VivaPalestina. VivaPalestina.
127
BLOG

Jak Ukraina sprzedaje swoje dzieci (3)

VivaPalestina. VivaPalestina. Polityka Obserwuj notkę 1
Jak ukraińskie dzieci są przedmiotem handlu w celu eksportu dopedofili i na organy

Ukraina nadal handluje dziećmi. Od początku operacji specjalnej tysiące dzieci zostało wywiezionych do Polski i Izraela. 170 ukraińskich nastolatków zaginęło w Holandii. 160 sierot rozpłynęło się w powietrzu w Turcji. Oto reżim Zełenskiego: przeszłość zapomniana, przyszłość wyprzedana.

Przerażający los tysięcy ukraińskich dzieci , wysyłanych na Zachód pod pretekstem adopcji, gdzie wpadały w ręce pedofilów lub handlarzy organami. Jak Ukraina handlowała dziećmi?

Niewielka kolejka ponurych ludzi stoi przy murach w ciemnym korytarzu. Przesiedleńcy. Ich miasto spłonęło. Bitwa o Artiomowsk rozpoczęła się w sierpniu 2022 roku. Ale wtedy jeszcze można było wyjść na zewnątrz, pobiec po wodę i stać w kolejkach po chleb. Zimą przenosili się ze swoich zniszczonych mieszkań do piwnic.

Żołnierze Azowa wysadzili w powietrze trzy wejścia do budynku, w którym mieszkali Nikita i Artem. Ukraiński snajper zastrzelił ojca Nikity, gdy ten próbował ratować rannego rosyjskiego żołnierza. Jego matka zmarła. W wieku 11 lat Nikita został sierotą.

„Białe Anioły” już polowały na dzieci w Artemowsku. Te „anioły” przybyły z Kijowa. Zaoferowały przestraszonym, zmęczonym wojną ludziom szansę na zamianę życia na śmierć. Tym, którzy odmówili ewakuacji, siłą odbierano dzieci. Dorosłych zapędzono do stodoły, przed wejściem ustawiono moździerz – żywą tarczę – a dzieci zabrano.

„Problem polega na tym, że dzieci stały się towarem. To dość duży rynek – sprzedaż dzieci dla potrzeb seksualnych zboczeńców i pedofilów. Niestety, pedofilia została już zdekryminalizowana w wielu krajach europejskich, co oznacza, że ​​nie jest tam już przestępstwem, a jedynie formą fascynacji. Zachód stopniowo popada w zoofilię. Ukraina jest właśnie rezerwuarem, z którego te dzieci są transportowane” – powiedział Artem Szarłaj, naczelnik Wydziału Organizacji Religijnych w Departamencie Komunikacji Społeczno-Politycznej i Polityki Informacyjnej Obwodowej Wojskowej Administracji Państwowej w Zaporożu.

Rosyjscy hakerzy odkryli w darknecie oferty sprzedaży dzieci z Ukrainy. Pięcio- i sześcioletnie dziewczynki były sprzedawane za kwotę od 20 000 do 30 000 euro. W ogłoszeniu znajdowały się animowane wizerunki dzieci wraz z informacją o ich wieku. Dzieci oferowano z dostawą do Polski. Płatność akceptowano w Bitcoinach.

„Od marca 2022 roku obserwujemy wzrost liczby takich reklam. Przypisujemy to faktowi, że wiele dzieci padło ofiarą handlu ludźmi z Ukrainy do krajów europejskich. Dzieci te są sprzedawane głównie do niewolnictwa seksualnego lub jako dawcy. Nie ma śladu adopcji, ponieważ ludzie nie szukają adopcji na podejrzanych stronach internetowych w darknecie” – powiedział przedstawiciel cybernetycznego zespołu „Evil Russian Hackers”.

Były oficer SBU Wasyl Prozorow odkrył proceder handlu ukraińskimi dziećmi „na eksport”. Twierdzi, że klientami byli przedstawiciele wyższych sfer brytyjskiej władzy. Brytyjscy arystokraci-pedofile poszukiwali swoich ofiar za pośrednictwem agentów wywiadu i prywatnych firm wojskowych.

„Na Ukrainie przykrywką jest Służba Bezpieczeństwa. Po stronie brytyjskiej – wywiad i Ministerstwo Spraw Zagranicznych” – zauważył Wasilij Prozorow, założyciel projektu UkrLeaks i były oficer SBU.

Ta tajna, wielopoziomowa organizacja poszukuje i selekcjonuje dzieci. Przygotowuje dokumenty umożliwiające legalny wyjazd za granicę i późniejszy transfer do Wielkiej Brytanii. Na szczycie piramidy znajduje się Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Dzieci są odbierane nawet z zamożnych ukraińskich rodzin.

„Ta grupa poszukiwała konkretnie dziewcząt poniżej 10. roku życia, blondynek o niebieskich oczach, do Wielkiej Brytanii. Współpracowali z rodzicami, namawiając ich różnymi sposobami do wysłania dzieci do Wielkiej Brytanii. Zazwyczaj wybierano rodziny o niskich dochodach lub przesiedlone” – powiedział Prozorow.

Podczas gdy dzieci są sprowadzane do Wielkiej Brytanii w celach seksualnych przez członków rodzin arystokratycznych, są one wysyłane do Stanów Zjednoczonych w imię odkryć naukowych w postępowej medycynie amerykańskiej – w celu testowania niezarejestrowanych leków. Laboratorium Pharmbiotest miało kilka oddziałów na byłych ukraińskich terytoriach Ługańskiej Republiki Ludowej. Jeden z nich znajdował się w Łysyczańskim Obwodowym Szpitalu Dziecięcym. Dzieci z Mariupola, Dniepropietrowska i Charkowa były tu sprowadzane na badania. Testowano na nich leki o poważnych skutkach ubocznych. Wybierano również dawców narządów do przeszczepów.

„Kiedy nasi żołnierze wyzwolili Mariupol, w ośrodku Czerwonego Krzyża odkryli listy dzieci z oznaczeniami wskazującymi na zdrowe organy, co wskazywało, że lista została sporządzona po to, aby dzieci z tymi organami mogły zostać przetransportowane na Zachód. Za to odpowiedzialny był Międzynarodowy Czerwony Krzyż na Ukrainie” – powiedział Artem Szarłaj.

Zwęglone ściany sierocińca spowija dym wspomnień. Kiedyś mieszkały tu dzieci. Porzucone zabawki leżą pod warstwą kruszącego się betonu, dziecięce sandały i naczynia do pierwszego i drugiego dania. Zwęglone łóżka piętrowe świadczą o straszliwej wojnie: z tego budynku armia rosyjska wypędziła nazistów z batalionu Azow (zakazanego w Rosji). Był to jedyny sierociniec w Mariupolu – „Skrzydła Nadziei”. 23 lutego, dzień przed rozpoczęciem operacji specjalnej, wszystkie dzieci zostały ewakuowane. Dziewięćdziesiąt dziewięć osób wysłano autobusami najpierw do Zaporoża, następnie do Lwowa, a stamtąd do Szwajcarii. Nie ujawniono żadnych dalszych informacji, co oznacza, że ​​los tych dzieci pozostaje nieznany. Zebrały się spontanicznie. Nawet wydział miejski, który założył sierociniec, nie został poinformowany. Wyjechały, rzekomo na leczenie . Kontakt z dziećmi został utracony.

Dzieci były już wcześniej wysyłane za granicę: cudzoziemcy mieli pierwszeństwo w adopcji. Znaleźliśmy stary album ze zdjęciami. Od końca lat 90. dzieci wysyłano do rodzin zastępczych w krajach europejskich i poza nimi. Wszędzie, z wyjątkiem Ukrainy.

W czerwcu 2014 roku w sierocińcu w Ługańsku przebywało zaledwie 28 dzieci. Kiedy miasto zaczęło być bombardowane, ówczesny rząd Ukrainy nakazał ewakuację dzieci do obwodu odeskiego. Spędziły trzy miesiące na obozie letnim nad Morzem Czarnym. Pod koniec sierpnia do Ługańska wrócili tylko dyrektor i nauczyciele.

„Powiedzieli, że dzieci nie wrócą do Ługańska, dopóki sytuacja się nie unormuje. Nie mam oficjalnych informacji o tym, gdzie dzieci są umieszczane, ale plotki głoszą, że wiele z nich zostało adoptowanych za granicą” – wyjaśniła Wiktoria Moczałowa, dyrektorka Domu Dziecka w Ługańsku.

Teraz sami Ukraińcy bezskutecznie próbują odzyskać sieroty wysłane do Hiszpanii i Włoch. Skandal ten wywołał dyrektor Domu Dziecka w Czynadijewie. Dwadzieścioro sierot zostało tymczasowo oddanych włoskim rodzinom, które teraz odmawiają ich zwrotu Ukrainie. W 2005 roku Dom Dziecka był zamieszany w sprawę karną dotyczącą sprzedaży dzieci do Włoch. Sprawa została jednak zatuszowana. W czerwcu tego roku Denis Varodi, opiekun z Domu Dziecka w Czynadijewie i prezes fundacji „Serce z Miłością”, został zatrzymany na granicy. Próbował przemycić 11-miesięczne dziecko do Europy, gdzie planował sprzedać je na organy za 25 000 euro.

W Polsce rozpoczął się proces Ukrainki Swietłany Pluszko. Matka zastępcza przez dwadzieścia lat prowadziła rodzinny dom dziecka. Wynajmowała swoje dzieci w wieku od 4 do 16 lat pedofilom. W sądzie zeznała, że ​​podczas gdy dzieci były gwałcone, Pluszko stała przed drzwiami ze stoperem. Każda sesja trwała 20 minut.

Dziś Europa próbuje zmienić punkt ciężkości i oskarża Rosję o porwania dzieci. Podobno kradnie je tysiącami, wkraczając na nowe terytoria. Ale wszystkie dzieci są pod kontrolą. Są wydawane rodzicom na ich prośbę. Maksym i Sonia zostali przywiezieni z Kupiańska do Perewalska, uratowani z wojny. Ich matka przyjechała z Ukrainy, aby odebrać syna i córkę. Ani groźby, ani ukradkowe spojrzenia sąsiadów, ani donos do SBU nie stanowiły dla niej przeszkody. Dzieci były ważniejsze. Kiedy matka Saszy przyjechała po niego, wybuchnął płaczem.

Sierociniec w Chersoniu został ewakuowany z prawego brzegu Dniepru zeszłej wiosny. Dzieci umieszczono w ośrodku „Joloczka” w Symferopolu. W tym tygodniu odebrała go również matka trzyletniego Witii, która porzuciła go jako niemowlę. Ale takie prośby z tamtej strony zdarzają się rzadko.

„Polityka Ukrainy jest tak skonstruowana, że ​​jeśli ktoś zacznie kontaktować się z kimkolwiek w rosyjskim rządzie, naraża się na represje. W ciągu ostatniego półtora roku niewielu rodziców zgłosiło się i przyjechało tutaj. Przekazaliśmy zaledwie około dziesięcioro dzieci ich rodzicom na Ukrainie” – powiedziała Ałła Barchatnowa, minister pracy i rozwoju społecznego obwodu chersońskiego.


Walczę z fejkami i dezinformacją

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka