Takie sobie gadanie
Powinniśmy być tak dobrzy, jak to tylko możliwe. Ale nie bardziej. Zerżnięte z Einsteina (trochę zmieniłem)
3 obserwujących
38 notek
7839 odsłon
  48   0

Co gwarantuje nam Państwo?

Czy Minister Zdrowia naprawdę gwarantować musi realność wizyty u lekarza?

Jakiś miesiąc temu poczułem się marnie (osłabienie, gorączka, itp.) i zadzwoniłem do mojego lekarza POZ umówić wizytę domową. Okazało się to w tym dniu niemożliwe, ale zaproponowano mi następny dzień i ja się zgodziłem. Lekarz przyszedł tak jak się umówiliśmy. Zbadał mnie, przepisał leki i bardzo dokładnie powiedział co mam robić. Nie pamietam jak długo u mnie był, ale chyba porównywalnie do wizyty sprzed kilku lat. Uznałem więc, że wszystko było normalnie. Jak wydobrzałem, pijąc w towarzystwie kawę, wspomniałem o zdarzeniu. No i okazało się, że takie normalne to to nie było. Dowiedziałem się, że w moim mieście był to raczej ewenement niż reguła. Regułą jest bowiem tzw. teleporada, gdzie lekarz wypytuje o objawy i ew. coś zaleca. A standardem jest, że nie dyskutując z aspirującym do stanowiska pacjenta człowieczkiem  kieruje go najpierw na test COVID-19 uzależniając dalsze postępowanie od wyniku rzeczonego testu. Jeśli jest pozytywny kieruje delikwenta oraz pechowców, którzy dzielą z nim łazienkę, na kwarantannę; jeśli są nieszczepieni to 7 dni dłuższą niż chory. A chory zostaje pouczony, że może otrzymać dodatkową teleporadę, a jak mu się pogorszy, to ma dzwonić po karetkę. Padło kilka komentarzy o tym, co się lekarzom opłaca, ale były też inne tematy i o sprawie zapomniałem.

Do dziś. Dziś bowiem w telewizorni kilkakrotnie pouczono mnie, iż sam Pan Minister przyrzekł, że jakbym na kowida zachorzał, to On mi gwarantuje, iż w ciągu 48 godzin spotkam się z moim lekarzem Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Osobiście (tak zrozumiałem), a nie przez telefon. Nie jestem ani antyszczepionkowcem, ani foliarzem czy inszym zwolennikiem teorii spiskowych, ale zacząłem się zastanawiać czy ta nasza, polska (bo słyszałem, że i inne po świecie bywają), pandemia to nie jest czasem pomysł jakiegoś typa, który miał kłopot z dostaniem się na wizytę w swoim POZ-cie i zainspirowany własnymi kłopotami całą nasza aferę rozkręcił. Ironia? Tylko trochę.

Mój znajomy w innym mieście też poczuł się źle. No to chciał się zbadać, czy kowida czasem nie nabył i o skierowanie na test poprosił. Nie wiem niestety (zapomniałem zapytać) czy osobiście czy telefonicznie, ale w każdym razie skierowanie dostał. No i miał zamiar następnego dnia na test iść. Okazało się to jednak chyba(?) niepotrzebne, bo dwie godziny po otrzymaniu skierowania, bez jakiegokolwiek problemu, w szczególności bez wykonywania testu, dostał SMS-a (lub telefon, nie pomnę już co), że jest na kwarantannie. Ja rozmawiałem z nim kilka dni po zdarzeniu i do tego czasu kumpel mój na test nie poszedł. Nie wiem jak wygląda „przyjmowanie” (załatwianie?) pacjentów w jego poradni, ale jakby Pan Minister trochę się z obietnicami pospieszył, to znajomek mój miałby szanse na szybką wizytę w swoim POZ.

Nie chcę stawiać głupich pytań typu „Jak lekarz ma podczas teleporady pacjenta osłuchać (stetoskopem)?”, „Obejrzeć mu np. gardło czy ucho, nos lub spuchnięta nogę?” A – jeśli ja dobrze Pana Ministra zrozumiałem -  nie gwarantuje On każdemu, byle jakiemu obywatelowi RP, możliwości osobistego obejrzenia jego (tego obywatela) lekarza POZ na własne oczy; pokazania mu (temu lekarzowi) bolącego gardła ani osłuchania stetoskopem. Gwarancje Pana Ministra dotyczą tylko (jeśli ja dobrze zrozumiałem; jeśli źle będę wdzięczny za korektę) chorych z chorobą pt. COVID-19 potwierdzoną testem PCR (zob. https://www.salon24.pl/u/e-b/1194011,testy-do-kosza z informacja o wiarygodności tych testów) lub antygenowym.

Niby nie jest tak źle; w końcu i nieuleczalny katar można przeprowadzić (np. owijając się mokrym prześcieradłem i wychodząc nocą na balkon) i w uleczalne jaknajbardziej zapalenie płuc, ale co bardziej strachliwi mogą uznać ten pomysł za ryzykowny. I zamiast zarazić się COVIDEM i uzyskać gwarancję Pana Ministra kombinować będą jakieś prywatne wizyty (ale wtedy jest kłopot z odpłatnością za niektóre leki lub skierowania) albo szukać innego lekarza POZ, co może nie być łatwe, bo teleporady stały się raczej popularne. A jak człek ma pecha to może się okazać, że w DNA ma znaleziony ostatnio przez medyków z Białegostoku gen odporności na kowida i żadnego pozytywnego wyniku testu mu nie dadzą. No i kto takiemu nieszczęśnikowi zagwarantuje wizytę u lekarza POZ na którą co miesiąc płaci 9% składkę zdrowotną?

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale