DER TROMMELMANN DER TROMMELMANN
49
BLOG

X. KINDER, HEUT‘ ABEND, DA SUCH ICH MIR WAS AUS

DER TROMMELMANN DER TROMMELMANN Kultura Obserwuj notkę 10

 

    Wyszli przed Gmach Kancelarii. Było już dość późno. Mali gazeciarze uwijali się jak w ukropie sprzedając popołudniowe wydania dzienników po pięć fenigów sztuka, a nobliwe Fraulainen wracały z protestanckich wieczornych nabożeństw, gdzie prosiły o zdrowie dla człowieka, który je właśnie opuścił, woląc być błyskiem na firmamencie niebieskim, niż wsłuchiwać się z niepokojem w odgłosy nadlatujących eskadr bombowców typu Lancaster.

    Stirlitz poluzował kołnierzyk i wypuścił z sykiem powietrze jak ktoś, kto ostatecznie stracił złudzenia
- Cóż, panie Kloss... - westchnął
- Janek, mów mi Janek - Przerwał mu Kloss i wyciągnął rękę.
- Wołodia - uśmiechnął się Stirlitz podając mu swoją i tak znieruchomiał. Kloss, nieco speszony przedłużającym się pożegnaniem, oglądał czubki swoich oficerek. Tymczasem Stirlitz liczył. Jego fenomenalny, wydłużony mózg analizował tablice matematyczne, używał wszelkich możliwych narzędzi algebry i arytmetyki, przebrnął bez trudu przez cały rachunek prawdopodobieństwa, narysował kilkaset wykresów funkcji wykładniczych, użył rachunku całkowego i różniczkowego, przedarł się przez macierze i przez kilka sekund, kontemplował gotowy wynik.


    - Nic z tego nie będzie - zawyrokował i puścił rękę Klossa.
- Z czego niby nic nie będzie? - zaniepokoił się Kloss przypominając sobie dziewczynę w burgundowej sukni i jej atrybuty.
- Z tego całego Trustu - roześmiał się Stirlitz pogardliwie - nie sprawne.
- W jakim sensie? - niedowierzał Kloss, choć też zaczynał się cieszyć.
- W logicznym. Nie sprawne. Nie potrafili tego należycie przeanalizować; nie wzięli pod uwagę masy danych, nie uwzględnili mnóstwa czynników psychologicznych i społecznych, a przede wszystkim, przyjęli fałszywe założenia antropologiczne. Dlatego ten w założeniach cudownie działający system skończy się wielkimi ekonomicznymi perturbacjami na niespotykaną dotychczas skalę, politycznymi zawirowaniami, których my nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Tak, Kloss, po latach pozornego marazmu historia ruszy raz jeszcze wesoło z kopyta zachwycając wszystkich swoim wigorem i rozmachem!


    - To dobrze - powiedział Kloss jak mógł najpoważniej - To naprawdę dobra wiadomość Wołodia.
- Tak, dobra I wyobraź sobie, co te wszystkie oszukane Ptakoskie zrobią Brunnerowi... - Aż oblizał się na samo wyobrażenie.
- Lepiej nie myśleć - zachichotał Kloss.
- No to - Stirlitz powrócił ostatecznie z krain czystej matematycznej abstrakcji - Janek, niech każdy idzie w swoją stronę, jak to mówimy w Rosji: wot cziełowieczeska sud’ba!
- Sud’ba - powtórzył Kloss wzbudzając czujność gestapowca ukrytego w koronie drzewa tuż nad ich głowami i odwzajemnił po raz drugi silny uścisk dłoni enkawudzisty
- A co zamierzasz robić dalej, Wołodia? - zapytał jeszcze.


    - Umrzeć, Janek. Planuję popełnić samobójstwo, może jeszcze tej nocy - pogodnie opisał swoje najbliższe plany Stirlitz. - Wiesz, Kloss, doszedłem do jedynego możliwego rozwiązania antynomii wolności. Człowiek, który, jak wierzę, jest absolutnie determinowany przez materię, ma tylko jedno wyjście, jeśli pragnie zachować resztki godności. Jedyną oto, dostępną mu manifestacją wolności jest zakończenie swojego własnego żywota.
- To trochę szkoda  - zmartwił się Kloss szczerze - z drugiej jednak strony, dla konsekwentnego ateisty, jakim pan jest, jakim jesteś - poprawił się - to chyba rzeczywiście jedyne rozsądne rozwiązanie. A więc żegnaj! - rzucił wesoło na koniec odwracając się na pięcie.


    Po przejściu kilkunastu metrów skręcił w Alteweltestrasse. Upewniwszy się, że zgubił gestapowski ogon, zwolnił i skierował w stronę starej berlińskiej piwiarni, noszącej dumną nazwę Furror Teutonicus, o której wiele słyszał od kolegów z wojska. W środku nie było tłoku, za to w powietrzu unosił się swojski zapach kapusty i kiełbasy z kminkiem. Za kontuarem stała bufetowa, ogromne babsko o nieokreślonych kształtach, poruszające się dzięki wyuczonej umiejętności przelewania tłuszczu z jednego miejsca pod skórą w drugie.

    Nazywała się Frau Schwarcehertze i zawsze marzyła, aby móc służyć w Kriegsmarine. Kloss wybrał sobie miejsce przy białym kaflowym piecu promieniującym przyjemnym domowym ciepłem. Usiadł przy ciężkim, dębowym stole a obok siebie, na ławie, położył starannie złożone oficerskie rękawiczki, po czym przykrył je czapką. Z kieszeni płaszcza wyciągnął służbowe kredki i mały bloczek listowy. Zapragnął nagle napisać list do swojej narzeczonej. Swojej pierwszej, dziecinnej narzeczonej, która nosiła niebieskie kokardy. Wyjął z pugilaresu na kredki niebieską kredkę właśnie i wysuwając koniuszek języka, co - jak sądził - dodawało mu powagi, zaczął:

Rolex, komentuje w salonie24, na tym blogu publikuję powieść w odcinkach

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Kultura