15 obserwujących
182 notki
182k odsłony
  709   0

Film "Truman Show", czyli człowieczeństwo według Weira. (Spoilery)

ArchDaily
ArchDaily

Australijskiego reżysera filmowego Petera Weira, śmiało można zaliczyć do grona najwybitniejszych twórców kina w historii. Spod jego ręki wyszły m.in. takie niezapomniane filmy jak: Piknik pod Wiszącą Skałą ( 1975), Gallipoli (1981), Rok Niebezpiecznego Życia (1982),  Świadek ( 1985), czy Stowarzyszenie Umarłych Poetów (1989). Trudno też nie wspomnieć o jego ostatnich filmach jak: Pan i Władca na Końcu Świata ( 2003), czy Niepokonani ( 2010). Odnośnie filmu Niepokonani, to pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż, od czasu powstania Niepokonanych, Peter Weir nie zrobił żadnego nowego filmu. Czyżby zrobienie filmu o walecznych i niezłomnych Polakach stanowiło następnie przeszkodę do kontynuowania kariery w szerokim nurcie światowego kina? Tak czy siak, brak kolejnych filmów tego reżysera, a to niewątpliwie duża strata dla kinomanów na całym świecie.

Celowo nie wspomniałem wcześniej o filmie Truman Show (1998), bo właśnie na nim chciałbym się skupić w tej notce. Zaliczam ten film do jednego najlepszych jakie wyszły spod ręki tego utalentowanego australijskiego reżysera i jednego z najlepszych jakie powstały w ogóle. Nie przypominam sobie w historii kina filmu o głębszym humanistycznym przesłaniu, niż właśnie Truman Show. Z tym filmem jest też trochę tak jak z markowym, dobrym winem, wraz z upływem lat zyskuje jeszcze na wartości. We współczesnym świecie z coraz większą możliwością cyfrowej inwigilacji jednostek, film ów, obok wspomnianego wymiaru humanistycznego, śmiało można potraktować jako filmową przestrogę. W przyszłości internet ma być zainstalowany wszędzie. W lodówkach, pralkach itp. Wypisz wymaluj obraz z filmowego świata w Truman Show, w odrobinie odmiennej formie.

Peter Weir stworzył ten film mówiący o rzeczach ważnych w lekkostrawnej- komediowej formie, choć jego familijny wymiar to tylko pozór, z czasem widz w coraz większym stopniu przekonuje się o cynicznej medialnej grze jakiej poddawany jest główny bohater ( świetny w tej roli Jim Carrey). Zresztą, główny bohater też zaczyna powoli dostrzegać tę grę pozorów. Ten poukładany i lukrowany świat w którym żyje zaczyna go uwierać. Podskórnie wyczuwa jego sztuczność i w głębi duszy pragnie czegoś więcej. Początkowo nie zdaje on sobie sprawy, że jest gwiazdą telewizyjnego show, oglądanego na całym świecie przez miliardy ludzi. Wie tylko, że w świecie w którym żyje, coś jest nie tak. A widownia kocha Trumana, z jednej strony chce jego wyzwolenia, z drugiej zaś, nie chce go stracić. Natomiast, za nic w świecie wyzwolenia Trumana nie chce twórca i właściciel programu Christof (świetny Ed Hariss) i robi wszystko aby do tego nie doszło.

Moment w którym Truman mówi nie, to dla mnie jedna z najbardziej poruszających scen w historii kina w ogóle. Krąży on w tej scenie po pastelowych uliczkach idealnie wykreowanego świata pełnego statystów, ma serce przepełnione niepokojem i nieufnością. I ów moment pełnego przebudzenia Trumana następuje, gdy zatrzymuje on autobus. Wszyscy zdają sobie wtedy sprawę, że on już wie, i że to popularne show nie potoczy się już nigdy, tak jak dotychczas. To zdaje się po tej scenie Truman znika, rozpływa się gdzieś w tym filmowym świecie. Program Truman Show, po raz pierwszy od początku jego nadawania zostaje przerwany. Widzowie są w szoku, Christof również, zdaje on sobie sprawę, że teraz będzie musiał grać z Trumanem w otwarte karty. Jednak, jego kolejne blefy w dalszej części filmu nie przynoszą skutku, pragnienie wolności Trumana jest zdecydowanie silniejsze.

Truman nie zna innego świata niż ten wykreowany przez Christofa, w którym spędził całe swoje życie, więc przekroczenie progu za którym znajduje się ten nieznany, nie jest dla niego łatwe. Ten próg znajduje się gdzieś za sztuczną kopułą pod którą zaistniał świat Trumana. Ale żeby się do niego dostać, to musi on łódką przepłynąć sztuczne morze. Boi się on wody ze względu na traumatyczne wspomnienia z przeszłości, ale pomimo wszystko płynie tą swoją łupiną ku wymarzonej wolności. Christof próbuje jeszcze ostatni raz nakłonić Trumana do pozostania w świecie, który stworzył, strasząc go jednocześnie tym nieznanym, do którego ten zmierza. Odmowa Trumana rozgniewała Christofa. Następnie, Christof, niczym urażony Bóg- Posejdon, rozpętuje Trumanowi piekło. Truman przechodzi tą kolejną próbę wzburzonego morza i staje u progu nieznanego mu świata. Wielki Chrisof przegrywa i Truman Show na zawsze znika z ekranów telewizorów, gdy Truman przekracza ów próg wolności. To kolejna piękna i przepełniona humanizmem scena z filmu Weira. Z pewnością niezwykłej głębi przysłużyła się też muzyka naszego nieodżałowanego Wojciecha Kilara, w scenie tej wykorzystano jego Requiem Dla Ojca Kolbe.

W filmie mamy też oczywiście do czynienia z wątkiem miłosnym. W postać Sylvii, którą Truman spotkał w przeszłości i za którą tęskni ukradkiem, wcieliła się piękna aktorka Natascha McElhone. Są w nim też piękne zdjęcia i muzyka, również klasyczna, o ile dobrze pamiętam można tam usłyszeć m.in. Szopena.

Truman Show, to film piękny i mądry. Za puentę niech posłużą słowa głównego bohatera: Nigdy nie zmontujecie kamery w mojej głowie. Mam nadzieję, że Truman miał rację. Choć widząc jak rozwija się technologia cyfrowa dmuchał bym jednak na zimne.



Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura