DER TROMMELMANN DER TROMMELMANN
64
BLOG

VIII. WENN DER SOMMER WIEDER EINZIEHT - ZJAWA

DER TROMMELMANN DER TROMMELMANN Kultura Obserwuj notkę 10

    Postanowiłem się początkowo nie odzywać. - Panie Narrator... no bardzo pana proszę...
- No już dobrze - O co chodzi panie Kloss? - pytam grzecznie.
- O tę dziewczynę, którą mam poznać za siedemnaście dni...
- Tak, słucham?
- Bo widzi pan, panie Narrator, ona mi się - wyciągnął szyję, żeby się przyjrzeć odległej orkiestrze - w zasadzie podoba...
- Ale...?
- Są, wie pan, pewne szczegóły, panie Narrator, które - Kloss ponownie spiekł raka - wolałbym mimo wszystko uzgodnić, zanim się z nią zapoznam. Szczegóły pozornie nieistotne - rozejrzał się czy nikt nas nie podsłuchuje - ale jeśli mamy stanowić parę... może nawet małżeńską...
- Wal pan Kloss. Prosto z mostu - zachęcam go
- Ja jednak wolałbym nie tak publicznie, nie na kartach, tylko tak jakoś bardziej konfidencjonalnie, żeby pan też na stronie... Wie pan, w gruncie rzeczy jestem dość pruderyjny... no i mam dopiero pięć lat...

    - A to fakt - spoglądam na Klossa zaskoczony, jak gdybym zapomniał o tym, o czym wszyscy wiedzieli. Pan wybaczy - mówię - jest pan dzieckiem nad wyraz rozwiniętym, no przynajmniej w sensie fizycznym, stąd, rzeczywiście, jakoś zapominam o tym. Oczywiście, gotów jestem uszanować pańską prywatność.
Idziemy na stronę i tam, po krótkiej dyskusji, ustalamy z Klossem pewne dane liczbowe, które natychmiast zaczynają opisywać atrybuty skrzypaczki. Kloss zaczął się już dyskretnie przemieszczać na powrót w kierunku towarzystwa, kiedy zatrzymał się na chwilę i rzucił ku mnie jeszcze teatralnym szeptem: - I metr siedemdziesiąt trzy wzrostu!
- Niech będzie - również teatralnym szeptem mu odpowiadam i znów rozciągam się obiektywnie i niewidocznie nad całością.

    - Co się tak cieszysz Kloss, jakby ci obiecano udział w Marschparade na Polach Elizejskich? - zaczepił Klossa Brunner, kiedy ten pierwszy na powrót znalazł się w towarzystwie
- Nic, ja tylko tak, dowcip mi się przypomniał - wyślizgiwał się Kloss pod czujnym okiem Brunnera.
- Tak? To opowiedz - Brunner przewiercał go wzrokiem.
- Kiedy ja to zawsze palę dowcipy, bo wiesz, ja mam dopiero pięć lat...
- A to fakt - Brunner spojrzał na Klossa zaskoczony, jak gdyby zapomniał o tym, o czym wszyscy wiedzieli - Wybacz Kloss. Jesteś dzieckiem nad wyraz rozwiniętym, przynajmniej w sensie fizycznym, stąd rzeczywiście jakoś zapominam o tym.
- Nie ma sprawy - rzucił pojednawczo Kloss rad, że udało mu się sprytnie zmienić kierunek rozmowy.
        - Właśnie, właśnie - Adolf Hitler przerwał im prowadzony dialog, co do reszty zamknęło temat i mocno ucieszyło Klossa - Obiecałem panom, że nam sam koniec pokażę jeszcze jedną rzecz wielce frapującą. Oprócz nieco cyrkowego emploi - który rzeczy tej towarzyszy, ma ona pewien walor - zamyślił się - edukacyjny, pozwala bowiem na uzyskanie pewnej wiedzy o naszej przyszłości.


    Wszyscy obecni nadstawili uszu. Oprócz Bormanna, wyglądało na to, że temat jest mu znany - Rzecz owa - kontynuował Adolf - wiąże się z tą oto różdżką - zaprezentował zebranym przedmiot, z którym się nie rozstawał. Nabyłem ją przed laty w sklepie z chińskimi pamiątkami, w Linzu. Stary chińczyk dołożył mi ją do chińskiego wahlarza i kapelusza w promocji. Towarzyszyła mi przez wszystkie lata mojej artystycznej kariery jako amulet. W wiekszości z nas drzemie wszak nieco skłonności do wiary w zabobony - Hitler machnął różdżką i umieszczona na końcu długiej pałki pięcioramienna kolorowa gwiazda w chińskie smoki zaczęła się obracać rzucając na twarze zebranych kolorowe refleksy - Nie wydawało mi się początkowo, aby dawała jakieś nadzwyczajne mozliwości. I prawdopodobnie rzeczywiście sama z siebie ich nie daje. Kiedyś jednak, zupełnie przez przypadek użyłem jej w czasie, gdy tuż obok stała włączona maszyna pana Einsteina. Maszyna anihilujaca czas - Hitler zawiesił głos.


    - I co się stało? - Kloss nie mógł wytrzymać z ciekawości, przestępował z nogi na nogę a ręce zacisnięte miał tak, że zbielały mu kostki.
- Sprzężenie chińskiego zabobonu z nowożytną fizyką spowodowało jakieś zawirowanie czasoprzestrzenne połączone z silną ingerencją w biopole. Mówiąc wprost, ten zestaw porywa z odległej przeszłości pojedyncze osoby - Führer na chwilę zamilkł szukając właściwego słowa - ludzkie, i stawia je w naszym czasie do naszego oglądu, pozwalając przy tym na zupełnie swobodną wymianę uwag i poglądów z porwanym.

  
    - To nie-praw-do-po-do-bne! - wydusił z siebie Stirlitz - jego mózg próbował dokonać błyskawicznych obliczeń i analiz faktu, o którym usłyszeli, ale wnet poddał się obawiając przegrzania.
- To strasznie interesujące - kręcąc z niedowierzaniem głową wolno powiedział Brunner, którego z jakichś powodów, możliwość zasięgnięcia choćby cząstkowej wiedzy o przyszłości mocno zaniepokoiła. Jednak i jego paliła ciekawość.
- I co oni mówią? - wyszeptał Kloss wyschniętymi z podniecenia wargami.
- Ano właśnie, panie Kloss, właśnie, że to jest najciekawsze. Nie tylko co, ale w jaki sposób. Ku naszemu najgłębszemu zmartwieniu większość porywanych osobników nie przypomina nic, co do tej pory mogliśmy sobie wyobrażać.

Wygląda na to, że w naszą walkę o panowanie nad światem włączy się jakaś trzecia, dotychczas nieznana nam siła i wytworzy nowy rodzaj ludzki, całkiem odmienny od tego, do czego przywykliśmy. To jakaś nieznana cywilizacja przyszłości opanowując świat wytworzy nowego Adama, którego, dzięki różdżce i maszynie, dane nam będzie już dzisiaj oglądać. Zresztą, co będę panom opowiadał - ie Bormann - skinął na Reichsleitera - Niech pan włączy maszynę. Bormann podszedł z godnością do einsteinowskiego urządzenia i z równą godnością wcisnął czerwony guzik palcem wskazującym. Adolf Hitler stanął w lekkim rozkroku, a pozostali utworzyli półkole starając się na wszelki wypadek pozostawać poza linią wyznaczaną przez punkt, w którym stał Führer i punkt, w którym spoczywała maszyna.

Hitler zamachnął się różdżką zdecydowanym ruchem. Wielokolorowa gwiazda wykonała swój czarodziejski festiwal obrotów. Światło lekko przygasło. Gdzieś głośno zaczęły buczeć akumulatory. Nad podłogą, w odległości co najwyżej dwu metrów od miejsca gdzie stał Führer ukazała się lekka mgiełka. Stając się coraz większą i wyraźniejszą przyjmowała obraz postaci ludzkiej. Miraż ten, zarys, stawał się, z sekundy na sekundę coraz bardziej wyraźny, nabierając rzeczywistych i realnych kształtów, aż nie można już było dłużej mieć wątpliwości, że w ich towarzystwie pojawił się ktoś nowy, kogo wcześniej na pewno nie było. Wszyscy wstrzymali oddech, nawet Bormann i Hitler, a przecież nie raz już wcześniej uczestniczyli w podobnych eksperymentach.

Istota była niewątpliwie człowiekiem. Świadczyła o tym ilość kończyn, proporcje tułowia i to, że osobnik przyjmował wyprostowaną postawę. Twarz jego była jednak dziwna, wyprana niejako z wszelkich emocji i myśli, twarz o grubych, wulgarnych rysach. Krótko ostrzyżona głowa nosiła ślady licznych uderzeń. Duża blizna biegła od ucha ku skroni. Osobnik należał chyba do grupy osób dość zamożnych w jego czasach: szyję jego ozdabiał gruby, pleciony, kiczowaty, złoty łańcuch, na palcu lśnił złoty sygnet, a w lewym uchu, tym, przy którym zaczynała się blizna, wpięty miał złoty kolczyk w kształcie koła.

Ubrany był w przedziwny strój. Spodnie z lejącego się materiału, lekko błyszczące, miały krój szarawarów albo gaci, które w głęboko ukrytych karpackich wioskach naszą najbiedniejsi chłopi. Przyozdobione były jednak potrójnym, generalskim lampasem biegnącym po zewnętrznej stronie nogawek. Na tors narzuconą miał kurtkę z tego samego materiału co spodnie, choć o kroju kurtki lotniczej, z kołnierzem i rękawami z pomarańczowego ściągacza. Zamek błyskawiczny był rozpięty i spod kurtki wystawała cienka bawełniana koszulka z napisem “Fcuk!” - pozbawionym sensu. Indywiduum przyglądało się zebranym bez cienia strachu, lekko wybałuszając oczy. Trwało to długą chwilę.”Widać, że ociężały” - zanotował w myślach Stirlitz.

Rolex, komentuje w salonie24, na tym blogu publikuję powieść w odcinkach

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Kultura