Pan Bronislaw probowal sie dodzwonic, ale sie nie dodzwonil...
W dobie kiedy pieciolatki maja na szyjach zawieszone 'komorki', w dobie smyczy elektronicznej, ktorej poddani sa prawie wszyscy, w dobie stalej, bezproblemowej, nieuchronnej komunikacji pan Bronislaw nie moze sie dodzwonic...
Gdyby to byl zwykly, szary jakis tam pan Bronislaw, to moze nie moglby... moze ktos po drugiej stronie sygnalu elektronicznego nie odebralby, bo nie chcial, widzac, ze dzwoni ten zwykly, szary, malo wazny, jakis tam pacjent, klient, petent...
Ale to dzownil pan prezydent, niemalego w koncu panstwa, a na dodatek panstwa sasiadujacego...
No i nie dodzwonil sie, co spowodowala bezsenna noc taka, ze wszsytko fruwalo od chrapania. Oczywiscie od chrapania malzonki pana Bronislawa, bo to przeciez nie ona probowala sie dodzwonic. A moze jestem zbyt podejrzliwy, a tak naprawde chrapal pan Nalecz. Ten od dobrego samopoczucia. Ten sam.
Mysle, ze w chwili rozpaczy, spowodowanej niemozliwoscia dodzwonienia sie, pan Bronislaw mogl wyslac wiadomosc sms ('prosze oddzwon, wazna sprawa... lol'), albo chociaz tłitnąc cos ('dzyn dzyn...). A nawet jakis email (poczta emaliowa). Ale niestety zima i paluszki potrafia u pana Bronislawa byc nieco zziebniete...
No to moze trzeba bylo uzyc golebia pocztowego, albo jakiegos psa Bernardyna z Kijowa czy innej Moskwy, zeby wraz z barylka gorzalki zaniosl liscik...
No, ostatecznie poslanca jakiegos aby doniosl wiadomiosc osobiscie...
A tak, to pozostaje jedynie pisac na Berdyczow.
Bo dodzwonic sie nie ma jak.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)