124 obserwujących
694 notki
781k odsłon
  212   1

Chan Kaczan "Stary But", 3 szkatułki i przeszywająca nuta

 image


image

 Chan Kaczan "Stary But", 3 szkatułki i przeszywająca nuta

Dawno, dawno temu na wschodzie żył Chan Czyngis Chan. Razu pewnego zasłyszał, że w polskim królestwie są 3 magiczne szkatułki. Mówili, że jeśli nimi zawładnąć, to można zdobyć dla siebie w niewolę cały naród tego kraju na wieczność. I będą mieszkańcy tego kraju pracować na Chanów (a lud to pracowity) i będą jeszcze z tego bardzo zadowoleni. I będą sławić Chana i wiernie i zazdrośnie go strzec. A szkatułki te leżą w mocno chronionym pałacu, gdzie obcy nie ma wejścia. Zaczął więc Chan Czyngis Chan organizować ogromną wyprawę wszystkich chętnych do życia na rachunek cudzego trudu, na spocony, krwawy cudzy koszt. I poszedł w daleką drogę przez carstwa, królestwa zmiatając z powierzchni ziemi wszystko na swojej drodze i zniewalając po drodze narody. Doszedł do granicy królestwa polskiego, a tam stoi i oczekuje go już Sobies-bohater z wojskiem. I pyta:

            - Ki diabeł was tu niesie, azjatycka hordo, jeśli na was nikt tutaj nie czeka? Czemu nie budujecie swoich miast, wsi i dróg a idziecie zabierać cudze? Czemu nie robicie swojego chleba a kradniecie ludzki? Czemu zaglądacie w cudze kieszenie za pieniędzmi, a nie czynicie swojego narodu sławnym z uczciwej pracy. I podszywacie się pod cudze narody. Czemu nie pracujecie sami a gnębicie innych pracą ponad siły? I głowy im owijacie bezsensownymi bajkami i kłamstwem wielokształtnym.

            - My idziemy żeby pokazać wam tutaj na konkretnym przykładzie jacy myśmy uczciwi, pracowici i wiarygodni – odpowiedział Chan. Sobies na to powiada:

            - Wyście uczciwi i wiarygodni tylko dla swojej zorganizowanej ordy. A ja - dla sławy, bogactwa i rozkwitu mojego królestwa. A ono będzie kwitnąć tylko wtedy, gdy nie przetnie naszej granicy ani jedna gęba o chytrze zmrużonych oczkach, łypiących swoim zwierzęcym spojrzeniem. I od teraz ona jej nie przetnie!!!I

Sobies 3 razy zatrąbił na trąbce wojennej, machnął nad głową mieczem dając znak i cała konnica pognała ordę ile było sił do domu uczyć się pracować. Ordyńcy w straszną popadli panikę, i przestraszeni szybko wrócili na koniach do domu. A kto był słabszy i odstawał, ten padał w trawę i zamierał jak nieżywy. Po bitwie, kiedy wszystko już ucichło powstawali przyklejeni do ziemi ordyńscy bandyci i zaczęli myśleć, co robić. Pracować nie umieją i nie chcą, coś komuś zabrać - nie mogą, gdyż nikogo w pobliżu nie ma i choćby ze skóry wyszedł - nie ma kogo zniewolić.

Przelatywała kaczka i pokazała język leniwemu ordyńcowi. Przebiegał zając - zagrał mu na nosie. Przebiegał pies - postukał się łapą w głowę. Przebiegał dzik - odwrócił się do nich gołym zadem. Takie życie wydawało się ordyńcom piekłem, a tym bardziej, że uświadomili sobie, iż w tym samym momencie Polacy po drugiej stronie granicy akurat na talerz nakładają sobie gorące ziemniaki z rybką i jajecznicą na boczku. I wtedy wstał jeden, najstarszy, Chan, zaciągnął mocno pas na burczącym niemiło brzuchu i powiedział do wszystkich:

            - Pókiśmy tutaj nie zjedli jeszcze jeden drugiego proponuję plan. Przekonaliście się teraz, że całą zorganizowaną grupą przez granicę nie przenikniemy, a tym bardziej w takiej, kolącej oczy odzieży i z takimi fryzurami. Ale słuchajcie!! Przecież możemy przeniknąć absolutnie wszyscy, gdy będziemy to robić pojedynczo. Kropelka po kropelce. Proponuję więc plan: okrążamy królestwo ze wszystkich stron i przechodzimy granicę szczelnie skryci pod wyglądem starca, kaleki, sieroty, chorego, żebraka, handlowca, rolnika - kto jaką tam sobie rolę wymyśli. Musimy tylko zgolić brody, z głów zdjąć turmułki i jarbany, przebrać się w ich odzież i nauczyć się ich języka. A ktoś pyta: Gdzie my potem zbierzemy się wszyscy i spotkamy? Proponuję niezauważalnie na wsi.

            - Nie, na wsi nie możemy. Umiecie pracować w polu? Nie. Umiecie na gospodarstwie, w stolarni? Nie. My musimy być tam, gdzie powinniśmy być. Żeby w świecie istniała harmonia, to każdy musi wykonywać to, co mu najlepiej wychodzi i do czego jest powołany. Oni przeznaczeni są do tego, by pracować i zarabiać. I to im dobrze wychodzi. A nam dobrze wychodzi chronić ich pieniądze, rozdzielać i rozporządzać nimi. I my musimy dlatego zawładnąć ich trzema szkatułkami, które dadzą nam możliwość zrealizować nasz plan. I zagwarantować sobie życie pełne spokoju i dostatku. A im - przewidywalnej i zrównoważonej przyszłości.

            - A jak my jeden drugiego poznamy – zapytał ktoś -gdy będziemy już zbierać się razem? Przecież będziemy wyglądać absolutnie inaczej, nie poznamy się nawzajem.

            - To proste. Tubylec zawsze ufny jest, prosty, łatwowierny, uczciwy, grzeczny, ze spokojnym spojrzeniem, naiwny, skromny, pokorny, słowny, przewidywalny i patriota kochający swoją narodowość i ojczyznę. My zaś, to absolutne ich przeciwieństwo. Dla osiągnięcia swoich celów nie mamy czasu na sentymenty i my uczciwi tylko jesteśmy względem swoich interesów. A bez litości względem swoich ofiar. Dobrzy i uśmiechnięci tylko wtedy, gdy tego wymaga sytuacja. Oczy zawsze mamy szklane i nieruchome wobec czyichś próśb. Słowo dla nas to nasza osobista rzecz. Możemy je dać, możemy je zabrać, odebrać. Dyskusji nie przewidujemy. W każdej dyskusji mogę mieć rację tylko ja. Możemy zagadać każdego do nieprzytomności, patrząc nieprzerwanie w oczy. To jest nasz stary, wypróbowany, magiczny sposób na to, by unicestwić przeciwnika bez broni. Dla osiągnięcia celu przyda się każdy sposób bez wyjątku, przesądów nie mamy, ani uprzedzeń w formie wiary i świętości. Bez zasad lekko jest się przemieszczać, najlżej. 

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale