121 obserwujących
636 notek
735k odsłon
3630 odsłon

Upadek Ikara, albo rozklejone skrzydła Macierewicza

Wykop Skomentuj19



image

 

1.

Jest czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania. Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. Jest czas rodzenia i czas umierania - lecz nie wspomina Pismo o czasie zmartwychwstawania, widocznie nie jest on powszechnie dostępny, lecz leży w zasięgu tych, co są jak ziarno nieobumarłe. Ziarno obumarłe, choćbyśmy je podnosili na wysięgniku - nie ożyje.

Antoni Macierewicz zmartwychwstawał wiele razy. I w karawanie, którym uciekał z więzienia. I w sławie lustracji, którą przeprowadzał z fajeczką w ręku. Zmartwychwstawał też na raty, dochodząc krok po kroku, wybuch po wybuchu do prawdy o Smoleńsku.

I już by zmartwychwstał ostatecznie rozwikłując smoleńską zagadkę wszechczasów i wniebowstąpił do nieba historii wiecznej Polski, aż tu nagle Prezes ogłosił zmianę planów i dekoracji. Akcja śledztwo smoleńskie odwołana, gdy spełniła swoje zadanie. Wszyscy, co myśleli, że comiesięczne zapewnienia, że dochodzimy coraz bliżej zwycięstwa dotyczą ostatecznych wyników śledztwa nagle ujrzeli, że owym zwycięstwem i dojściem do prawdy jest… zwycięstwo w wyborach. I zgodzili się na tę podmianę. Smoleńsk poszedł w odstawkę z lekkim poniżeniem Antoniego, choć - Bogiem a prawdą - czegoż innego mógł się spodziewać po odgrywaniu Sherlocka Holmesa w sprawie niedocieczonej. W ramach docenienia sprawnego odgrywania płynącej rzeki pośrodku stojącej wody przed wiernym elektoratem - dostał Antoni wymarzone władztwo nad armią. Na stanowisku trwał, jako młody duchem otaczając się młodzieżą, choć strategiczni przyjaciele kwękali coraz głośniej i mocniej, że Prezes ma go ewakuować jako czarną owcę w rządzie przyjaznym potomkom króla Salomona i Dawida. Strategicznych przyjaciół wsparł zakochany w nich bez pamięci pan Duda i oto Prezes wyciął Antoniego z szopki stojącej pod menorą. Antoni przeżył szok od chłodu metalicznej dłoni Prezesa, zaczął machać jakimiś papierami na pupila prezesowego i jego ojca, papierami o których wróble ćwierkają, że dostał je od prokuratora Czyżewskiego. Partia i jej narząd chwytny sponiewierała więc go rozgrzebaniem Misiewicza. Nau(cz)kę zrozumiał. Wdeptany w ziemię przez swego mocodawcę i odrzucony przez dłoń władzy trwał w półmroku rozsiewając aurę potencjalnej schizmy partyjnej - przynajmniej takie żywili nadziejo-złudzenia radykałowie z elektoratu. Antoni zdawał się to potwierdzać, gdyż prezentował zaniepokojenie wielkie w sprawie 447 mówiąc, że grozi to katastrofą dla państwa polskiego, tym samym radykalnie odstając od reszty partii w sposobie traktowania tej brzydko pachnącej kwestii wyprodukowanej przez obu “największych” sojuszników Polski.

Ponad pół roku temu Antoni nagle zmienił zdanie w sprawie 447 na partyjne slogany. Zaczął rozchodzić się niemiły zapach. Panował okres wyborczy. Dłoń władzy rozmyślała jakby tu spożytkować Antoniego i wymyśliła - jak to mają w zwyczaju dłonie - coś chwytliwego i niezbyt męczącego dla seniora partyjnego. Wyrzucił więc z siebie marszałek senior przemówienie jak sieć zarzucaną na tych, co na prawo od partii. Mowa aż ociekała od wszelkich gramatycznych form słów “naród” i “narodowy”. Antoni gorliwie i dla słabo bystrych grzmiał niczym Dmowski redivivus. Partia wchodziła w nową fazę - po prawej stronie wyrosła jej konkurencja, trzeba było działać, odwiesić na kołek wewnętrzne animozje, rozpinać sieci, aromatyzować zanęty nieledwie nacjonalistyczne. Zlecona Antoniemu przez Dłoń wielka Mission Impossible ruszyła z kopyta (czarciego). Co zaprzysiągł na dywaniku stojąc na baczność - nad tym i zaczął myśleć. Wiedział, że jeśli dzięki jego skleconej z kartonu partyjce narodowo-radykalnej - pan Duda wygra o włos w drugiej turze, to może przejdzie razem z szefem partii do historii. Gra była warta menory, ups, świeczki.

2.

Plan był prosty jak załlożenie podwójnego nelsona: zniszczyć Konfederację zarzutem agenturalności rosyjskiej i podmienić partyjką Mariana Kowalskiego (lub analogicznym tworem). Liroy - cicha wtyczka szefa - był już spalony, Jakubiaka młodzież narodowa nie chciała kupować nawet w promocji, Krycha poszła do trybunału, Beata do Brukseli, Andruszkiewicza zużywał Mateusz Machający Rękami - ostał im się ino… Marian, jak pisał wieszcz. Marian i bicepsy jego mózgu. Dziwnym trafem Marian miał już zalążek organizacji i - także dziwnym trafem - nazywał się ów embrion Konfederacja Narodowa. Nazwa optymalna - żadna z gospodyń wiejskich nie odróżni jej od prawdziwej Konfederacji z narodowcami w składzie.  Niszczenie bezczelnie wpychającej się Konfederacji trwało w najlepsze. Kurski, RAZ, Janecki, Feusette i reszta kabareciarzy porozsyłali mikrofony i kamery za Korwinem, Braunem i Bosakiem z włączonym czujnikiem ruchu. Montażyści dzień i noc przeglądali setki taśm w archiwach TV, byle wygrzebać jakieś haki werbalne.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka