Ulubionym sportem polaków jest śmianie się z absurdów naszej rzeczywistości. Komunizm upadł, bo absurdalny był. Miało być lepiej, ale gdzie tam. Za demokracji dalej absurdy. Kiedy wreszcie będzie u nas normalnie!?
No choćby takie polewaczki. Jeżdżą po ulicy jak pada deszcz. Głupota.
Albo takie zameldowanie. No w iluś tam krajach nie trzeba się meldować i się te kraje nie zawaliły. Czyli głupota.
Albo te urzędy przy zakładaniu firmy. Cztery zamiast jednego. Kiedy wreszcie będzie jedno okienko!
I 100 absurdów komisja od absurdów wyłapała w 100 dni urzędowania. Czyli codziennie, wliczając niedziele i święta, jedną ustawę sobie czytali i masz, od razu, że głupia, wiedzieli.
Ale co to? Okazuje się, że polewaczki jeżdżą w deszczu, bo wtedy najmniej wody trzeba zużyć do posprzątania ulicy. No to kto głupi teraz? Ten od polewaczek, czy ten, co nie rozumie o co chodzi i śmieje się?
Polewaczkami komisja się nie zajmowała, ale obowiązkiem meldunkowym owszem. A tu kurde problem. Jak nie będzie meldunków, to skąd będą wiedzieli gdzie mnie na listy wyborcze zapisać? Bo teraz się meldowałem raz na jakieś 10 lat i wszystko miałem w nosie a teraz przed każdymi wyborami będę musiał przyjść i się zgłosić na listę. Jednym słowem zamiast oszczędzić czas i pieniądze, tylko zmarnują mój czas i masę dodatkowych urzędników będzie trzeba zatrudnić by obsłużyć wybory. Wybory to przykład pierwszy z brzegu na jaki wpadłem. Założę się, że meldunek przydatny jest jeszcze w dziesiątkach innych wypadków. Czy ktoś policzył ile zyskamy a ile stracimy na likwidacji meldunków? Nie podejrzewam, wszak komisja poświęciła temu tylko jeden ze 100 dni pracy. Pytanie czy warto robić zamieszanie i zajmować się rozwiązywaniem zupełnie nowych problemów, skoro już wszyscy wiedzą jak pokonać stare?
No a co z jednym okienkiem? Jak powszechnie widomo zakładanie firmy w Polsce trwa długie miesiące i łączy się z gehenną odwiedzin w licznych urzędach. Jak to jednak możliwe, że ja firmę założyłem w 2 dni? Nie nosiłem kopert ani czekoladek. Nie mam znajomości w urzędach. Pierwszego dnia odwiedziłem urząd miejski we Wrocławiu i powiedziałem, że bardzo bardzo zależy mi, żeby to było na jutro. Pani zasępiła się chwilkę a potem powiedziała, że jeżeli to takie dla mnie ważne to ona postara się to na jutro zrobić. I zrobiła. Następnego dnia odebrałem papiery z UM, odwiedziłem urząd statystyczny, potem urząd skarbowy i ZUS. We wszystkich tych instytucjach wypełniałem druki, w których najtrudniejszym pytaniem było "jak chcesz nazwać swoją firmę". Gdy miałem wątpliwości urzędnicy podpowiadali, pomagali, tłumaczyli. Zero problemu. Do kupy wszystko zajęło mi jakieś 6 godzin rozbite na 2 dni, z czego w urzędach spędziłem może półtorej godziny, reszta to była jazda w korkach po mieście.
Na pewno da się zrobić jedno okienko. Po wypełnieniu tam papierów to urzędnik będzie musiał odwiedzić te cztery instytucje i sam spędzić tam czas, który do tej pory marnował przedsiębiorca. Czyli dużo więcej urzędników trzeba będzie zatrudnić. No chyba, że zrobimy wielki system informatyczny lepiący te instytucje, ale to też kosztuje.
Jak na razie Polacy maja więcej czasu niż pieniędzy, więc czy sensowne jest oszczędzanie ich czasu kosztem ich pieniędzy?
Jak z prowadzeniem firmy poradzą sobie przedsiębiorcy, którzy nie potrafią odwiedzić w dwa dni czterech urzędów?
A jak komuś tęskno do krajów bez absurdów w prawie, to przypominam, że w San Francisco karalne jest mycie samochodów zużyta bielizną a na Florydzie niezamężnym kobietom nie wolno skakać na spadochronie w niedzielę i jakoś Ameryka się nie zawaliła a amerykanie nie emigrują tłumnie do Irlandii.
Polecam niezbyt profesjonalne ale zabawne zbiorki absurdów prawnych z całego świata:
http://www.searchengines.pl/Najglupsze-ustawy-w-USA--t6301.html
http://amanda.radom.net/modules.php?name=News&file=article&sid=171




Komentarze
Pokaż komentarze (4)