0 obserwujących
34 notki
67k odsłon
  466   0

Ukraińskie rozdroże

W ostatnią niedzielę Ukraina wybierała swój parlament. Zmieniające się w szczegółach z godziny na godzinę wyniki wyborów, w miarę ujawniania kolejnych podliczeń, nie odbiegały znacząco od prognoz. Od początku było wiadomo, że zwyciężyła rządząca Partia Regionów. Oficjalni i nieoficjalni obserwatorzy i komentatorzy tego wydarzenia wykazują liczne wypaczenia w kampanii wyborczej oraz uchybienia w dniu wyborów. Podkreśla się wykorzystanie mediów przez partię rządzącą oraz ograniczanie do nich dostępu opozycji. W czasie kampanii jak i w dniu głosowania miało dochodzić do licznych aktów przekupstwa wyborców i do handlowania kartami wyborczymi. Po zakończeniu głosowania obserwatorzy OBWE uznali, że kampania wyborcza była regresem w stosunku do poprzednich głosowań. Było to raczej naiwne oczekiwanie, iż w państwie o młodej suwerenności oraz budującym dopiero standardy demokratyczne, położonym między Unią Europejską, a strefą powszechnego deficytu demokracji na Wschodzie, będzie można obserwować modelowe zachowania ludzi i instytucji państwowych.

Niektórzy politycy europejscy zakładali, że wybory będą testem dla Ukrainy, w którym kierunku zamierza się rozwijać. Czy wybierze interesy z Rosją, czy długi proces dochodzenia do Europy. Inni dostrzegali w wyborach jedynie przeciąganie liny między obozem prezydenckim a opozycją. Wybory nie dały jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Powszechnie ocenia się, że nie były przełomowe. Wielu wyciąga z przebiegu kampanii oraz z tych wyników pesymistyczne i negatywne oceny.

Uważam, że to niesłuszny pogląd. Jeśli partia rządząca, wspierająca prezydenta, nie odniosła zdecydowanego zwycięstwa, to i opozycja nie poniosła druzgocącej klęski. Poza geograficzno-politycznym wyborem kierunku rozwoju, wybory miały przesądzić przyszły, polityczny ustrój państwa oraz otworzyć prezydentowi drogę do pewnej reelekcji i absolutnej, politycznej dominacji. Prezydent Janukowicz nie zdobył jednak mandatu do pójścia drogą autorytarną. Nie dostał legitymacji do zmiany konstytucji, w takim kierunku, aby w przyszłej kampanii prezydenckiej mógł być wybierany jedynie przez podporządkowany mu parlament. Wszystko wskazuje, że nie kupił sobie tymi wynikami reelekcji. W przyszłych wyborach prezydenckich będzie musiał rywalizować w powszechnej batalii. Do tego czasu opozycja może wyłonić charyzmatycznego konkurenta. Może nim być nadal Julia Timoszenko lub Witalij Kliczko lub ktoś wypromowany w następnych latach.

Należy też uczciwie przyznać, iż mimo „skomplikowanego” życiorysu i licznych słabości, prezydent Janukowicz nie zachowuje się jak autorytarny Putin czy tym bardziej jak totalitarny i karykaturalny Łukaszenka. Mimo trudności z dostępem do mediów, na Ukrainie odbywały się ożywione debaty oraz wiece polityczne. Zapewne w wielu miejscach można byłoby dokonać istotnych korekt wyborczych. Należy jednak przyznać, że wynik wyborczy odzwierciedla rzeczywisty i obecny układ sił politycznych i preferencji wyborczych.

Dla Europy będzie to dylemat, czy opierając się na dowodach o niedociągnięciach wyborczych potępić je w czambuł i skorzystać z okazji, aby skreślić na długo Ukrainę z listy kandydatów do Unii Europejskiej. Czy można zalegalizować wybory, gdy liderka opozycyjnej partii siedzi w więzieniu z wyroku politycznego, będą pytać jedni. W tym samym czasie inni będą się zastanawiać, czy mimo braku przełomu ale i wobec dobrego wyniku opozycji, osiągniętego w niekorzystnych warunkach, należy przekreślać Ukrainę i walkowerem oddawać ją w ręce Rosji?

Powyższy dylemat najbardziej dotyczy Polski. Już w latach 90tych, Zbigniew Brzeziński sugerował nam, że mając do wyboru członkostwo w NATO lub zachowanie suwerenności Ukrainy, powinniśmy wybrać Ukrainę. Dziś nie ma takiego dylematu. Nie musimy dla Ukrainy rezygnować z przynależności do Zachodu. Możemy jednak, żyjąc w relatywnie komfortowej sytuacji członka społeczności zachodniej usprawiedliwiać się wymówkami, iż Ukraina nadal nie odrobiła europejskiej pracy domowej, że nie jest wystarczająco zaawansowana w ustrojowym modernizowaniu państwa. Możemy, jak niektórzy, żyć mitem, iż nie wspierając niepodległościowych i pro-europejskich dążeń państw post-sowieckich zasłużymy sobie w Moskwie na nagrodę w postaci lukratywnych kontraktów gospodarczych. Ale musimy też pamiętać, że bierne przyzwolenie na odejście Ukrainy od demokratycznych i pro-europejskich przemian spowoduje dołączenie jej do niedemokratycznego bloku budującego się za naszą granicą wschodnią. Sąsiadowanie Polski z obszarem niedemokratycznym oznacza trudne współżycie z regionem nieprzewidywalnym, niestabilnym i groźnym. Możemy więc żyć w przekonaniu, że po ostatnich wyborach „piłka jest po stronie Kijowa”, że to prezydent Janukowicz powinien się określić w nowej rzeczywistości i wskazać, w którym kierunku zamierza prowadzić Ukrainę. Zapewne musi to zrobić i dać Europie jasny gest na przykład w postaci uwolnienia Julii Timoszenko. Uwolnienie byłej pani premier powinno być traktowane jako barometr pro-europejskiej wiarygodności prezydenta Janukowicza.  

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale