122 obserwujących
601 notek
706k odsłon
1272 odsłony

Antysemityzm,czyli pocałunek Marksa z Freudem, agresywna magia i aksjologiczny sens odrazy

Wykop Skomentuj20

ZMARTWYCHWSTALI MARKSIŚCI POLUJĄ NA „ANTYSEMITÓW” czyli JAK WE FRANKFURCIE MARKS Z FREUDEM SIĘ CAŁOWALI I CO SIĘ Z TEGO NARODZIŁO

Wszystkie obecne dziś w publicystyce i uniwersyteckich sektach pomysły „mierzenia natężenia uprzedzeń miejscowych faszystów”, koncepcje „skali antysemityzmu”oraz schematy „genezy uprzedzeń etnicznych” powstały w murach Szkoły Frankfurckiej.

Adorno i Horkheimer do interpretacji i „teoretycznego opracowania” wyników badań ankietowych przeprowadzonych wśród amerykańskich robotników zastosowali dogmaty freudowskiej psychoanalizy i „socjologii empirycznej” (cokolwiek by to u nich nie znaczyło) oraz posłużyli się „odkrytymi przed siebie” zasadami opartej na Freudzie „ideologicznej nauki” o „osobowości autorytarnej”. Ze strukturalnego punktu widzenia wszystkie wywody obu autorów o korzeniach antysemityzmu jawią się jako imitacja freudowskich, barbarzyńskich dogmatów o tym, że kultura i religia są wyrazem nerwicy, a więc patologią duszy. Adorno i Horkheimer wyssaną przez Freuda z palca tezę, iż kultura i religia to nerwica uzupełnili do postaci: „chrześcijańska („autorytarna”) kultura i religia są nerwicą, której to nerwicy jaskrawym objawem jest antysemityzm”. Chrześcijaństwo jest wyparciem seksu, gwałtem na seksie. Wyzwólmy Europejczyków seksualnie a zlikwidujemy antysemityzm [sic!]. Tak się przedstawia neomarksistowski sposób uprawiania nauk humanistycznych na swych wyżynach. Aż strach pomyśleć jak uprawiają je... na dołach tej hierarchii, czyli np. w publicystyce.

Wyniki badań dotyczących antysemityzmu wśród amerykańskich robotników i klasy średniej (lata 40 i 50) ukazywały, prawdopodobnie, w tym środowisku taką powszechność antysemityzmu i znaczącą ilość racjonalnych jego uzasadnień, że Adorno i Horkheimer nie potrafiąc ich wcielić w obręb swojej wyspekulowanej teorii – w ogóle zdecydowali się ich nie publikować. Czerpali z tych badań tylko znikome – pasujące im – elementy. Opatulone w dogmaty Freuda „tezy”, iż antysemityzm i pozostałe uprzedzenia etniczne to choroba duszy i umysłu oraz zaledwie patologiczny margines - nie znalazły emiprycznego potwierdzenia. Dodatkowo, dość powszechne w środowisku naukowym były poważne zastrzeżenia metodologiczne co do „badań” antropologicznych i ustaleń socjologicznych serwowanych przez frankfurtczyków. Wpłynęło to na ich obawy wiązania kompletu wyników badań amerykańskiego antysemityzmu z neomarksistowską teorią „osobowości autorytarnej”. Ostatecznie próbę roboczej syntezy spojrzenia na antysemityzm z p.widzenia marksowskiej psychoanalizy i „psychologii społecznej” podjęli oni tylko w końcowym rozdziale „Dialektyki oświecenia” w ok. 40-stronicowym szkicu pt. „Żywioły antysemityzmu”, który to szkic miał zaprezentować „główne rysy filozoficznej prehistorii antysemityznu”.

Absurd patologizowania sfery przed-sądów (przesądów, stereotypów dotyczących poszczególnych narodowości, w tym Zydów), a nawet próby jej penalizowania, sfery przesądów a więc będącej niezbywalną częścią składową każdej teorii poznania (Quasthoff U.M.1998) i teorii procesów poznawczych (Jay 1973, s.226) - byłby przedsięwzięciem zbyt ryzykownym i kompromitującym, zwłaszcza w Ameryce, tak wrażliwej na ograniczanie swobody obrotu informacją oraz wolności słowa. Ideologiczna żądza „naukowego” zablokowania możliwości krytycyzmu opinii, poglądów i wypowiedzi używanych względem jednego narodu musiała ustąpić przed obawą obnażenia WŁASNYCH totalitarnych – równych bolszewickim – zapędów.

Frankfurtczycy  uwikłali się w błędne koło, gdzie wrogowie autorytaryzmu sami staliby się tegoż autorytaryzmu największymi dogmatykami.  Nie posunęli się jednak do sugerowania konieczności penalizacji "przesądów etnicznych". Sądzili, że zlikwidują chrześcijaństwo i wszelkie "instytucje autorytarne" (rodzina, religia, moralność, patriotyzm, tradycja) tylko za pomocą demoralizacji społeczeństw uskutecznianej za pomocą panseksualnej kultury i edukacji. Oczywiście, ta ostrożność twórców „chorobowej teorii źródeł antysemityzmu” i zatrzymanie się przed bolszewickim, prawnym ściganiem wszelkiej myślozbrodni antyksenofobicznej nie jest kontynuowana przez ich następców. Legiony epigonów czerpią dziesiątki pseudoargumentów z „artystycznych analiz” udających socjologię i antropologię, nie przejmując się ani nienaukowością procedur, ani chaosem metodologii, ani kłębowiskiem sprzeczności tej „teorii” plączącej się w trybach circulus vitiosus. Legiony epigonów do dzisiaj uprawiają tę magię w szacie nauki deprecjonując renomę nauk uniwersyteckich i nicując kieszenie naiwnych podatników (granty, projekty badawcze) na publiczne odmawianie z katedr uczelnianych jednego z wersów modlitwy Szema Jisrael („Słuchaj, Izraelu”): „Strzeżcie się, aby nie dało uwieść się serce wasze, abyście nie odstąpili i nie służyli bogom innym i nie korzyli się im. Gdyż zapłonie gniew Wiekuistego na was i zamknie On niebo, i nie będzie deszczu, ziemia też nie wyda plonu swego; a zginiecie rychło z ziemi”.  Wszelkie dyscypliny zajmujące się badaniami i „pomiarami” antysemityzmu są w gruncie rzeczy zastępczą świątynną inkantacją powyższego fragmentu modłów jednej z archaicznych religii. Inkantacją uprawianą całorocznie przez mających żydowskie pochodzenie przedstawicieli wolnych zawodów. Taka pobożność – zwykła rzecz, tylko czemu pod inną nazwą, czemu z uniwersyteckich katedr i za nasze pieniądze? I czemu nikt nie stawia tym infiltratorom obcej cywilizacji zarzutu: antypolonizmu i antychrystianizmu?

Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale