121 obserwujących
593 notki
695k odsłon
589 odsłon

ALBO-ALBO. WYBIERAJ POLAKU... GALERIA ZDJĘĆ węgierskich.

Szturm na gmach telewizji publicznej, Budapeszt 2006, zdjęcia 1-66
Szturm na gmach telewizji publicznej, Budapeszt 2006, zdjęcia 1-66
Wykop Skomentuj3

 

 

 

 

NIM WRZUCISZ DO URNY SWÓJ GŁOS – POMYŚL...

 

WYBORY KTÓRE ZMIENIŁY WĘGRY - ROK 2010 

"W kwietniu 2010 roku w wyborach parlamentu węgierskiego (...)Węgrzy poprzez udział w wyborach, zmienili całkowicie skład Parlamentu oskarżanego o roztrwonienie przez 20 lat przewagi posiadanej na starcie przez Węgry, które były najbliższe Zachodowi i najbardziej dynamiczne gospodarczo ze wszystkich krajów byłego bloku wschodniego. Przepędzono z sal sejmowych sterowane przez ostatnie 20 lat z zagranicy marionetki i kukły."

 

"W 386-osobowym parlamencie po 20 latach zniknęły całkowicie dwie liberalne formacje - Węgierskie Forum Demokratyczne oraz Wolni Demokraci, którym jednak udało się przekazać wszystkie banki i większość kapitału węgierskiego w obce ręce. Przestali się liczyć socjaliści, którzy otrzymali zaledwie 59 miejsc w parlamencie. Pojawił się natomiast nowy ruch młodych ludzi „O lepsze Węgry” – Jobbik (47 mandatów), który krytykował za akceptację Traktatu Lizbońskiego obecnie rządzącą partię FIDESZ (263 mandaty), ale obecnie chwali obecny rząd za realizowanie wcześniej „przywłaszczonego” ich programu (opodatkowanie banków, sektorów energetycznych, telekomunikacyjnych, firm ubezpieczeniowych, marketów znaczne wsparcie państwa dla firm rodzinnych, tworzenie nowych miejsc pracy."

...A WCZEŚNIEJ BYŁO TAK - ROK 2007...

 

"Doc.dr Krisztina Morvai uważa, że przykład Węgier może być przestrogą dla innych krajów, gdyż pokazuje, do czego może dojść, gdy postkomuniści dwa razy z rzędu wygrają wybory. Tracą wtedy wszelkie hamulce i zrywają z pozorami praworządności, traktując państwo jak swój folwark."

 

"- Od powstania 1956 r. nie było takiej brutalności władz wobec społeczeństwa – mówi K.Morvai. – Między ludzi wkrada się strach. Znów jak za czasów komunistycznych posługują się półsłówkami, aluzjami, niedopowiedzeniami.(...) - Mieszanka starej lewicy z nową dała dziwny efekt – mówi K.Morvai. – To połączenie młodzieżówki komunistycznej z dzikim XIX-wiecznym kapitalizmem oraz z obyczajowym libertynizmem.(...) - Daleko nam do standardów demokracji zachodnich, w których publiczne kłamstwo oraz zgoda na nieuzasadnione użycie siły dyskwalifikują polityka – ubolewa Zsuzsa Halasz, rzecznik prasowy partii chadeckiej."

"Rząd oskarża opozycję o zamiar wywołania zamieszek 15 marca – w dniu węgierskiego Święta Niepodległości. Opozycja obawia się prowokacji władz. Od upadku komunizmu nastroje Węgrów nie były tak złe jak teraz. Czekają ich bolesne reformy

Programy informacyjne węgierskiej telewizji publicznej przypominają peerelowski „Dziennik telewizyjny”. Żadnej krytyki władz, żadnych niewygodnych pytań do ministrów, tylko doniesienia o wielkich sukcesach i ambitnych planach (...). Ta propaganda sukcesu kłóci się jednak z faktami: kiedy w 2002 r. prawicowy premier Viktor Orban oddawał władzę, Węgry były gospodarczym liderem Europy Środkowej, dziś natomiast wloką się w ogonie wyścigu ekonomicznego.

Od upadku komunizmu nie było tak złych nastrojów. Według Instytutu Gallupa aż 87 proc. Węgrów uważa, że sytuacja ekonomiczna kraju jest zła, a 60 proc. sądzi, iż w najbliższym czasie jeszcze się pogorszy.

Większość mediów zarówno państwowych, jak i komercyjnych (gdzie dominują sympatycy opcji lewicowo-liberalnej) o kłopoty obwinia jednak nie rząd, lecz prawicową opozycję, która przedstawiana jest jako awanturnicza i nieodpowiedzialna. Dziennikarze powtarzają argumentację premiera Gyurcsanya, który mówił: – Węgry nie rozwijają się, ponieważ opozycja nie chce współpracować. Największą przeszkodą dla nas jest zła atmosfera, która nie pozwala się zająć problemami kraju.

Władza oszukuje, a potem bije.

Od dłuższego czasu wrogiem numer jeden mediów pozostaje Viktor Orban, lider Fideszu, oskarżany o zapędy dyktatorskie lub chęć przejęcia władzy siłą. Ale w ostatnich tygodniach najbardziej krytykowaną osobą w kraju stała się Krisztina Morvai, do tej pory nieznana szerzej profesor prawa karnego na uniwersytecie w Budapeszcie.

23 października zeszłego roku, w dniu święta narodowego upamiętniającego powstanie 1956 r., Morvai z dwójką dzieci wzięła udział w patriotycznej manifestacji. Była świadkiem brutalnej rozprawy sił porządkowych z tłumem. Widziała funkcjonariuszy bijących gumowymi pałami bezbronne osoby, w tym kobiety i starców. Ona sama wraz z dziećmi została wepchnięta do jakiejś klatki schodowej, gdzie spędziła całą noc. Nazajutrz premier Gyurcsany oświadczył, że policjanci zachowali się wzorowo i jest z nich zadowolony.

Po tym doświadczeniu Krisztina Morvai, która wcześniej nie zajmowała się polityką, postanowiła stanąć na czele pozarządowej instytucji: Obywatelskiego Komitetu Prawników. Jego celem było wyjaśnienie kwestii odpowiedzialności za użycie przemocy podczas zajść ulicznych w Budapeszcie 19 – 20 września i 23 października 2006 r.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale