dziś mnie obudziło
niebo szare od chmur
jak miło...
kropelki deszczu
mrowiem pocałunków
pieszczą...
chłodny zefirek
targał moje włosy
chwilę...
ja tu jeszcze wrócę
warknął złowrogo
odchodząc
przyszedł nocą
w majestacie ciszy
nikt go nie widział
może tylko księżyc w pełni
ale on uciekł przed świtem
zdziwiły się osiwiałe przez noc strzechy
naga brzoza zaskoczona białą podomką
kret wściekły że grudy twarde
ryby w stawie walą głowami w sufit
tylko śnieg zadowolony
skrzypi
umizgując się do trzewików


Komentarze
Pokaż komentarze (4)