W swietle ciec budzetu unijnego, otrzymana przez Polske kwota ok 108 mld euro wydaje sie imponujaca i tak naprawde nie mozemy narzekac, chociaz realnie otrzymujemy mniej niz 7 lat temu (wyliczal to juz pan Zorbas, biorac pod uwage inflacje itd).
Pozostaje kwestia wykorzystania przyznanych dotacji i nadzoru (w swietle afery z drogami), oraz zmniejszonych dotacji dla polskiej wsi. To moze byc dosyc bolesne, ale moglo byc jeszcze gorzej.
Zastanawia mnie natomiast pokazywanie tego kompromisu i planowanych dotacji dla Polski (potrzebna jeszcze jest zgoda PE) jako sukcesu negocjacyjnego premiera Tuska i delegacji.
W jaki sposob i gdzie oni negocjowali? Z kim? Co?
Nie moge pozbyc sie wrazenia, ze tak naprawde polska delegacja drzala, aby nikt nie chcial z nia podjac dyskusji, sam premier mowil ze modlil sie nieomalze o to, zeby telefon nie dzwonil, poniewaz zaoferowane sumy przez Bruksele byly na poziomie zadowalajacym Tuska i Rostwoskiego. Wiec tyle wreczono im na tacy, a gdzie te negocjacje? Przed szczytem nie bylo chyba zadnych? W trakcie? Nie slyszalem.
To, ze Arabski chrapal jak wieprz a Tusk nie spal, nie oznacza jeszcze, ze sie ciezko napracowali przy negocjacjach. Moze po prostu za duzo zjedli i wypili na kolacje?
Pare grzecznosciowych uwag wymienionych z panami Barosso i Van Rompuy to jeszcze nie 'ciezkie negocjacje', a Tusk mowi ze to jego najwazniejszy dzien w zyciu (a slub z zona, urodziny syna, corki, odzyskanie wolnosci przez Polske to co...???).
Ciekawe kiedy urlop...?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)