60 obserwujących
469 notek
492k odsłony
  1017   0

Polacy przekredytowani

fot. T. Gutry
fot. T. Gutry
Ponad sześć miliardów euro pożyczy Polska Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu na ratowanie m.in. Grecji i innych zadłużonych państw europejskich. Tymczasem realne zadłużenie naszego kraju sięga już prawdopodobnie trzech bln zł, co daje prawie 80 tys. zł na każdego mieszkańca.
 
Tak gigantyczne zadłużenie nie uwzględnia długów, które zaciąga każdy z nas na budowę domu czy nowy telewizor. To tylko tzw. dług publiczny, czyli pieniądze pożyczane przez rząd, samorządy, szkoły, szpitale (ich długi), a także zapisy w ZUS-ie, które oficjalnie do długu wliczane nie są.
Z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że powraca ryzyko zapaści demograficznej. W latach 2003–2009 liczba rodzonych dzieci systematycznie rosła, od 351 tys. w 2003 r. do 417,6 tys. w roku 2010. Niestety w zeszłym roku dzieci urodziło się już o 22 tys. mniej niż w 2010. Ten trend będzie się prawdopodobnie nasilać. Oznacza to, że dzisiejsi 30 i 40-latki mogą mieć gigantyczne problemy z otrzymaniem emerytur na poziomie, które dziś obiecuje rząd. Po prostu nie będzie komu na nie pracować. 
Oprócz długu publicznego wzrasta także liczba kredytów zaciąganych indywidualnie. Suma niespłacanych przez Polaków na czas kredytów sięgnie niedługo 40 mld zł – wynika z Rejestru Dłużników ERIF BIG S.A. (Grupa KRUK). 
Suma wszystkich kredytów zaciągniętych przez Polaków zbliża się do 500 mld zł (w październiku wynosiła ok. 483 mld zł – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego). Wliczono w to wszystkie nasze zobowiązania: kredyty, pożyczki i inne należności. Na każdego Polaka przypada średnio kilkanaście tysięcy złotych.
Z oficjalnych danych NBP wynika, że na zakup nieruchomości (domów, mieszkań i ziemi) przeznaczono 60 proc. wszystkich kredytów. Reszta to kredyty np. na telewizory czy lodówki, samochody, ale także zadłużenia z kart kredytowych.
 
Rodziny mają problemy
 
W raporcie firmy windykacyjnej KRUK rysuje się obraz najczęściej zadłużających się Polaków. Są nimi mężczyźni w wieku od 35 do 45 lat, najczęściej głowy rodziny, które utrzymują więcej niż dwójkę dzieci, raczej słabo wykształceni. Najwięcej Polaków, którzy mają kłopoty ze spłatą długów jest winna ok. sześć tysięcy zł (co ciekawe, z Raportu Windykacja 2011 przedstawianego przez firmę KRUK wynika, że najgorzej swoje zobowiązania spłacają ludzie spod znaku byka i bliźniąt, a najmniej dłużników jest spod znaków strzelców i skorpionów).
Udało się także ustalić geograficzny podział długów. Otóż najwięcej ludzi, którzy z powodu niespłacania długów muszą się kontaktować z firmą KRUK mieszka na Mazowszu, najmniej jest ich w woj. świętokrzyskim. Tam średnia wysokość długu to „tylko” 3647 zł, aż o ponad 1600 zł mniej niż na Mazowszu.
Polacy zaczęli już sobie chyba zdawać sprawę, że nie stać ich na więcej rzeczy i przestają zaciągać nowe kredyty.
– Średnia wartość raty w ubiegłym roku wahała się między 161 a 236 zł, natomiast w pierwszym półroczu 2011, wartość raty mieściła się w granicy 144-189 zł – mówi Piotr Krupa, prezes zarządu KRUK S.A. – Oznacza to, że Polacy mają mniejsze możliwości finansowe i przeznaczają na comiesięczną spłatę zadłużenia niższe kwoty niż w ubiegłym roku.
Głównym powodem niespłacanych kredytów – według samych zadłużonych – są ich zbyt niskie pensje – twierdzi tak 71 proc. z nich. Stać ich tylko na żywność i opłatę za mieszkanie, na ratę kredytu już nie. 46 proc. jako przyczynę kłopotów z długiem wskazywało utratę pracy, a tylko 43 proc. – niefrasobliwość.
 
Kredyt dla nielicznych
 
Analitycy firmy doradczej Expander zwracają uwagę, że na przełomie 2011 r. i 2012 r. znacznie spadła zdolność kredytowa Polaków. Jak wyliczyli, przeciętna zdolność kredytowa rodziny z dochodem 8 tys. zł netto spadła aż o 165 tys. zł.
Trudniej dostać kredyt hipoteczny w euro. Analitycy rynku kredytowego oceniają, że na kredyt w tej walucie mogą pozwolić sobie tylko osoby, które dużo zarabiają. Zdaniem ekspertów wpływ na to mają nie tylko nowe regulacje prawne, ale również to, że banki, które są często w kiepskiej kondycji finansowej, starają się ograniczyć dostęp do kredytów w euro, podnosząc swoje marże. 
Z sondażu Grupy IQS wynika, że niemal co czwarty z nas uważa, że w 2011 roku raczej zbiedniał niż się wzbogacił. Wśród pesymistów dominują mieszkańcy dużych miast w średnim wieku – najczęściej kobiety. Tylko 15 proc. ankietowanych twierdzi, że w ostatnich 12 miesiącach ich sytuacja materialna się poprawiła. 
Te pesymistyczne odczucia potwierdzają dane zbierane przez ekonomistów. 
 
Co z dalszym rozwojem
 
Żeby gospodarka się rozwijała, musi produkować. Mimo że sprzedaż detaliczna w ostatnim zbadanym miesiącu wzrosła, to zaczyna już spadać dynamika produkcji przemysłowej. W grudniu wzrosła o 7,7 proc. w porównaniu z grudniem 2010 r., ale w listopadzie było to 8,5 proc. W porównaniu do listopada 2011 r. spadła o 4,9 proc.
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale