Pan rzecznik prokuratury mowi mi, ze 'opieczetowane' probki czekaja w Rosji na przyjazd do Polski, gdzie maja byc zbadane.
Moze to sie zdarzyc za pol roku, moze wczesniej...
Rozumiem, ze tyle czasu jest potrzebne, aby probki zostaly dolkadnie wyczyszczone i przygotowane przez sluzby rosyjskie do badan w Polsce.
No bo pytanie jest proste: co wstrzymuje Rosjan, aby probki wyslac, oficjalnie, po bratersku, w ramach otwartej wspolpracy co do sledztwa, natychmiast - razem z naszymi specjalistami, ktorzy probki te wybrali??
Pan prokurator chce, zeby dano wiare, ze strona rosyjska, ktora nie zwrocila nam wraku po 2.5 roku, nie zwrocila czarnych skrzynek, falszowala dokumenty dotyczace sekcji zwlok, zaszywala smieci w cialach ofiar, nie wykonala ileset prosb o pomoc prawna, szkalowala bezpodstawnie generala Blasika, manipulowala danymi lotu w raporcie MAK, ze ten partner bedzie przez pol roku patrzyl na opieczetowane probki i medytowal... No bo skoro sa opieczetowane, to maja nie badac. Skoro maja badac, to po co pieczecie? Czyzby im prokuratura polska nie wierzyla??
Po drugie: wczoraj prokuratura mowila, ze probki sa badane w laboratorium, dzisiaj natomiast, ze probki sa w Rosji i tylko strona polska bedzie je badala...
Wiec konkretnie, probki sa badane i rezultaty beda znane za pol roku, czy w ciagu pol roku otrzymamy te probki z Rosji i je zbadamy??
Pies goni swoj ogon, wąż go nawet zjada, a wszystko, ze sie tak wyraze z francuska, smells like shit...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)