Jako, że mam dziecko w wieku szkolnym, miałem ostatnio szczęście zostać objęty programem pedagokiki rodziców. Tak, tak - ministerstwo edukacji za pośrednictwem szkoły mojego syna postanowiło mnie czegoś nauczyć.
Parę dni temu syn przyniósł do domu kilka wydrukowanych kartek, powiedział, że pani w szkole kazała nam przeczytać, i podpisać, że przeczytaliśmy. Na kartce napisane, że to jest realizowanie programu pedagogiki rodziców. Z tyłu było już trochę podpisów.
W jakiej dziedzinie chciało mnie państwo - bo to w końcu państwowa szkoła - podszkolić ? Ano - tytuł 'materiałów szkoleniowych' brzmiał mniej więcej "jak komputery/telewizja wpływają na rozwój mózgu?".
Tytuł w sumie ciekawy, taka analiza zalet i wad współczesnych technologii mogłaby być ciekawa. Niestety -już po paru zdaniach dowiedziałem się, że wpływ gier komputerowych i komputera na mózg dziecka jest tylko i wyłącznie negatywny. Mózg przestaje się rozwijać, jak dziecko gra w gry. Poparciem tezy było zdanie "badania potwierdzają". Jakie badania, kto robił itp. - tego nie było. Wzmianek o np. zdolnościach koordynacyjnych oko-ręka - nie było, o orientacji przestrzennej, korzystaniu z map - całej masy umiejętności, dzięki którym mózg się rozwija - nie było. Po prostu autorytarnie stwierdzono - komputer szkodzi bezwzględnie dzieciom na mózg. Sposób formułowania tez - jak dla debili. Ale to jeszcze nic. Okazało się, że szkoła państowa uczy mnie, uczy moje dziecko, że w ewolucyjne zmiany w człowieku zachodzą w ciągu kilkunastu lat od zmiany warunków środowiskowych. W tych 'materiałach szkoleniowych' napisane było, że "badania wykazały", że w ciągu ostatnich lat ośrodek mózgu odpowiedzialny za kierowanie kciukiem się powiększył, i że to jest przez wysyłanie SMS'ów.
To nie żart - oni naprawdę tak napisali. Nazwiska autorów (same nazwiska były, bez podania, z jakiej instytucji, jaki stopień/tytuł naukowy) pominę przez litość. Zresztą - będzie o nich jeszcze głośno, w końcu udowodnienie tak szybkiego procesu ewolucyjnego zasługuje na Nobla.
Pedagogika rodziców - niezłe hasło. Szkoła uczy też rodziców. Dzięki temu dowiedziałem się, jakich herezji jest moje dziecko uczone w szkole. Ucząc się - musiałem podpisać, że się zapoznałem z materiałem. Ciekawe, czy potem będą wyciągane konsekwencje, jak się nie zastosuję, i pozwolę synowi nadal grać na komputerze. Czy ktoś mnie nie oskarży o celowe uszkadzanie jego mózgu ;)
Ciekawe, jak zareaguje dyrektorka szkoły, gdy spytam, czy te materiały miały akceptację ministerstwa edukacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)