tsuah76 tsuah76
71
BLOG

Boniek na ministra sportu!

tsuah76 tsuah76 Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Dobiegł końca kolejny Mundial. Banalne to zabrzmi, ale czas na pierwsze, kompleksowe podsumowania. I od razu osobista refleksja: podczas minionych finałów mistrzostw świata w piłce nożnej, odkryłem futbol po raz drugi, na nowo. Pierwsza moja fascynacja "nogą" miała miejsce w wieku szczenięcym, w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Potem przez wiele lat interesowałem się piłką nożną owszem, kibicowałem polskim piłkarzom, ale z natężeniem podobnym jak i wszystkim innym sportowcom z orłem na piersi, no może trochę większym. Duże piłkarskie imprezy rangi europejskiej, czy światowej interesowały mnie również w takim zakresie, w jakim występowała w nich reprezentacja Polski, więc raczej w niewielkim. Aż tu w tym roku, w II połowie czerwca wylądowałem na dwutygodniowym szkoleniu, trochę nieświadomie, ale i nie bez własnej inicjatywy. Jako współprowadzący szereg wykładów i ćwiczeń, miałem wszakże sporo czasu dla siebie. A że w pokoju, gdzie zostałem zakwaterowany był telewizor, to się rozumie samo przez się, że obejrzałem, od gwizdka do gwizdka wszystkie lub prawie wszystkie mecze fazy grupowej Mundialu. I się zachwyciłem! Płka nożna to wspaniały sport. Twardy, zadziorny, waleczny, nieustępliwy. Sport prawdziwie męski, jeden z ostatnich bastionów prawdziwej męskości w coraz bardziej niewieściejącym świecie. Jednocześnie współczesny futbol to sport dla mężczyzn inteligentnych, a przynajmniej sprytnych i kreatywnych. Piłkarz na dzisiejszym boisku, jeśli w ciągu 5, góra 10 sekund, nie wpadnie na pomysł co zrobić z piłką, którą właśnie ma przy nodze i go natychmiast nie zrealizuje, od razu ma przy siebie 1, 2, a nawet 3 piłkarzy drużyny przeciwnej, dysponujących dużo lepszym konceptem na rozegranie akcji. Samo piękno...

Skąd przy tym tak ogromne, niewyobrażalne dla żadnej innej dyscypliny sportu, zainteresowanie całego świata futbolem? Śmierci samobójcze kibiców latynoamerykańskich, spadki na giełdzie w Paryżu po klęsce francuskiej reprezentacji narodowej, wolne dla pracowników w niemieckich zakładach pracy na czas meczu półfinałowego Niemców, niepewny los piłkarzy Korei Północnej powracających na tarczy do domu (obóz pracy?) – to przypadki pierwsze z brzegu. Dla mnie same słowa: reprezentacja narodowa, to dużo, dużo więcej niż grupka kopaczy piłki. Dla mnie futbol to obecnie, w przeważającej części świata, substytut wojny, a reprezentacja narodowa to, swego rodzaju, armia. Oczywiście, i wojna, i walka, i „żołnierze” niepomiernie bardziej cywilizowane, podkreślę jeszcze raz – to tylko, na szczęście, substytut. Ale emocje, a przynajmniej chęć dokopania przeciwnikowi, niekiedy wręcz prymitywna żądza zwycięstwa, – śmiem sądzić, podobne, o ile nie takie same.

Gdzie w tym wszystkim my, Polacy, z naszą reprezentacją narodową?  Daleko, bardzo daleko, a po ostatnim blamażu z Hiszpanami (troszkę, ale tylko troszkę lżej, że to od wczoraj mistrzowie globu) jeszcze dalej. Taka Holandia, trzykrotny finalista Mundialu - obecny wicemistrz świata - zaglądam do Wikipedii (to, ostatnio, w dobrym tonie) – ok. 16,5 miliona obywateli. Urugwaj, 4. miejsce na Mundialu (gdzie ten kraj dokładnie leży, oprócz tego, że w Ameryce Południowej?) – ok. 3,5 miliona obywateli. Polska – ponad 38 milionów obywateli, ok. 40., może 50. miejsce w rankingu FIFA. Tacy Niemcy, kraj sąsiedni, więc położenie geograficzne, klimat, itd. – podobne; obywateli, fakt, sporo więcej. Ale – żeby nie cytować Gary’ego Linekera (to już trywialne), 3-krotni mistrzowie świata; na ostatnim Mundialu grali po raz 9. w półfinale, zdobywając, ostatecznie "tylko" srebro. A my?

Tu nie pomógł Leo Benhakeer, tu nie pomoże Franciszek Smuda, tu nie pomogliby  Del Bosque i van Maarwijk razem wzięci. Nie chcę się przyłączać do chóru defetystów i krytykantów (pod nieformalnym przewodnictwem bramkarza-legendy, Jana Tomaszewskiego). W zamian zaproponuję jak ja bym widział futbol po polsku, w zarysie bardzo ogólnym i, zapewne, obarczonym błędami. Po pierwsze: na miejscu premiera, powołałbym Zbigniewa Bońka na stanowisko ministra sportu. Jego kompetencji nie będę udowadniał nikomu, to zbyteczne (ale jakby się ktoś uparł – proszę wskazać kandydata o większym sercu do sportu, determinacji i smykałce do biznesu, a ustąpię; nie o nazwiska tu chodzi). Ryba psuje się od głowy; nie, nie rozwiązywałbym PZPN, a obok powołał spółkę, pewnie z większościowym udziałem państwa, w oparciu o KSH, z radą nadzorczą i wybieralnym (a przede wszystkim – odwoływalnym) zarządem. Tymi pieniędzmi, które są w piłce trzeba umieć zarządzać, poza tym każdy ruch spółki musi być zaplanowany, dobrze przygotowany i profesjonalnie przeprowadzony. I tej spółce oddałbym całą polską piłkę nożną. Jeszcze tego samego dnia premier winien udać się do niejakiego Seppa Blattera (minister Boniek mógłby tymczasem odwiedzić swojego kolegę z lat 80-tych, z boiska w Turynie; panie Platini - dużo zdrowia!). Zgodnie z tym co mówił klasyk: z ludźmi trzeba rozmawiać (w oryginale: „k ludziam nada obraśćatsa”; wolne tłumaczenie) – nie wierzę, że się nie idzie porozumieć... A to dopiero początek.

Idea „orlików” szczytna, pewnie. Tyle, że na tych często zamkniętych boiskach, grają przede wszystkim moi rówieśnicy (wiem z autopsji i obserwacji), którzy aplikować mogą, co najwyżej, do reprezentacji oldboyów. Młodzież, tymczasem, w sieci, albo na Playstation. Brak trenerów… Coś w piątkowych „Faktach po faktach” mrzył (od mrzonki - że pozwolę sobie na taki neologizm) pan Dariusz Dziekanowski, o jakimś trenerze z Hiszpanii, odkrywcy talentów Villi i Iniesty. Że on, ten wielki trener właśnie jest w Polsce i ma uczyć polskich trenerów. Oceniając po enigmatyczności wypowiedzi ww. jak i względnej znajomości życia - pewnie chłopina przyleciał do Polski na 24-48 godzin, polansować, się, „poświecić” światłem odbitym od swoich wychowanków (obym się mylił…).

W polskiej piłce nożnej potrzeba, wzorem pozytywistycznych wzorców, organicznej pracy u podstaw. Potrzeba przemyślanej, kompleksowej, koncepcji budowy polskiej potęgi w piłce nożnej, obliczonej na 10, może 20 lat, realizowanej następnie z niespotykaną dotąd surowością.  

I po co to wszystko, ktoś zapyta? A choćby tylko z atawistycznej potrzeby poczucia triumfu, niczym nieskrępowanej radości z mistrzostwa świata, które reprezentacja Polski w piłce nożnej zdobywa w 2022 r.

tsuah76
O mnie tsuah76

"Krew mnie tutaj jaśnista zalewa, bo przecież obraża tu nas wszystkich. Panie prezesie, bardzo pana proszę, żeby pan nie buntował ludzi przeciwko sobie..." "...pozorem odwagi jest płynąć cały czas pod prąd. Płynięcie pod prąd (...) bywa z reguły demonstracją głupoty, a nie niezłomności. Gdy płynie się uporczywie wbrew okolicznościom, często człowiek myśli, że coś zmienia, w rzeczywistości zaś stoi w miejscu, a na końcu pada ze zmęczenia."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości