DER TROMMELMANN DER TROMMELMANN
34
BLOG

IX. MUTTER, HAST DU MIR VERGEBEN? TRUST (ME)

DER TROMMELMANN DER TROMMELMANN Kultura Obserwuj notkę 3

- Panowie - Brunner nachylił się. Mówił dość cicho, żeby nie słyszano go na tarasie, gdzie trwały przygotowania do startu, ale wyraźnie i dobitnie, aby łapali w lot - Wyłóżmy karty na stół: każdy z nas jest jakoś umoczony, udaje kogo innego niż jest. Nie jestem głupkiem. To wasza ostatnia szansa. Moją ofertę przedstawiam zazwyczaj tylko raz, a można ją przyjąć albo odrzucić, bez możliwości negocjacji czy targów.

Pan, Stirlitz - spojrzał na Stirlitza przenikliwie - dostanie od nas połowę udziałów w Moscow Trust of Commerce i rozległe rynki wschodnie, z prawem do corocznego udziału w dywidendzie. Ty - Hans - spojrzał na Klossa z sympatia - zostaniesz kierownikiem segmentu polskiego w centrali w Berlinie. Będziesz miał roczną pensję, służbowy samochód i taki mały telefon (kiedy już zostanie wynaleziony), który można trzymać w wewnętrznej kieszeni marynarki i chwalić się przed dziewczynami. A pan, Bormann - tu chwilę się zamyślił - Pan zostanie tu gdzie jest, zmienimy tylko trochę wystrój. Zamiast swastyki powiesimy Kaczora Donalda wykonanego również ze szklanych rurek i zachowamy złoty pył w środku. No i przeniesiemy to wszystko, jak leci, wprost do Ameryki. Myślę, że Pańskie doświadczenie w zakresie zarządzania i żydowski zmysł do interesów, sprawią, że na projekt Europa będziemy mogli patrzeć bez obaw i niepokoju.


- W czyim imieniu składa pan te propozycje? - zapytał Bormann ostrożnie.
- W imieniu Zarządu i Rady Nadzorczej oczywiście - wzruszył ramionami Brunner. Po czym, jakby chciał rozwiać ich ewentualne wątpliwości, zaczął mówić jeszcze szybciej, z wystudiowanym żarem i entuzjazmem - Panowie, na tej wojnie zarobiliśmy już czterdzieści miliardów! Interes idzie świetnie, nasza firma należy do najszybciej rozwijających się w historii ekonomiki przedsiębiorstw. Mamy kadry i doświadczenie! To my wywołaliśmy ten burdel, żeby pobudzić rozwój po spadkach i utracie wiary konsumentów w latach dwudziestych i trzydziestych. Wylansowaliśmy Lenina, Hitlera i wylansujemy jeszcze nie takich przywódców, dzięki którym w dowolnym momencie będziemy mogli poruszyć machinę wojenną - koło zamachowe światowej konsumpcji.

Nasze plany obejmują reklamę totalną. Szkolenia w zakresie globalnym będziemy organizować pod przykrywką edukacji. Rodzice posyłając dzieci do szkoły nawet nie będą przypuszczać, że wychowają w niej konsumentów, a najzdolniejszymi zajmie się Trust przyjmując ich w swoje szeregi. Führer ma rację, ale jest szalony - machnął lekceważąco w stronę tarasu - ludzie rzeczywiście nie są równi. Dzielą się na dwie grupy. Jedna mniejsza - to menedżment, sprzedawcy, spece od reklamy, marketingu, promocji i szkoleń. Druga, większa, to konsumenci. Oni napędzać będą całą globalną produkcję. To im wmawiać będziemy nowe potrzeby, o których dotychczas nie mieli pojęcia. Przeraziło was Ptakoskie? To nasz najlepszy produkt w przyszłości! Konsument i Produkt w jednym, samoduplikujący się!

To prawda, że strasznie byłoby nam żyć pomiędzy Ptakoskimi, ale, panowie, my wcale nie musimy miedzy nimi żyć! My, odgrodzeni strzeżonymi murami naszych przepięknych posiadłości wieść będziemy żywot kulturalnych krezusów. My nie będziemy w tym stadzie, my będziemy je paść! - Na chwilę przerwał, żeby nabrać tchu - Bo my, moi drodzy, mamy całościową wizję, najlepszy menedżment, oczywiście międzynarodowy. Hitler kosztował nas niecałe sto tysięcy. Na odbudowie zniszczonych z jego rozkazu miast zarobimy tysiąc razy tyle i od razu dostosujemy te miasta do wymogów handlu wielkopowierzchniowego.

Pozbyliśmy się konkurencji i zwielokrotniliśmy potrzeby konsumpcji. Na wiele lat zahamowaliśmy instynkty bojowe a każdego, kto nam będzie stawiał opór oskarżymy o faszyzm i antysemityzm. Wyhodujemy ptakoskie, całe miliony ptakoskich! To będą ptakoskie genetycznie modyfikowane, dzięki sprzedawanym w naszych wielkopowierzchniowych sieciach produktom spożywczym. Kiedy ptakoskie uzyskają przewagę w populacji, to już nic nie będzie w stanie zahamować dalszego rozwoju Trustu.


- Od dawna dla nich pracujesz, Brunner? - Kloss zapytał słabo.
- Od zawsze, Hans, od zawsze. Zawsze wiedziałem, gdzie miód, nie jestem głupi. No jak, panowie, wchodzicie?
- Wchodzę - odpowiedział Bormann - W zasadzie - spojrzał w kierunku tarasu - od początku uważałem Hitlera za megalomana i amatora. To, co pan zdaje się proponować, ma silne naukowe podstawy.

- A Ty, Hans? - Brunner nie krył zadowolenia z postawy Bormanna
- Ja? - zamyślił się Kloss - Ja mam generalnie w nosie wasz wielkopowierzchniowy handel. Tam gdzie idzie o człowieka i jego życie, te wasze małe interesy wydają mi się nic nie warte, poza tym, za siedemnaście dni mam poznać jedną panią i...
- Czego chcesz bronić idioto? - zirytował się Brunner - Ich? - wskazał ręką na taras - Czy tej twojej zafajdanej ojczyzny ze śmiesznymi, małymi rekwizytami? Wierzby, pianina, groby i znicze. Nędzny melodramat, to jest coś - szukał słowa mląc przekleństwa - niesprzedawalnego!
- Czy wiesz - kontynuował - Czemu się chcesz przeciwstawiać? To jest duży biznes, tak, Hans, to jest duży poważny tort i każdy, nawet ktoś tak beznadziejnie niedojrzały jak ty może uszczknąć swój kąsek.
- Jednak dziękuję - uprzejmie odparł Kloss - mama mi zawsze powtarzała, żebym nie pracował w sklepie.


- No to giń - wzruszył Brunner ramionami - Pełzaj sobie razem z innymi robakami. Jak przyjdą ptakoskie to cię wydziobią. Pan, Stirlitz? - spojrzał z nadzieją na jajowatą twarz Rosjanina.
- A zdziwi się pan - Stirlitz uśmiechnął się przez co nadał wydał się jeszcze bardziej podługowaty - Ale też nie jestem zainteresowany. Lubię step i otwartą przestrzeń, lubię słuchać śpiewów pijanych kozaków, lubię ponadto swoją robotę, a poza tym - spojrzał na Brunnera spod wpółprzymkniętych powiek - Nie lubię was, wszawych, bezczelnych, sprzedajnych gnoi. Wolę być mordercą w mundurze niż subiektem w twoim beznadziejnym magazynie z byle czym.
- A jak tam sobie chcesz - Brunner udawał objętość, ale widać było, że jest naprawdę szczerze wściekły.
- Pan, Bormann, jak rozumiem zostaje?
- Tak - potwierdził Bormann - tak jak powiedziałem, wchodzę w ten interes.
- Obozy pracy też sprzedacie? Auschwitz opakujecie w celofan i przyozdobicie kokardą? - Kloss chciał powiedzieć coś możliwie najbardziej aroganckiego.
- A wiesz Kloss - wykrzywił się małpio Brunner, ukazując w uśmiechu rząd równych, silnych zębów - nie uwierzysz, ale za kilkadziesiąt lat to będzie jeden z najlepiej sprzedających się naszych produktów.

Rolex, komentuje w salonie24, na tym blogu publikuję powieść w odcinkach

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura