Śląsk Wrocław zdobył mistrzostwo Polski. Odbyła się feta, piłkarze spotkali się na tamtejszym rynku ze swoimi "kibolami", coby poświętować. I właśnie wówczas - zarówno zawodnicy jak i "kibole" popisali się swoim chamstwem, skandując wulgarną i obraźliwą względem Legii Warszawa pioseneczkę. Jasne, sprawa przykra ale w gruncie rzeczy pokazująca po prostu poziom samych "kopaczy" i ich fanów - zresztą, piłkarze zostali przykładnie ukarani i wszystko wydawało się skończone. Nie dla "Wyborczej" jednak, bo przecież jeśli okazja do "dokopania" sama pcha się w ręce, to tylko głupiec by nie skorzystał, a na froncie walki o Polskę każde zawahanie się może być porażką.

Otóż pani Teresa wysłała do wrocławskiej "Wyborczej" słowa pełne oburzenia. Nie wiemy, kim jest pani Teresa, może poza faktem, że pamięta lata 30-te XX wieku, a zatem spełnia wszelkie wymogi "babci". Jako wierna czytelniczka gazety Michnika pani Teresa docenia niestrudzoną walkę redaktorów z "kibolstwem", a ponieważ do "Wyborczej" na żywo dodzwonić się nie można, zdecydowała się popełnić list, z nadzieją na wydrukowanie. Oczywiście list był na chwytliwy temat, toteż "poszedł" od razu. Pani Teresa przeto wykoncypowała sobie, że wulgarna przyśpiewka, jaką zaintonowali "kibole" to pastisz XIX - wiecznej kolędy, którą to kolędę pani Teresa doskonale pamięta z dzieciństwa, gdy śpiewało się ją "u wujostwa w Rabce". Wprawdzie każdy, kto zobaczy wizualną transmisję z wrocławskiego rynku, zwróci uwagę na to, że jest to pastisz piosenki disco-polo, a śpiewający ją kibice i piłkarze nie wyglądają raczej na eksperów zamierzchłej muzyki sakralnej, ale w przypadku "Wyborczej" przecież to fakty muszą zgadzać się z tezą, nie odwrotnie.

Mimo tego, w dramatycznym zakończeniu swojego "donosiku" pani Teresa pozostawia pytanie bez odpowiedzi - czy "kibole" świadomie wykorzystali kolędę do obrażania przeciwników. Byłoby to rzeczą wyjątkowo obrazoburczą i świętokradczą, a przy tym o wiele bardziej oburzającą, niż dajmy na to genitalia na krzyżu (tak wynikałoby z logiki, skoro Nieznalskiej "Wyborcza" broniła, a rzekome przerabianie kolędy piętnuje). Dobrze zatem, że redaktorzy "Wyborczej" czuwają na posterunkach, a "Michnikowe babcie" piszą na "aktualne tematy", idealnie wpisując się w schemat aktualnie prowadzonej "walki". Jak widać, punkt widzenia na babcie zależy od punktu siedzenia dziennikarza.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka