DER TROMMELMANN DER TROMMELMANN
78
BLOG

TRYPTYK DRAMATYCZNY

DER TROMMELMANN DER TROMMELMANN Kultura Obserwuj notkę 4
Niniejszym raportuję, że w dniu wczorajszym, ja - Ptakoski Marian kapral Milicji Obywatelskiej wraz z plutonowym Gruszką Janem i szeregowymi: Łopatą Zenonem i Dołowym Zdzisławem, dokonaliśmy zasacki na członka reakcyjnej bandy podziemnej kierowanej przez wrogie nam ośrodki na Zachodzie. Dom, w którym przebywał członek bandy reakcyjnej został nam wskazany przez ob. Katelmana Bolesława - jurystę, członka Partii - spontanicznie. Do wewnątrz rozkazałem wkroczyć szeregowym a plutonowy miał ubezpieczać pod oknem. Ja od frontu miałem ubezpieczać. W tej samej chwili, kiedy szeregowi dokonywali wejścia do pomieszczeń tam znajdujących się, członek bandy podziemnej zdetonował granat odporny dostarczony mu prawdopodobnie przez wrogie ośrodki dywersji i sabotażu albo hitlerowców. W wyniku tego wybuchu szeregowi i plutonowy zginęli na miejscu. Po kilkukrotnym wezwaniu do poddania się, zgodnie z przepisami, wtargnąłem do pomieszczeń, gdzie natknąłem się na szczątki luckie. Pszedmioty znalezione w pomieszczeniu wskazywały, że szczątki nalerzały rzeczywiście do członka bandy podziemnej, jak to: duża ilość zeszytów, książki o tematyce burrzuazyjnej, na przykład: Mały Książę albo Nowe szaty cesarza, ołuwki... Zwłoki nie nadawały się do rozpoznania. Nie znalazłem też żadnych dokumentów na nazwisko. Dołączam pismo pisane przez NN członka bandy podziemnej ołuwkiem, prawdopodobnie w chwili zgonu, którego treści nie rozumiem ale powstało u mnie wrażenie, że to może być szyfr, który służy do przekazywania istotnych informacji bez wzbudzania podejrzeń naszych organów. Kapral Milicji Obywatelskiej Ptakoski Marian 

Rękopis (dołączony do akt wraz z raportem, Sygnatura 6919/3260/M/P

 

 

PAN HENRYK (z ożywieniem):

No niechże się panowie nie dadzą prosić. Dość zmartwień - martwmy się, kiedy czas po temu, a przy stole porzućmy troski. Książę szczególnie dziś nieswój?

KSIĄŻĘ (wzdycha po francusku):

Peuh - frasuję się bardzo wiadomościami jakie słyszę o notre pouvre Pologne. Coś mi się zdaje, że wojna nie idzie po naszej myśli.

PAN HENRYK (z ukrytym szyderstwem):

Raptem ma się pan książę o co frasować... Jak się sytuacja ustabilizuje, to znowu pan wyjedziesz

KSIĄŻĘ (z dystyngowanym oburzeniem):

Co nie znaczy, że los jej jest mi obojętnym. Twierdza-Krzyżtoporscy zawsze stawali w obronie wiary, honoru i ojczyzny

MECENAS (konfidencjonalnym szeptem, bardzo głośno):

Częściej zastawiali niż stawali

KSIĄŻĘ (z godnością)

Zastawiali swoje, pili za zastawione, stawali nigdy trzeźwi! To nasza dewiza rodowa.

MACENAS

Pozostaję w pewności, że dewiza ta w dzisiejszem, młodym pokoleniu mało popularna... Zastawić nie ma co, pić nie ma za co, umierać trzeba na trzeźwo.

PAN HENRYK (twardo)

Otrzymali od nas wolną i niepodległą, niech o nią walczą i umierają. Choćby i na trzeźwo!

XIĄDZ EUSTACHYNemo enim patriam quia magna est amat, sed quia sua.MECENAS

Za cały posag po nas mają ekspektatywę bohaterskiej śmierci albo... szaleństwa...

TOCIO (do Dyzia)

Powiedział: lewatywę?

DYZIO

Mniej więcej... Skutek podobny...

(Tociowi dyskretnie)

Nie uwierzysz łachudro, ale po raz pierwszy w życiu mojem poczułem się Polakiem...

 

TOCIO (z miną zmartwioną)

To straszne Dyziu, bo odkąd pamiętam byłeś raczej łajdakiem.

DYZIO (zmartwiony jeszcze bardziej)

Bo bycie łajdakiem wśród Polaków było czymś wielce oryginalnym i ekstrawaganckim. Ale coś czuję, że rodzaj, wśród którego tak udatnie pasożytowaliśmy całymi latami zdaje się dążyć ku absolutnej zagładzie.

Nadchodzą czasy łajdaków... Łajdackie czasy...

 

TOCIO (marszczy się pociesznie i wykrzywia)

Więc powinieneś się czuć jak ryba w wodzie...

DYZIO (kręcąc głową)

Mylisz się półinteligencie mój. Moje łajdactwo było autokreacją, przejawem mojej indywidualności, graniem... i teatrem. A czas, co nadchodzi, to czas łajdaków z natury. Sztuczne łajdactwo nic się liczyć nie będzie.

TOCIO

Więc dobrze - zostań Polakiem!

DYZIO

Ale to zbyt heroiczne!

TOCIO

Komiczne!

DYZIO

Na zgodę: groteskowe!

TOCIO

Niechże będzie.

PAN HENRYK

Mogą nadejść i takie pokolenia, które i tej ekspektatywy mieć nie będą. Chcesz złotą polską jesień, polskie maje, sierpnie? Łba nie chowaj, ale łba nadstawiaj. Albo się przechrzcij.

XIĄDZ EUSTACHY (żegna się):Extra Ecclesiam nulla salus!KSIĄŻĘ (kicha dwa razy po francusku)

Peuh-peuh. Wolę Argentynę - klimat bardziej suchy. Mówię o klimacie, nie o ojczyźnie, która jest abstraktem. (Na stronie, o panu Henryku): Ale mnię ten aktywizm demokratyczny mierzi, soldateska!

PAN HENRYK (z naciskiem):

Czynem, stawaniem się, konkretem (na stronie, zjadliwie, o księciu) Peuh, peuh - zatabaczona kukła!

MECENAS (na stronie, o panu Henryku):

Socjał-barbarzyńca!

PAN HENRYK (na stronie, o mecenasie):

Bergsonista!

XIĄDZ EUSTACHY (o wszystkich):

Heretyki!

DYZIO (rozpalony)

Ty się przyjrzyj, bydlę jedno. Patrz i słuchaj! Widziałeś ty Paryż?

TOCIO

Nie raz... ale nigdy dokładnie...

DYZIO

A Rzym? W Rzymie byłeś?

TOCIO

Chyba... Już nie pamiętam...

DYZIO

Londyn? Awinion? Florencję? Kolonię? Monachium? Madryt?

TOCIO

Za dużo na raz, kołowrotu jakiegoś z tobą dostanę. Wszędzie byłem... ale nic nie powiem...

DYZIO

Nie mów bydlę, patrz i słuchaj... duch tych miejsc... Ja też tam byłem. Wszędzie szukałem ducha... Nic nie znalazłem, tylko kamienie, ruiny... A teraz widzę, gdzie się to wszystko podziało: więcej w tej kukle, księciu, ducha Kapeta niż we współczesnych Paryżanach, więcej Savonaroli, Benedyktów, Franciszków, Tomaszów w tym starym klesze z zapadłej wsi niż w Italii... Patrz na wuja! W nim cały Rzym siedzi... Marek Aureliusz, Seneka, Kato... Nie masz tego dzisiaj w Rzymie!

TOCIO

Wszystko się w nich zalęgło? Jak jaki wirus...

DYZIO

Czerw cywilizacji!

TOCIO

Ale... jak sam twierdzisz... zdycha... jak od penicyliny...

DYZIO

Zaraz zdechnie, jeszcze chwila tylko...

TOCIO

I co będzie potem?

DYZIO

Grzyby... pleśnie, sporofity kultury - kultura grzybia!

TOCIO

Wyuzdanie? Perwersja? Hip! Hip! Hurra?

DYZIO

Żarty! To możliwe jako margines. Powszechne może być tylko zbydlęcenie.

TOCIO

To i co?

DYZIO

Pstro! Ciebie też zaduszą, bo nie pasujesz.

TOCIO

Ucieknę!

DYZIO

Głupi! Dokąd?

TOCIO

W pampę! Będę lamy pasał!

  PAN HENRYK (z podstępnym uśmiechem)

Posłuchajmyż, co do powiedzenia ma mecenas o tem.

 MECENAS:

O czym? O klimacie?

PAN HENRYK:

O położeniu politycznym, dzisiejszym, i możliwych jego międzynarodowych implikacjach. Pan chyba ze szkoły się wywodzi narodowej. Rad bym wiedzieć, co obóz ten do powiedzenia ma wobec zmian, które obserwować możemy.

MECENAS (marszcząc czoło bardzo):

Cóż, położenie nasze dzisiejsze wydaje się trudnym, acz nie beznadziejnem. Choć sprawa ta wydaje się zawilsza, niż ją dotychczas przedstawiano, doszedłem do wniosków pozytywnych.

Oto, bez dwu zdań, naród nasz, na skutek nierozwagi politycznej obozu rządowego, który mamiony mirażami kolonialnej potęgi siły narodowe rozproszył i na łup wydał organizmów, które w danej historycznej sytuacji, jaka się w Europie wytworzyła po pierwszej wielkiej wojnie, okazały się być bardziej drapieżnemi, a przez to bardziej dostosowanemi do realiów geopolityki...

PAN HENRYK (przerywa niegrzecznie wykład):

Wielcem się zafrasował, bo w życiu mało jest rzeczy przykrzejszych nad te, jak stanąć przychodzi w sprzeczności z ludźmi, których się ceni i poważa. Otóż ja uważam, a to właśnie w jawnej sprzeczności stoi z sądem, który o rządzie naszem raczył był pan wydać, że żaden oto rząd, w sytuacji geopolitycznej, jaka ona była, nie sprostałby tragicznemu splotowi wydarzeń. Bywa i tak w historii powszechnej, że fortuna się koligaci... z wrogami naszymi. Zaburzenia dziejowe o wielkiem nasileniu szykowały się wszak już dawno. Febra ludowych przewrotów wprawiała w konwulsje ciało Europy od dwu wieków z okładem. Przepadła Francja Królewska, Austria i Rosja Carów, któż to prorokować mógł?

KSIĄŻĘ (przez nos):

O tem wrzeniu to pan Henryk pewnie niejedno powiedzieć może, wszak, jeśli mnie pamięć nie myli, pan sam we własnej osobie nam się tu chwalił, że za młodu był terrorystą.

PAN HENRYK (ubodnięty do żywego):

Ale - patriotą!

XIĄDZ EUSTACHY (z twarzą natchnioną poetycko, złożywszy dłonie na piersiach, przedrzeźniając):

Nowy ideał wieków, pełen czarów, jak z granitu wykuty, osmalony dymami pożarów, wielki a piękny... i przeraźliwie niechrześcijański.

PAN HENRYK (na stronie, o Xiędzu Eustachym):

Klecha!

MECENAS (usiłując wrócić do wykładu):

Naród, chociażby długo uciśniony, nie utraci warunków niepodległego bytu, kiedy, zamiast wyczerpywać się w nieustannej ekspektoracji swoich uczuć, umiał będzie skupić się w sobie i rozkorzenić ziarno przydeptane stopą szatańską.

KSIĄŻĘ (z ukontentowaniem):

Cóż słyszę, mecenasie, futuryści wydorośleli?

 

XIĄDZ EUSTACHY (z ukontentowaniem jeszcze większym):

I się ochrzcili...

MECENAS (na stronie, o księciu):

Rycerzu papierzany!

 HELA (do siedzącego obok fordansera)

Nawet połowy nie rozumiem... Nuda... A Dyziulek tylko z tym swoim Tociem rozmawia, a mnie nie zabawia wcale... Ach! (zagląda pod stół) Zniszczyłam bucik!

FORDANSER

Kupisz se panna drugi. A im się o to, na mój rozum, rozchodzi, że z Polską to już kaplica...

HELA

Ale tak na mur?

FORDANSER

No, wygląda, że na mur.

HELA

To co teraz będzie?

FORDANSER

Jeszcze nigdy tak nie było... żeby się na pół litra nie dało zarobić... Tu kupisz, tam sprzedasz... Na bal uzbierasz... A panna też sobie jakoś radę dasz - masz talenta! (Omiata ją bydlęcym wzrokiem)

HELA

Pan się hamuj!

FORDANSER

Tylko po co?

KSIĄŻĘ (wznosząc palec nadobnie, z francuska): Ces gen-là supposent la nature et la societé humaine autres que. Dieu ne les a faites et qu’elles ne sont réellement... I tu tkwi błąd w myśleniu - i pana Henryka, i pana Meceneasa. Słusznie całkiem pan mecenas zauważyć raczył, że kluczem do przetrwania, ce qu’on appelle, owo skupienie. Ja się jednak pytam, kto się skupić może? A jeśli mi demokraci odkrzykną, że każdy, że pospołu, to ja się zapytam: z jakim skutkiem? Rzecz jasna, co każdy wie, ze skupienia jednego wychodzą rzeczy piekne i szlachetne, ze skupienia się drugiego - przestępne i szpetne, a jeszcze innemu skupienie się spowoduje bóle brzucha i niestrawność. Skupienie skupieniu nierówne, bo i rozumy nierówne. A panowie futuryści chętnie zapominają o tym, że wszelkie zgromadzenie, z natury swojej ma strukturę hierarchiczną! I są stany, które pracują koło spraw społecznych w skupieniu, a są i takie, które około spraw społecznych nie pracują wcale, bo się na tym nie znają, bo i znać się nie mogą. Pracują w pocie czoła koło spraw własnych albo i lokalnych, jak który ponad przeciętnosć wyrasta, i swoim trudem pomnażają dorobek całości, ale pod przewodnictwem szlachetnych. Ile by to śmiechu było, gdyby się do woli powszechnej odwoływano w sprawach geometrii albo stratygrafii! Bo to są sprawy zawiłe! To ja się pytam, czy kierowanie sprawami narodu wielomilionowego, podejmowanie sojuszy, wszczynanie wojen, zawieranie rozejmów i pokojów, polityka skarbowa, to są sprawy błahe i przystępne? (Książę ostatnie niemalże wykrzyczał, potem zamilkł i się nadął) XIĄDZ EUSTACHY (potakując): In regno nati sumus... Deo parere libertas est! PAN HENRYK (Podnosząc się i drepcząc ku radiu na kredensie)Dość tych deliberacji, zobaczmy, co radio podaje.(Włącza. Czekają w milczeniu, aż się rozgrzeje)RADIO (skrzekliwie)...Bez wypowiedzenia wojny, łamiąc traktat o nieagresji wkroczyła w granice Rzeczpospolitej armia sowiecka...XIĄDZ EUSTACHY (kryjąc twarz w dłoniach): Finis Polonia!

Rolex, komentuje w salonie24, na tym blogu publikuję powieść w odcinkach

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura