Pisanie jak pisanie, jednym sprawia trudnosc innym przyjemnosc. Jedni potrafia na tym zarobic, inni tylko traca czas, pieniadze, przyjaciol. Jedni pisza sami, innych stac na wynajecie pisarzy, zalatwienie dystrybucji oraz przede wszystkim maja jak zareklamowac sie w mediach. Oczywiscie za darmo i bez wysilku, bo zrobia to za nich usluzni na sluzbie.
Pamiec jak wiadomo bywa zawodna, dlatego tez osoby nie korzystajace z pamieci zewnetrznej (chocby w postaci kartki i olowka) moga ulec wrazeniu, ze cos dobrze pamietaja, chociaz tak naprawde nie pamietaja w ogole lub wydaje im sie ze pamietaja.
Jeden z takich pamietniczkow wlasnie jest reklamowany i wlasnie aby reklama byla skuteczna postanowiono uzyc w niej watka o dziadku. Dziadek byl przez caly czas postacia zappomniana, a w zasadzie nieznana (bo trudno zaprzeczyc, ze mialo sie dziadka) i swiat krecil sie swobodnie i przewidujaco w znacznej czesci. Ale ktos wyjal dziadka z naftaliny, a raczej jego historie i sie zaczelo.
Zaczelo sie od tego, ze o dziadku wspomnial pewien niedogolony, raczej malo swiezy dziennikarz z przyjemnego kiedys, a dzisiaj juz upadlego pisma. Wspomnial tak naprawde nie wiadomo dlaczego, ale prawdopodobnie zeby zaszkodzic nieco grupie ludzi, za ktorymi nie przepadal. Jak wiadomo kazdy kij ma dwa konce, wiec drugi koniec kija zostal uchwycony przez innego zaciekawionego pana, ktory wspomnial o tym przy okazji, ze poniewaz historia dziadka jest ciekawa, warto by ja sprawdzic. No i potoczylo sie szybko.
Koledzy wnuczka uznali, ze dobrze sie stalo, ze ktos probuje wyciagnac spraw dziadka, bo moze to wyciagajacym zaszkodzic, wiec chetnie temat podjeli. Nie przeiwdzieli jednak, ze historyk z wyksztalcenia, razem z malzonka - rowniez historyczka z wyksztalcenia - nie interesowali sie historia wlasnej rodziny... Owszem bardzo interesowali sie historia miasta, historia innych ludzi, innych dziadkow, ale nie swoim dziadkiem. Wygladalo na to, ze zapomnieli, ze w ogole ten dziadek istnial. Dziwne to jak na historykow, ale w tej historii prawdziwe.
Cala jatka nie wyszla nikomu na dobre, jednym przypomniano o dziadku, drugim wypominano, ze przypomnieli, ludzie mieli na ten temat czesto emocjonalne opinie, przelano tony atramentu i tuszu do drukarek, sprawa sie wziela i nakrecila.
A dzisiaj pani historyk 'pamieta' jak to usmiechajaca sie para knula na temat owego dziadka, a nie pamieta dokladnie kto i kiedy wygrzebal dziadka z szafy pelnej roznych roznosci. Nie uzywa pamieci zewnetrznej i jeszcze sie przez to potknie na zle zapamietanych historiach...
Do ciekawszych wyznan z pamietniczka nalezy jednak kilka innych faktow napisanych wlasnorecznie przez dorabiajaca pania domu. Oto bowiem dowiadujemy sie, ze wczesna ocena malzonka nie byla zbyt pochlebna, szczegolnie pod wzgledem jego sil i zdolnosci intelektualnych, nie wspominajac juz tych wylupiastych oczu, ale co ciekawsze, dowiadujemy sie, ze to pani domu postanowila w 2005 roku, ze zadnej wspolpracy z druga para nie bedzie, zadnych wspolnych zamiarow politycznych nie bedzie sie kontynuowac. A my myslelismy - bo tak nam mowil maz tej pani - ze to druga strona nie chciala wspolpracowac, ze sie wycofala i ze chciala zawladnac 'wszystkim'. No patrzcie panstwo jaki klamczuszek... Okazalo sie, ze to byla wola pani, ktorej mezowi niedogolony dziennikarz wyciagnal dziadka juz pogrzebanego w otchlaniach niedostepnej pamieci, a inni wykazali ciekawosc...
Zawsze mowilem, ze tylko niektore kobiety sa msciwe, ale za to wszystkie plotkuja. Bez pamieci, zeby nie powiedziec bez glowy.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)