14 obserwujących
341 notek
257k odsłon
331 odsłon

"Nie patrzymy, gdzie strzelamy" - policja się przyznaje

Wykop Skomentuj36

Fotoreporter Tygodnika Solidarnośc - pan Tomasz Gutry - został postrzelony przez policję z broni gładkolufowej 'gumowym pociskiem'.  Co zatweetowała policja tuż po tym ?

"W trakcie działań dynamicznych, gdy mamy liczne akty chuligańskie może dojść do sytuacji, w której obrażeń doznają także osoby postronne. Nawet po użyciu śpb. Dlatego tak ważne jest, by miejsce naszych działań opuścić. Po to są używane komunikaty."


Przetłumaczę to na język ludzki; przetłumaczę jako ktoś, kto trochę amunicji wystrzelał z różnej broni i wie, jakie zasady bezpieczeństwa obowiązują każdego, kto trzyma w ręku broń. 

To jest powiedzenie 'nie patrzymy, gdzie strzelamy, uciekajcie, jak widzicie, że mamy broń palną'.

Są różne zbiory zasad bezpieczeństwa - dość prosto opisuje to np. BLOS - tutaj artykulik o tym:

https://cswlpoznan.wp.mil.pl/pl/articles6-aktualnosci/zolnierze-szkola-sie-w-technice-blos/

Lufa i otoczenie - te dwa elementy leżały u pana policjanta, który postrzelił osobę postronną.  Skoro reporter nie był 'celem', tylko osobą postronną, to znaczy, że policjant celujący do niego dał ciała na maksa.  'Dynamiczną sytuacją' policja tłumaczy to, że reporter oberwał w twarz z broni palnej.  Tak dynamiczna sytuacja, że policjant nie potrafił ocenić otoczenia celu.  Brawo.

Powiem krótko - broń palna to nie zabawka, broń palna zabija - nawet załadowana pociskami, które robią z niej 'less lethal weapon'.  To ciągle jest 'lethal' (śmiertelna) broń, to ciągle 'lethal' (śmiertelna) amunicja.

Nie wyobrażam sobie, jak ktoś szkolony do ochrony życia i zdrowia ludzi - nie tylko tych 'grzecznych', ale również 'niegrzecznych' tłumaczy, że podczas manifestacji - nie na obszarze działań wojennych - 'może dojść do sytuacji, w której obrażeń [od broni palnej]  doznają osoby postronne...' - w kategorii normy.  No - tak bywa czasem ;).  Nie 'może' dojść do takiej sytuacji, chyba, że ktoś olewa zasady bezpieczeństwa i nie patrzy gdzie i w kogo strzela.  Nie jesteś pewny strzału - nie strzelasz.  Widzisz w otoczeniu 'celu' osoby postronne - nie strzelasz.  Chyba, że ten strzał ma ratować czyjeś życie od bezpośredniego zamachu, a ty masz stabilną pozycję i nie widzisz w okolicy niczego, co może wpłynąć na jakość oddanego strzału (np. kolegów, którzy zaraz cię popchną) itp. itd.  To, że ktoś chce rzucić cegłówką w kolegę policjanta w kasku i w ogóle w pełnym żółwiu - takim zamachem nie jest.


Tu policja przyznała wprost - podczas Marszu Niepodległości jeden z policjantów nie patrzył, gdzie strzelał - olał totalnie podstawowe zasady bezpieczeństwa obowiązujące przy użyciu broni palnej.  Zasady bezpieczeństwa pisane krwią - również polskich policjantów na strzelnicach.  Widać dno totalne jeżeli chodzi o szkolenia, widać też dno totalne jeżeli chodzi o tłumaczenie się.  Dobrze, że policja nie tweetnęła: 'myśleliśmy, że to dzik'. Cała sytuacja jest karygodna - u wielu ludzi, którzy znają broń, znają zasady bezpieczeństwa - a nie są policjantami - coś takiego wywołuje złość.  Bo broń palna zabija i traktowanie jej zbyt nonszalancko - nawet tej z 'gumowymi kulami' - wywołuje pierwotne instynkty związane z zagrożeniem życia.  Nie napiszę tu słów, jakie te instynkty mi na język (palce) chcą przynieść.


Wiem, że szkolenia z obsługi broni palnej są słabe w policji. Kryteria celności do 'zdawania egzaminów' na etapie szkolenia i służby są śmiesznie niskie (nawet dla amatora z klubu sportowego).  Moja żona (nie żartuję) potrafiła dużo lepiej po kilku miesiącach nauki ;)  Ilość strzałów oddawanych okresowo przez policję nie pozwala na 'utrzymanie formy' - szczególnie przy broni krótkiej.  Znam przypadki śledczych (oczywiście nie znam nazwisk - tylko imiona, nie wiem, gdzie dokładnie służą, nie jestem w stanie ich namierzyć - spotkałem przypadkowo i nawet nie pamiętam, jak wyglądają), którzy zostawiali broń w sejfie na komendzie - nie wychodzili z nią na ulicę - bo 'strzelam z niej tak mało, że nie powinienem jej używać na ulicy - byłbym zagrożeniem'.  Bardzo odpowiedzialna decyzja.  Są policjanci, którzy za własne pieniądze ćwiczą na strzelnicach, w klubach sportowych (czasem tor obok mnie).  Podziwiam ich za to - szczególnie wiedząc ile to kosztuje i ile zarabiają (dzięki temu miałem okazję poznać broń policyjną - dobre kluby/strzelnice mają to, czego używa policja - nie tylko krótką  - właśnie dlatego, że policjanci tam ćwiczą).  Niektórych ratują żony zarabiające lepiej - które dopłacają do ich hobby bycia w policji ;)  Ale - co śmieszne - nie mogą ćwiczyć bronią służbową na prywatnej strzelnicy (prywatna amunicja), nie mogą ćwiczyć prywatną amunicją na strzelnicy policyjnej (stan wiedzy sprzed paru miesięcy - może coś się tu w końcu zmieniło, w co wątpię).  Bo amunicja 'niezatwierdzona', jeszcze broń się popsuje - rusznikarze policyjni (i słusznie w sumie) nie chcą odpowiadać za stan broni, w której używana jest obca/nieznana amunicja.  Także z tej broni, z której korzystają 'w pracy' mogą postrzelać tylko tyle, ile im policja da amunicji.  A to nie jest dużo.  Delikatnie mówiąc.  A na strzelnicy broń inaczej przystrzelona, inny spust - nawet, jak model ten sam.  To nie jest to samo - ale dobre i to.

Strzelanie to jedno - amunicja kosztuje, broń też - wiadomo.  Ale zasady bezpieczeństwa można ćwiczyć z drewnianą atrapą nawet.  

Kiepskie szkolenie, potem kiepskie tłumaczenie.  Rozumiem w sumie - jak tu się przyznać, że ktoś, kto nie powinien mieć broni palnej w 'dynamicznych sytuacjach' na ulicy - miał tę broń i jej użył, przez co fotoreporter dostał w głowę ?  Do tego trzeba by być uczciwym - i ta uczciwość musiałaby być silniejsza od chęci zachowania pracy/służby.  A policjanci niestety bardzo często musza rozstrzygać takie dylematy poprzez 'kompromis'.  Mają nadzieję 'może niedługo będzie lepiej - odpuszczę, przeczekam' i tak się to ciągnie od lat.

Wykop Skomentuj36
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka