15 obserwujących
189 notek
197k odsłon
  145   0

Perfekcyjny James powraca. Avatar: Istota wody, w grudniu na ekranach kin

scroll.morele.net
scroll.morele.net

W grudniu tego roku na ekranach kin na całym świecie ma pojawić się długo oczekiwana kolejna część Avatara- Istota wody, w reżyserii Jamesa Camerona. Od premiery pierwszej części minęło już 13 lat, a Cameron w międzyczasie wielokrotnie zmieniał datę pojawienia się na ekranach drugiej części. Obecnie wszystko wskazuje na to, że fani twórczości Camerona nie będą musieli czekać kolejnych lat aby zobaczyć kontynuację epickich przygód bohaterów Pandory i film rzeczywiście ukaże się w grudniu. Może świadczyć o tym chociażby zwiastun, który ukazał się w przestrzeni medialnej na całym świecie i oficjalne ogłoszenie daty premiery.

Zwiastun nowego Avatara oczywiście robi wrażenie i biorąc pod uwagę nowatorstwo i staranność z jakimi Cameron tworzy swoje filmy, można się spodziewać kolejnego filmowego hitu, których to ten reżyser ma już na swoim koncie wiele.

Ten twórca niezwykłego świata Avatara nie stworzył w swojej kilkudziesięcioletniej karierze filmowca dużo filmów, doliczyłem się zaledwie ośmiu, pełnometrażowych, kinowych, które wyreżyserował. Ale za to każdy z nich był światowym hitem. A Titanic i pierwsza część Avatara, to najbardziej dochodowe filmy w dziejach kina. Miejsca na podium może im zagrozić jedynie…. Avatar: Istota wody i kolejne części bohaterów z Pandory, które mają się pojawić na ekranach kin w kolejnych latach. Stawiam diamenty przeciw orzechom, że tak właśnie się stanie.

Cameron oczarowuje widzów swoimi fantastycznymi obrazami od początku lat 80-tych ubiegłego stulecia. Pierwszym hitem, który wyszedł spod jego ręki był Terminator, z 1984 roku. Potem Obcy: decydujące starcie, z 1986 roku. Otchłań, z 1989 roku i Terminator 2, z 1991 roku. James Cameron, to nie tylko twórca filmów fantastycznych i thrillerów, w roku 1994 wyreżyserował też zabawną komedię pt. Prawdziwe Kłamstwa. Następnie, na ekranach kin, w 1997 roku, pojawił się zjawiskowy Titanic. A potem długa przerwa aż do premiery Avatara, w 2009 roku.

Trzeba uczciwie przyznać, że filmy Camerona na przestrzeni lat niewiele się starzeją, co jest sporym osiągnięciem, biorąc pod uwagę, że to głównie twórca filmów o tematyce SF. Nadal z przejęciem można obecnie oglądać jego filmy z lat 80-tych, jak chociażby Obcy: decydujące starcie. Nie przeszkadzają podczas ich oglądania zastosowane wówczas efekty specjalne, choć technika filmowa posunęła się od tamtego czasu tak bardzo do przodu. Podobne walory zachowuje jeszcze starsza 2001: Odyseja kosmiczna, z 1968 roku, kolejnego wielkiego twórcy kina Stanleya Kubricka. Zresztą, można pokusić się o więcej cech wspólnych tych reżyserów. Stanley Kubrick robił swoje filmy z niezwykłą starannością, potrafił czekać kilka tygodni na odpowiednie światło aby nakręcić konkretną scenę i nie zrealizował dużo filmów w swojej karierze. Podobnie do swojej pracy podchodzi Cameron. Fani Avatara doskonale zdają sobie sprawę o czym mowa, bo na kolejną część czekają już kilkanaście lat. Wszystko musi być u niego przygotowane perfekcyjnie, efekt końcowy ma być zjawiskowy, jak w przypadku Avatara 1, i innych jego filmów.

Zarówno Jamesa Camerona jak i Stanleya Kubricka zaliczam do wielkich twórców epickiego romantycznego kina, choć warto zaznaczyć przy okazji, że Kubrick starał się przekazać w swoich filmach zdecydowanie więcej, niż głównie wyśmienicie podaną rozrywkę, jak Cameron.

Skoro filmy SF. Camerona, pomimo kilkudziesięciu lat od swojej premiery, niewiele się starzeją, to co powiedzieć o Titanicu, z 1997 roku. Ten film zapewne nie zestarzeje się nigdy. Za kilkadziesiąt lat będzie równie pasjonujący jak kilkadziesiąt lat wcześniej. Montaż, rozmach, perfekcja filmowych detali, czy w końcu sposób ukazania dramatu bohaterów , wszystko to będzie ujmować widzów również w bliższej i dalszej przyszłości.

Cenię sobie Jamesa Camerona za jego bezpretensjonalną twórczość, za ogromny pozytywny wpływ w historię światowego kina rozrywkowego. Do kina ostatnio wyciągnąć mnie ciężko. Szerokim łukiem omijam gnioty filmowe masowo transferowane do nas zza oceanu. Ale jak Bóg pozwoli, to na nowego Avatara wybiorę się na pewno. W tym przypadku mam przynajmniej zapewnioną wizualną ucztę i szansę na filmowe ujmujące przeżycia.




Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura