122 obserwujących
600 notek
704k odsłony
2186 odsłon

Film "Zniesławienie" i analiza antysemityzmu, czyli "zagrać na poczuciu winy"

Wykop Skomentuj7

image

Yoav Shamir z jedną z otrzymanych na świecie nagród

„Będąc izraelskim Żydem nigdy nie doświadczyłem antysemityzmu,  ale to słowo, zawsze unosiło się w powietrzu”

– tak zaczyna się znakomity, nagradzany na całym świecie (20 nagród, w tym m.in. nagrody dla najlepszego filmu dokumentalnego na festiwalu Asia Pacific Screen Awards oraz na Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym) film dokumentalny izraelskiego reżysera i operatora,  Jo’awa Szamira (ur.1970, Tel Awiw, absolwent historii i filozofii na Uniwersytecie Telawiwskim oraz posiadacz tytułu Master of Fine Arts z wyróżnieniem, w dziedzinie kinematografii). Powyższe zdanie wypowiada sam reżyser sugerując nim wymowę całego filmu ukazującą „antysemityzm” jako widmo, którym cynicznie posługują się określone osoby, środowiska i organizacje, każde dla swojego, sobie właściwego interesu. Film zawiera dziesiątki kapitalnych informacji i obserwacji oraz szokuje odwagą młodego izraelskiego reżysera nie cofającego się przed okrutną wiwisekcją żydowskiej mentalności.

„Trzy słowa wydawały się powtarzać bez końca:

HOLOKAUST, NAZIZM, ANTYSEMITYZM”- mówi autor filmu w pierwszej scenie.

W głąb duszy żydowskiej wdziera się autor już w pierwszych scenach filmu, gdy przeglądając prasę żydowską dostrzega, że zadziwiająco często spotyka się w niej 3 słowa: holokaust, nazizm, antysemityzm. Postanawia przebadać, czy faktycznie są to 3 najważniejsze na świecie fakty, czy może chodzi tu o coś innego a ciągła obecność tych słów w sferze publicznej jest po prostu „cyniczną grą” wielu osób i środowisk.

Swoje poszukiwania zaczyna – jak można się było spodziewać – od ADL, największej na świecie organizacji „walczącej z antysemityzmem”, organizacji z budżetem wynoszącym ponad 70 mln dolarów rocznie, której dyrektorem jest Abraham Foxman. Anti-Defamation League skr: ADL (pol. Liga Przeciwko Zniesławieniu, Liga Antydefamacyjna) jest to organizacja powstała w roku 1913 w Chicago pod patronatem loży B’nai B’rith. ADL ma 27 placówek na całym świecie. W samym Nowym Jorku ADL zatrudnia ponad 200 pracowników tropiących dzień i noc na całym globie mityczne widmo antysemityzmu.

Bob Wolfson, dyrektor regionalny ADL (pełny „tytuł”: associate national director of regional operations) nazywa to obrazowo: “nasze uszy są przyłożone do każdej ściany” [sic!]. Z tym daniem Wolfsona każdy inteligentny czytelnik zauważy, że właśnie wkraczamy w obręb świata... orwellowskiego, w którym Wielki Brat czuwa dzień i noc. I wrażenie to nie będzie mylne. Wraz z reżyserem nie opuścimy tego świata obsesji i pragnień totalnej kontroli aż do ostatnich scen tego błyskotliwego filmu izraelskiego twórcy. Po tym wstępie jak u Hitchcocka dalsza część wypowiedzi Wolfsona rozwija konwencję mrocznego, kafkowskiego kryminału.

  • „Zaczyna się od obrazy, degradującego człowieka oszczerstwa, a na samym szczycie mamy ludobójstwo.

Pomiędzy, mamy wiele złych rzeczy, które mogą się komuś przydarzyć.”

I tu już jesteśmy w polu oddziaływania psychiki (mentalności, sposobu widzenia rzeczy) niezupełnie zdrowej. Związać „obrazę” z... ludobójstwem, wyłożyć ją w jednym ciągu myślowym i logicznym może tylko człowiek, któremu nie obca jest mania prześladowcza. Zbudować drabinę Jakubową na szczeblach której każdy z nas krytycznie mówiący o Żydach stoi jako potencjalny ludobójca Eichmann i Bormann i ugina plecy pod przytłaczającym ciężarem niewybaczalnych win – wprawić te błędne koła w ruch i spowodować, że rzężenia ich trybów słuchają z uwagą przywódcy dziesiątek państw świata oraz ONZ – to nie lada sztuka, czy też raczej sztuczka.


Świetnie prezentuje to późniejsza scena z filmu, gdy jego autor chce w praktyce przekonać się, co takiego wytropiły te uszy przyłożone do wszystkich ścian na świecie. Udaje się więc do jednego z oddziałów nowojorskiej centrali ADL, gdzie „urzędniczka” Wielkiego Brata ma zaprezentować, co takiego wytropili z groźnych incydentów antysemickich w ostatnim tygodniu. Patrząc się w monitor – patrzy i... nie widzi. Sama zdaje się być zawstydzona bredniami, które ma przedstawiać jako sukcesy jej stanowiska 8-godzinnej pracy przy komputerze i telefonie. Sama zdaje się nieprawomyślnie podejrzewać, że większość z ludzi, którzy do niej mailowo lub telefonicznie zgłaszają te swoje majaki tego, iż są prześladowani – że większość z nich zasługuje raczej na pomoc... innej instytucji, której strojem służbowym są białe fartuchy. Ale nie może tego podważyć, wszak jej praca polega na tym, by tych pieniaczy wysłuchiwać. Za to jej pan Abraham płaci, a jemu – jego sponsorzy. Business is business. Burczy coś pod nosem: ktoś tam, gdzieś nie dostał urlopu w tym terminie, w jakim chciał, tylko 3 dni później i zgłosił to do nas, jako przykład prześladowania Żydów – mówi i zdaje się... sama nie wierzyć w to, co mówi. Miliony ludzi na całym świecie każdego dnia nie dostaje urlopu wtedy, kiedy by im najlepiej pasowało, tylko parę dni później lub wcześniej – ale nikt oprócz Żydów nie zgłasza tego jako przejawu... ksenofobii i prześladowań. I nie ma żadnej innej organizacji na świecie, która przewalałaby miliony budżetu na takie fanaberie, jak archiwizowanie skarg pieniaczy, niż nowojorska organizacja żydowska i jej 27 globalnych oddziałów...

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura