O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego gówniarskie wołanie o akceptacje "młodzieńczego buntu" zyskało takie poparcie społeczne i uwiedzionych intelektualistów? Przecież rozpusta nie jest niczym nowym. Przeciwnie - zawsze była powszechna, tolerowana, ale nigdy nie domagano się jej powszechnej akceptacji. Wydaje mi się, że najgorszym co mogłoby się zdarzyć dla walczących o akceptację rozpusty byłoby spełnienie ich postulatów. Cóż jest wart bunt, kiedy nie ma się przeciw czemu buntować, jaka przyjemność z rozpusty, jeśli traci smak czegoś niecodziennego, skrytego.
O jaką tolerancję chodzi wyjaśnia najlepiej transparent "Módl się w domu po kryjomu". Czy rzeczywiście walka z Kulturą i Kościołem jest przejawem tolerancji?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)