Polska - Australia 1:2. Niby coś tam grali. Ale stanowczo studziłbym ten - co prawda lekko przygaszony wynikiem - ale jednak hurraoptymizm. Gra momentami wychodziła Biało-czerwonym głównie dlatego, że podobnie słaby przeciwnik pozwalał na to.
Całkowicie subiektywnie:
1) najlepszy na boisku - Boenisch; ładnych kilka klas lepszy od pozostałych piłkarzy grających wczoraj z orzełkiem na piersi, zresztą - drużyny przeciwnej też; najlepsza naturalizacja piłkarza jaką pamiętam; w ogóle sugerowałbym włodarzom naszego futbolu, aby, wobec braku mądrzejszych pomysłów na polską piłkę - wysłać wszystkich - co do jednego - skautów za Odrę i Nysę Łużycką; i to nie ma na co czekać, bo mężczyźni - synowie największej polskiej emigracji do RFN coraz szybciej rocznikowo "wypadają" poza statystyczny wiek futbolisty; ale jakby udało się naturalizować tak z 11 piłkarzy, to i trener o dumnie - z niemiecka - brzmiącym imieniu: Franc - ani żaden inny selekcjoner - nie byłby potrzebny;
2) najgorszy na boisku - Lewandowski; ten namaszczony na gwiazdę piłkarz nie wyprowadził żadnej kontry; albo już zgubiła go nonszalancja, albo nie umie; przy czym nie wiem, co gorsze...
3) zadziwiający - Smolarek; jak to jest, że przez kilka ostatnich sezonów nigdzie poza granicami kraju nie dostrzeżono jego umiejętności gry w piłkę, a u nas, mało, że gra regularnie w lidze, to i zaczyna strzelać bramki; a i w reprezentacji znajduje się miejsce i to całkiem pewne; doprawdy - zdumiewające...
4) bezmyślne - nieustanne wkopywanie przez polskich piłkarzy piłek prostopadle po ziemi w pole karne przeciwnika; to faktycznie doskonały sposób na uwolnienie się od ciężaru prowadzenia gry...
5) beznadziejny - skrajnie, po raz setny, tysięczny, milionowy - komentarz; panie Dariuszu Szpakowski, ja na pana miejscu nie ryzykowałbym stawiania tez o próbach charakteru po kolejnych straconych bramkach... z drugiej strony: gdzież Ci komentatorzy znajdują aż takie pokłady optymizmu? może by się nimi podzielili? choć i na to już uknułem sobie teorię: pan Daiusz Szpakowski, et consortes, mają stałe - bez względu na to, co się będzie działo na boisku - polecenie służbowe, obserwowania meczów reprezentacji Najjaśniejszej w różowych okularach... i analogicznego komentowania, rzecz jasna; a to z troski o niedopuszczanie do samobójstw kibiców...
Nawet jeśli Franc wykuje jakąś tam drużynę, która jakoś tam będzie grała, to najwyżej przez jeden, góra dwa sezony. A potem z powrotem wylądujemy na jednym z naszych ulubionym miejsc w rankingu FIFA - w piątej dziesiątce...
P.S. Przepraszam za to cyniczne krytykanctwo z mojej strony, też mi z tym źle; ale jeśli interesują kogoś z Szanownych Salonowiczów24 jego przyczyny to zapraszam tu; a jak ktoś ma mniej czasu - to tu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)