by Azor
KE zgodziła się zmienić sposób księgowania pieniędzy przekazywanych do OFE. Ta wiadomość musiała ucieszyć Tuska nawet bardziej niż hat-trick podczas meczu z kolegami. Co prawda nie znamy jeszcze szczegółów, ale Rostowski już zapewne nakazał odpalić maszyny do drukowania obligacji i ruszać z koksem.
Historia OFE to wspaniały przykład reformy w polskim stylu. Fundusze powstały po to, żeby podatek emerytalny, omyłkowo nazywany u nas składką, zaczął przynajmniej częściowo pracować na konto człowieka, który go płaci. Ma to sens, przecież każdy emeryt chciałby mieć w sklepie większy wybór niż między pasztetem a smalcem. Ponieważ jednak rząd nie mógł się pogodzić z utratą tych pieniędzy, ustalono, że 60% aktywów OFE będą lokowały w obligacjach SP.
Mamy więc następującą sytuację: część "składki" wpłacanej do ZUS przekazywana jest do OFE. Tam odliczana jest dola prezesa i armii pracowników, a za resztę kupuje się głównie obligacje. Po jakimś czasie rząd musi je odkupić, płacąc oczywiście więcej i wydaje na to kasę wyduszoną w ramach podatków. Pieniądze wracają do OFE, gdzie znów odliczana jest dola prezesa i armii pracowników.
W końcu jednak genialny system, który pozwalał budżetowi jednocześnie jeść ciastko i je oddawać, a wszystko na koszt obywateli, stanął na skraju przepaści. Za rządów Tuska deficyt i zadłużenie wystrzeliły w kosmos. Koszty reformy emerytalnej rosną i każdego roku trzeba z ZUS wysupłać więcej. Każdy wie, że można tam prawdopodobnie znaleźć wszystko, oprócz pieniędzy, więc trzeba się zadłużać. W tym momencie pomocną dłoń podają OFE. Nie za darmo.
Widmo przekroczenia dozwolonego poziomu zadłużenia musiało pozbawić premiera radości grania w nogę, bo rozwiązanie wymyślono bardzo szybko. Zamiast prawdziwych pieniędzy, ZUS miał przekazywać do OFE papier, nazwany obligacją emerytalną. Z obietnicą, że kiedyś zostanie spieniężony. Na szczęście zanim zdołano wprowadzić w życie kolejny pomysłowy etap naszej reformy emerytalnej, w sukurs przyszła Bruksela.
Dług spowodowany istnieniem OFE nie będzie więc już długiem, dzięki czemu Rostowski może narobić więcej długów uznawanych wciąż za długi.


Komentarze
Pokaż komentarze