Eurowizja to popularny konkurs na najlepszą piosenkę w Europie, dawniej było tak że w każdym kraju zbierało się jury złożone z fachowców mających cos wspólnego z branżą, teraz odbywa się cos w rodzaju plebiscytu oto w każdym z krajów biorących udział ludzie wysyłają na utwór który im przypadł do gustu SMS. Wszystko niby ok. ale przy okazji tego konkursu w ciekawy sposób zarysowuje się kształt społeczny Europy dzięki temu darmowemu badaniu opinii wiele można się dowiedzieć. Wiadomo vox populi (vox dei ). Ciężko sobie wyobrazić by na pieśń rodem z Kosowa zagłosowali Serbowie nawet jakby tych pierwszych reprezentował sam Elvis Presley, tak samo jak jest zwyczaj że na Turków na Cyprze się nie głosuje.
Prowadzenie „przyjaznej polityki” zagranicznej z krajem który nie jest lubiany na własnym podwórku jest zabiegiem mocno ryzykownym, namacalny dowód mamy w tej chwili gdy Tusk próbuje ocieplić klimat z Rosją podczas gdy w społeczeństwie (przeważnie na wschodzie) uśpiony jest duch rusofobii, podnosi się krytyka a na wnioski przyjdzie czas gdy będziemy wrzucać kartki do urn. Reasumując ten wątek w każdym kraju w Europie łatwiej prowadzi się politykę zagraniczną między krajami których społeczeństwa ze sobą sympatyzują
Polskie piosenki od czasu odkąd brany jest pod uwagę głos ludu nie odnosiły sukcesów obojętnie czy śpiewano je po polsku, niemiecku, angielsku, czy wystawiano Polaka, Rosjanina czy innej maści artystę zawsze to samo klapa, teraz nawet nie mogą przedrzeć się przez preeliminacje. Jak pokazują wyniki głosowań otrzymujemy głosy tylko tam gdzie są duże skupiska polonii czyli w takich krajach jak Litwa, Wlk. Brytnia, czy Niemcy, poza tymi krajami wychodzi na to że za Polakami nikt nie przepada, nie mamy takiego zaprzyjaźnionego kraju którego społeczeństwo nas po prostu lubi sympatyzuje z nami. Fakt ten nie ułatwia polityki zagranicznej naszej dyplomacji i dlatego należą się słowa uznania dla polityki Kaczyńskich, za to że potrafili skłonić jakiekolwiek kraje w Europie do tego by z nami szli ramie w ramię by podjęły ryzyko układania partnerskich stosunków z Polakami. Polska polityka przez pewien czas przestała być przedmiotowa a zaczęła być podmiotowa, tysiące wizyt w Moskwie i w Berlinie nie zmieni faktu że przybywamy tam jako petent a nie równorzędny partner.
Czas ucieka a chwile i okazje w polityce są ulotne nie ma czasu na zastanowienie bo okazja się może prędko nie powtórzyć. Wizja Piłsudskiego o symetrycznych bilateralnych stosunkach między Warszawą Moskwą i Berlinem poparta umowami konfederacyjnymi na wschodzie z takimi krajami jak Ukraina czy Litwa, Gruzja była by gwarantem bezpieczeństwa i silnej pozycji wszystkich umawiających się stron. Swoją drogą gdy umierał Marszałek Piłsudski, twórca dzisiejszej polityki wschodniej Pan Bartoszewski miał 13 lat i coś tam w jego pamięci powinno pozostać, przynajmniej szacunek dla jego poglądów. Celowo stawiam w jednym rzędzie tych dwóch Panów by każdy mógł zobaczyć karłowatość Bartoszewskiego, jego zasługi są niewielkie a szkody jakie teraz wyrządza niepowetowane przez pokolenia, Marszałek w grobie się przewraca słysząc przypowieść o Pannie bez posagu, gdyby mógł przemówić zapewne rzekłby w swoim stylu: „Wam kury szczać prowadzać a nie politykę robić..”


Komentarze
Pokaż komentarze