Zupełnie nie rozumiem, dlaczego kwestia regulacji sprzedaży tzw. dopalaczy jest jakimś problemem.
Wystarczy odwrócić procedurę i zamiast zakazywać kolejnych produktów (co jest walką z wiatrakami), wprowadzić obowiązek otrzymania certyfikatu np. z Sanepidu dopuszczającego do obrotu substancji mogących służyć do spożycia (wtedy jasne by było, że nie dotyczy to np. krzeseł ratanowych etc.) a innych niż już dopuszczone do spożycia. Obowiązek przedstawienia takiego certyfikatu powinien spoczywać na sprzedawcy jeśli ten chce cokolwiek dziwnego sprzedawac jako "kolekcjonerske" lub inne, a wtedy wystarczyłoby to tylko kontrolować!
Czy tak trudno trochę pomyśleć ... czy może ktoś ważny ma interes w tym, aby nic nie wymyślić?
A jeśli się nie da, to znaczy, że nasz system prawny nadaje się do kosza i póki się to nie zmieni nic się w Polsce nie da zrobić.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)