ujadacze ujadacze
311
BLOG

Nasz drogi prąd

ujadacze ujadacze Gospodarka Obserwuj notkę 0
Polska błyskawicznie pnie się w rankingu państw o najwyższych cenach prądu. W Niemczech, kraju bogatszym od nas dwukrotnie,
przeciętne gospodarstwo domowe płaci co prawda jeszcze nieco więcej, ale ceny dla przemysłu są już niższe. A koszt energii
jest jednym z podstawowych czynników decydujących o konkurencyjności gospodarki.
W latach 2007-2009 odbiorcy przemysłowi w Polsce doświadczyli wzrostu cen prądu o ok. 60-70%. To efekt długotrwałej polityki
inercji i bezmyślności kolejnych rządów. Przez lata wykorzystywano infrastrukturę zbudowaną w głębokiej PRL, odkładając nowe
inwestycje na później. Powoli jednak zbliżamy się do ściany. Przestarzałe bloki energetyczne muszą być wygaszane, a
przestarzała sieć dystrybucyjna modernizowana. Jakby tego było mało, rząd, popędzany pokrzykiwaniami ekologów, zgodził się na
tzw. pakiet klimatyczny, czyli plan redukcji emisji CO2. Pakiet uderza przede wszystkim w państwa z energetyką opartą na
węglu, a Polska - tu niespodzianka - wytwarza 90% energii elektrycznej z węgla. Najwięcej w całej UE.
Jest pewna szansa, że ogromnym wysiłkiem całego narodu i ze wsparciem oświeconego ekologicznie Zachodu, który na zachętę
obłoży nas ekopodatkami, zdołamy nieco zmienić tę sytuację w ciągu kilku dekad. Bardziej prawdopodobne jednak, że postanowimy
ograniczyć kosztowne produkowanie prądu u siebie. Rozwój europejskich sieci przesyłowych pozwoli przecież na kupno energii z
Niemiec czy Francji, która już teraz jest tańsza. Od roku 2013 stanie się tańsza jeszcze bardziej, bo polskie zakłady zaczną
kupować limity na emisję CO2. Szacuje się, że do 2027 spowoduje to wzrost kosztów energii dla przemysłu o 60 mld zł, co dla
firm z branż energochłonnych może oznaczać niemal bankructwo. Agencja Rynku Energii wyliczyła, że W latach 2010-2020 cena
prądu i jego dostawy dla przemysłu może wzrosnąć z ok. 300 zł do 474 zł za 1 MWh, a dla gospodarstw domowych z niespełna 423
zł do 605 zł za 1 MWh.
Politycy mieli nadzieję, że godząc się na tak drastyczne rozwiązania, uzyskają gwarancję finansowego udziału UE w
modernizacji branży energetycznej. Na ten cel przeznaczono sporą część funduszy strukturalnych. Obecny wzrost cen energii
pokazuje jednak, że albo ten mechanizm nie działa tak, jak powinien, albo ilość pieniędzy na inwestycje jest nadal zbyt mała.
W tej sytuacji rząd, zamiast ekscytować się otwarciem tysięcznego orlika czy zastanawiać, w jaki sposób rozdać biednym 60 mln
zł zaoszczędzone na obcięciu dotacji partyjnych, powinien zaproponować jakieś realne rozwiązanie. Realne bardziej od
mgławicowej elektrowni jądrowej, która jest w planach od kilkudziesięciu lat i istnieje szansa, że przy obecnej polityce nie
zobaczymy jej nigdy. Bo przy naszej wschodniej granicy wcześniej powstaną elektrownie konkurencyjne, które chętnie sprzedadzą
nam swój tani produkt.
Stajemy się importerem energii - to jeden scenariusz. Drugi to ciemna przyszłość, w której korzystanie z żarówki zasilanej
energią produkowaną w Polsce stanie się luksusem, a nasz rozbudowany system socjalny wzbogaci się o kolejny rodzaj zasiłku.
Dla rodzin, których nie stać na siedzenie przy świetle elektrycznym.

 by Azor

Polska błyskawicznie pnie się w rankingu państw o najwyższych cenach prądu. W Niemczech, kraju bogatszym od nas dwukrotnie, przeciętne gospodarstwo domowe płaci co prawda jeszcze nieco więcej, ale ceny dla przemysłu są już niższe. A koszt energii jest jednym z podstawowych czynników decydujących o konkurencyjności gospodarki.

W latach 2007-2009 odbiorcy przemysłowi w Polsce doświadczyli wzrostu cen prądu o ok. 60-70%. To efekt długotrwałej polityki inercji i bezmyślności kolejnych rządów. Przez lata wykorzystywano infrastrukturę zbudowaną w głębokiej PRL, odkładając nowe inwestycje na później. Powoli jednak zbliżamy się do ściany. Przestarzałe bloki energetyczne muszą być wygaszane, a niewydolna sieć dystrybucyjna modernizowana. Jakby tego było mało, rząd, popędzany pokrzykiwaniami ekologów, zgodził się na tzw. pakiet klimatyczny, który uderza przede wszystkim w państwa z energetyką opartą na węglu. Na przykład w Polskę, która wytwarza z tego paliwa 90% energii elektrycznej, najwięcej w całej UE.

Jest pewna szansa, że ogromnym wysiłkiem całego narodu i ze wsparciem oświeconego ekologicznie Zachodu, który na zachętę obłoży nas ekopodatkami, zdołamy nieco zmienić tę sytuację w ciągu kilku dekad. Bardziej prawdopodobne jednak, że postanowimy ograniczyć kosztowne produkowanie prądu u siebie. Rozwój europejskich sieci przesyłowych pozwoli przecież na kupno energii z Niemiec czy Francji, która już teraz jest tańsza. Od roku 2013 stanie się tańsza jeszcze bardziej, bo polskie zakłady zaczną kupować limity na emisję dwutlenku węgla. Szacuje się, że do roku 2027 spowoduje to wzrost kosztów energii dla przemysłu o 60 mld zł, co dla firm z branż energochłonnych może oznaczać niemal bankructwo. Agencja Rynku Energii wyliczyła, że w latach 2010-2020 cena prądu i jego dostawy dla przemysłu może wzrosnąć z ok. 300 zł do 474 zł za 1 MWh, a dla gospodarstw domowych z niespełna 423 zł do 605 zł za 1 MWh.

Politycy mieli nadzieję, że godząc się na tak drastyczne rozwiązania, uzyskają gwarancję finansowego udziału UE w modernizacji branży energetycznej. Na ten cel przeznaczono sporą część funduszy strukturalnych. Obecny wzrost cen energii pokazuje jednak, że albo ten mechanizm nie działa tak, jak powinien, albo ilość pieniędzy na inwestycje jest nadal zbyt mała. W tej sytuacji rząd, zamiast ekscytować się otwarciem tysięcznego orlika czy zastanawiać, w jaki sposób rozdać biednym 60 mln zł zaoszczędzone na obcięciu dotacji partyjnych, powinien zaproponować jakieś realne rozwiązanie. Realne bardziej od mgławicowej elektrowni jądrowej, która jest w planach od kilkudziesięciu lat i istnieje szansa, że przy obecnej polityce nie zobaczymy jej nigdy. Bo za naszą wschodnią granicą wcześniej powstaną elektrownie konkurencyjne, które chętnie sprzedadzą nam swój tani produkt.

Stajemy się importerem energii - to jeden scenariusz. Drugi to ciemna przyszłość, w której korzystanie z żarówki zasilanej energią produkowaną w Polsce będzie luksusem, a nasz rozbudowany system socjalny wzbogaci się o kolejny rodzaj zasiłku: dla rodzin, których nie stać na korzystanie z elektryczności. W trzecim rząd staje na wysokości zadania i przygotowuje sensowny plan rozwoju energetyki, którego celem jest tani prąd wytwarzany w kraju. Biorąc pod uwagę dotychczasowe dokonania ekipy Tuska, ten scenariusz jest najmniej prawdopodobny.

ujadacze
O mnie ujadacze

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka