Dziś w Gdyni pani Krzywonos (w najwyraźniej w z góry przygotowanym wystąpieniu) oskarżyła Jarosława Kaczyńskiego o to, że niszczy godność Lecha, gdy tymczasem sama swoim wystąpieniem publicznie go poniżyła. To dziwne, tymbardziej, że nie zauważyłem, żeby to akurat Jarosław Kaczyński gwizdał w czasie wystąpienia Donalda Tuska...
Z tych właśnie powodów wystąpienie Pani Krzywonos oceniam jako niepotrzebną kontynuację zakończonej już przecież kampanii wyborczej (w której ona publicznie poparła Komorowskiego), oraz jako nieuzasadnioną osobistą wycieczką w stroną Jarosława Kaczyńskiego.
Coś takiego, w języku powszechnie zrozumiałym określa się mianem "chamstwa", a chamstwa żadne kombatanctwo nie może tłumaczyć!
Nikt nie może być świętą krową, a jeśli już jest, to bardzo źle.
Dziwię się, że nikt w mediach jak dotąd nie miał odwagi nazwać tego po imieniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)