Stephen Jay Gould zdefiniował kiedyś inteligencję jako "to, co jest mierzone przez testy inteligencji". Czasem mam wrażenie, że wykształcenie to "to, co pozwala zdać egzaminy". Dlaczego wszyscy mówią "ucz się, bo nie zdasz matury", "zdaj maturę, bo się na studia nie dostaniesz", "skończ studia, bo dobrej pracy nie znajdziesz"? Dlaczego nigdy nie słyszałem: "ucz się bo nie będziesz wiedział jak żyć" lub "uważaj na lekcjach, bo ta wiedza przyda ci się w pracy"?
Zawsze chciałem zbadać, czy ludzie sukcesu odpowiedzieliby poprawnie na pytania, na jakie odpowiedzi znać musi licealista, by ukończyć szkołę. Jestem przekonany, że najbogatsi, najsławniejsi, najbardziej szanowani obywatele naszego kraju nie zdaliby takiego egzaminu. Po prostu wiedza serwowana w szkole nie jest potrzebna do odniesienia życiowego i zawodowego sukcesu.
Szkoła wychodzi z założenia, że przydatną życiowo wiedze każdy zdobędzie na własną rękę, bo będzie mu niezbędna. Logicznym jest więc, by na lekcjach skupić się na wiedzy nieistotnej, bo bez szkoły nikt nie będzie chciał się jej uczyć. Skutki takiego podejścia obserwujemy na co dzień: spora część obywateli jest bezradna na rynku pracy, niezdarna w życiu społecznym i nie radzi sobie z życiem osobistym. Niestety mało kto wiąże lenistwo, agresje czy uzależnienia z efektami braku odpowiedniej edukacji. Winna jest rodzina, złe towarzystwo, geny, bieda. Jeżeli już szkoła, to tylko ze względu na "brak kar cielesnych" lub ze względu na "nauczycieli znęcający się nad uczniami".
Całe pole dyskusji nad reformą edukacji zamyka się do rozważań jak program nauczania upchnąć w 2 cyklach po 3 lata oraz czy matematyka ma być obowiązkowa na maturze. Pomysły uzdrawiania szkoły wiążą się z wprowadzeniem dodatkowych pomocy dydaktycznych. Dyskusja nad wychowawczą funkcją szkoły kończy się na sporze pomiędzy: "strofujmy uczniów, bo wyrosną z nich bandyci" a: "nie ma co uczniów strofować, bo i tak bandyci z nich wyrosną".
Chciałbym zaproponować całkowitą zmianę optyki w patrzeniu na reformę edukacji. Zacznijmy od odszukania źródeł sukcesu życiowego we współczesnym świecie a następnie zastanówmy się jak przekazać młodzieży wiedze w tym zakresie.
Moim zdaniem, współcześnie podstawą sukcesu w każdej dziedzinie, jest umiejętność planowania, wysokie kompetencje interpersonalne oraz umiejętność zdobywania i przetwarzania informacji. Na tym też powinna skupić się szkoła.
By odnieść sukces, najpierw trzeba wiedzieć co chce się osiągnąć. Szkoła musi więc w pierwszym rzędzie uczyć analizowania swoich życiowych potrzeb i oczekiwań, wyznaczania odpowiednich krótko i długookresowych celów oraz znajdowania sposobów osiągania tych celów. Szkoła powinna pomóc młodym ludziom nie tylko w identyfikacji takich celów jak udane życie osobiste, kariera zawodowa, sukces materialny, satysfakcjonujące kontakty społeczne, zdrowie i sprawność fizyczna, ale także w znalezieniu indywidualnej ścieżki realizacji tych celów. Pokrewnym zadaniem jest nauka organizacji czasu, organizacja pracy swojej i innych, tworzenie planów finansowych i biznesowych.
Jeżeli nawyk planowania i umiejętności organizacyjne miałaby być jedyną rzeczą, jaką młodzi ludzie ze szkoły wyniosą, to warto poświęcić im całość czasu nauczania. Tym bardziej, że stanowi to także podstawę sprawnego i skutecznego zdobywania wiedzy akademickiej.
W następnej kolejności szkoła powinna pomóc w zdobyciu narzędzi umożliwiających realizację zidentyfikowanych celów.
Najważniejszym z tych narzędzi jest umiejętność uczenia się. To zaskakujące, że szkoła od stuleci każe się uczyć, ale ani świadomie ani w sposób usystematyzowany nie uczy jak to skutecznie robić. Niezbędne jest więc nauczenie technik zdobywania informacji, w tym technik szybkiego czytania, metod analizowania i weryfikowania danych, technik zapamiętywania i strukturalizowania wiedzy (np. technik robienia notatek) a w końcu sposobów przekazywania zdobytej wiedzy innym.
Kolejnym narzędziem niezbędnym do realizacji życiowych celów jest umiejętność komunikowania się z innymi. Tutaj podstawą jest sprawne posługiwanie się językiem ojczystym i językami obcymi. Dodatkowo niezbędne dla sprawnej komunikacji są kompetencje interpersonalne, często utożsamianych z asertywnością.
Pomoc w realizacji takich celów życiowych jak zdrowie czy sprawność fizyczna powinna polegać na świadomym, indywidualnym planowaniu i stymulowaniu aktywności fizycznej uczniów.
Dopiero w trzeciej kolejności i po upewnieniu się, że wcześniejsze zadania zostaną zrealizowane, szkoła może przystępować do przekazywania wiedzy akademickiej. Wiedza ta i tak w dzisiejszym świecie dezaktualizuje się niezwykle szybko, więc ważniejsze jest zdobycie narzędzia do jej pozyskiwania niż zdobycie niej samej. Powinniśmy przekazać młodzieży raczej „logikę" tych nauk i podstawowe pojęcia w nich używane.
Pamiętajmy także o tym, że jak zauważył Daniel Bell, żyjemy dziś w świecie post industrialnym i większość ludzi nie pracuje już w rolnictwie czy przemyśle, ale w szeroko rozumianych usługach. Jednym słowem nie pracujemy dziś z przyrodą czy maszynami, ale z ludźmi i instytucjami życia społecznego takimi jak urzędy, banki czy przedsiębiorstwa.
Dzisiaj akcenty w przekazywaniu wiedzy akademickiej, położone są na nauki przyrodnicze, czyli na informacje przydatne w rolnictwie i przemyśle a nie w usługach. Poza tym szkoła uczy historii politycznej Polski oraz wąskiego wycinka historii kultury, jakim jest literatura piękna. Trzeba to zrównoważyć niezbędną na dzisiejszym rynku pracy wiedzy z zarządzania, ekonomii, prawa, administracji. Matematyka odgrywa bardzo ważną rolę w dzisiejszych programach nauczania, ale jest ona prezentowana jako sztuka dla sztuki a nie przydatne narzędzie.
Oczywiście przy realizacji takich zmian natkniemy się na wiele barier, jednak jestem pewien, że wszystkie je możemy pokonać, jeżeli tylko uwierzymy, że warto z jałowego biegu, skierować energię szkoły na zadania będące podstawą przyszłego życiowego sukcesu uczniów.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)