127 obserwujących
809 notek
857k odsłon
  273   0

Zamachy, renesansy, upadki i krótsze lub dłuższe okresy zamętu

Dzisiaj zamach w Strasburgu. Czyżby służby międzynarodowego teatru lalek próbowały przekierować uwagę Francji oraz częściowo spacyfikować lub... rozdmuchać, lecz nie w tym kierunku co trzeba - protesty i strajk piątkowy, ogolnopaństwowy żółtych kamizelek? Niewykluczone. Jak to zwięźle ujął ks. dr S.Trzeciak siły snujące plany globalnego panowania uwielbiają technikę "rozkładu wewnętrznego sił żywotnych przeciwnika przez (...) podburzanie" jednych przeciwko drugim. Myślę jednak, że im się nie powiedzie, bo źródła rewolty francuskiej są głębinowe. Może marzyło się demiurgom wprowadzić stan wyjątkowy we Francji (przebąkują o tym w TV) i tym chytrym trikiem mieć z głowy problem rewolty żółtych kamizelek? Dlatego uderzenie było 10 km od obrad parlamentu europejskiego. Temat piątkowego strajku powszechnego został skutecznie przykryty.  Ale wróćmy na nasze podwórko.

Dzisiaj na niemieckim onecie 2 teksty podsumowujące rok premierowania MM. Jak już kiedys mówiłem czasy takie, że trzeba korzystać i z mediów wroga. Przy kagańcu partyjnym na mediach publicznych udaje się cenne klocki do układanki wyłuskać nawet z TVN-u i POLSATU. Taka sytuacja. W samej treści - dla mnie - nic nowego, lecz warto je przeczytać, bo zawsze to okazja do darmowego wybudzania z patologicznej hipnozy i jest tam trochę ciekawych spostrzeżeń.

Można jednak mówić o półrocznym opóźnieniu publicystów, gdyż blogerzy pisali to samo, co oni dziś, lecz robili to 11, 8, 7 miesięcy wcześniej. Jest optymistyczna tak wielka przewaga "prognostyczna" blogerów nad "zawodowcami". Blogerzy powinni zakładać swoje e-periodyki a może też papierowe, bo biją zawodowych gryzipiórków na głowę z przewagą czasową sięgającą pół roku. Teksty Gajcego i Stankiewicza o roku Morawieckiego powtarzają moje diagnozy pisane 9 miesięcy wcześniej (każdy może sprawdzić w archiwum S24). Kiepska to satysfakcja, bo rok premierowania MM i pół roku przepychanek z Dudą to 1,5 roku straconego dla Polski. W lipcu 2017 właśnie na tyle wyliczyłem stratę dla Polski spowodowaną wetami A.Dudy. Chociaż dzisiaj skłaniam się ku poglądowi, że gdyby nie dywersja i obstrukcja Dudy i Morawiecki, to reformy i tak by leżały i kwiczały. Taka jest karma prezesa, jego przeszłości (vide: przemówienie JK u Smolara-Sorosa w 2006 r.), jego janojózefowolipskiej formacji ideowej. Właśnie w TVP pokazują jakiś teatr (chyba Powszechny w Wawie, nie jestem pewny, bo robiłem co innego nie skupiając się na całym programie TVP Info) w którym to szaleją feministyczne imprezy, ruchy, planowany jest Rok Antyfaszystowski i podobne dywersje neomarksistowskie. Oczywiście, prowadzący potępiają, grzmią - ale jak z wszystkich UKAZYWAŃ PATOLOGII dokonywanych przez PIS nic z tego nigdy nie wyniknie, bo nie może wyniknąć, bo reformy PIS-u PROGRAMOWO nie sięgają rdzenia zła, nigdy nie sięgną. Zawsze będą tylko ludzi wku***** ukazywaniem dewiacji na każdym poziomie państwa po to tylko, by na POKAZYWANIU się skończyło.

PIS wykonuje rozkazy JK (ostatnio też MM). Jak PIS ma w ogóle podjąć walkę z niszczącym fundamenty państwa neomarksizmem, skoro prezes zielonego pojęcia nie ma o marksizmie kulturowym i jego technikach oraz sam hołduje - nie wiedząc o tym - wielu jego pojęciom... Całe rozumienie patriotyzmu i nacjonalizmu oraz istoty ruchów narodowych jest u prezesa neomarksistowskie (klip video w sieci z warszawskim wykładem JK sprzed kilku lat).
Nie oglądajcie tych potępieńczych samobiczowań w TVP Kurskiego. Ocalicie swe nerwy. Żadne z potępień do niczego nie doprowadzi. Zbyt potężnym wrogiem są teatry i szkoły (utrzymywane przez PIS za nasze pieniądze), dewianci dowolnej marki mogą tam wszystko zrobić - a my możemy przy kolacji sobie pooglądać, jak reporter Kurskiego jest wyrzucany z każdego po kolei z tych przybytków neomarksizmu i obrażany. Dla PIS-u wrogiem niezwyciężonym są szkoły, uczelnie, teatry, muzea - to jak oni chcą zwyciężyć... KE, TSUE lub... rechrystianizować Europę :))). Humoryści rzadkiej próby. Te wszystkie Misje Specjalne, Końce Systemu są takim samym spektaklem udającym, że z czymś się walczy i że coś dzieje. Nawet jeśli dziennikarze "śledczy" na coś wpadną, to kończy się na... telefonach do podejrzanych, których oni nie odbierają albo odkładają słuchawkę. PIS to partia... odłożonej słuchawki. I bijącego rekordy oglądalności Reality Show o dowcipnej nazwie Koniec Systemu lub Układ w Naszym Sztabie.

To jęczenie pod butem wroga to maksymalnie żenujące widowisko i tłamszące godność i energię narodu. A niezagłebiający się człowiek pracy, który tylko okiem rzuca na TV - odnosi wrażenie, że PIS walczy z wszystkimi patologiami, gdy tymczasem jest to tylko PIĘTNOWANIE , czyli jojczenie siedząc pod butem wroga.

A Mateusz? Cóż, wszystko napisałem już w 12 notkach o nim. Co teraz mozna jeszcze dodać? Niewiele nowego. Może jeszcze jaskrawiej widzi się pewne rzeczy. Jasno widać fantasmagoryczną strukturę osobowości MM. Chłopak się rozbuchał i smędzi coraz bardziej niestrawne baśnie Andersena. Już wielu z PIS-u zaczyna traktować z przymrużeniem oka tego prezesa firmy Amway, speca od telemeetingów pęczniejącej ekstazy i jego elektryzujące opowieści. Wyraźniej widać obłędną, będącą na granicy racjonalności miłość JK do MM. To jest miłość rodem z arcydzieł literatury światowej. Miłość fatalna, prowadząca do tragedii wszystkich, którzy ocierają się o tę hiperemocję zaplątaną w liany okrutnego przeznaczenia ciągnącego ćmy do śmiercionośnej lampy. Wszyscy wrogowie PIS-u mogą tylko zacierać ręce widząc to samobójcze uczucie do delfina. Delfin odgrywa marzenia Jarosława. Odgrywa je lepiej, niż sam prezes je widzi. Zakochane oczy nie widzą klapy za klapą. Jak w piosence Kazika o złych ludziach, którzy mówią zabujanemu na smierć chłopakowi, że jego ukochana puszcza się za kasę zagranicą. A ów mlokos zadurzony po uszy odsądza uprzedzających go ludzi od czci i wiary. Nieprawda, że MM to młokos. Mlokosem może jest w sferze ekonomii, zarządzania, projektowania, rozumienia interesu narodowego. Ale w sferze relacji międzyludzkich jest to bardzo dorosły gracz. Jak stary wyga omamił prezesa, który w tym "związku" jest właściwym młokosem owiniętym wokół palca cwaniaczka dużej próby.
Prezes wygłasza w Jachrance mowy, które ludzie nazywają "pogrzebowe". Jackowski w Republice z grobową miną mówi: "Spoistość obozu Dobrej zmiany jest zachwiana". Prof. Piotrowski (video poniżej) mówi na głos to, co wszyscy szepcą za plecami JK. No cóż, idą nowe czasy. Hasło do zwijania obozu dał sam prezes w grudniu i styczniu 2017, kiedy zamiast oczekiwanych przez naród słów "Stań się światło" wypowiedział "Sztandar wyprowadzić" a Mateusza wprowadzić i wyposażyć we wszechmoc. Tak kończą się kilkunastoletnie baśnie kontraktowe. Jeszcze tylko indywidualne błogosławieństwo do samego Mateusza: Idź i nawracaj, sprowadzaj bogu ducha winnych Polaków do wiary w system atrap. I poszedł szerzyć wiarę. Która dziś wypala się szybciej, niż menora w Pałacu Prezydenckim.

Wydarzenia przyspieszyły. A to dopiero początek :). Wygasanie projektu Partia Centrowa lubiąca pogadać o Prawie i Sprawiedliwości już jest nie do zatrzymania. Ognie będą się jeszcze żarzyć na dnie dawnego ogniska, podobnie jak do dziś żarzy się SLD, ale to już ostateczny zmierzch jednego z najmocniejszych filarów Republiki Okrągłego Stołu. Najlepiej odgrywającego rewolucję. Kiedy kierunek rządzącej partii laurkowo, łopatologicznie propagandowo popiera udający niezależnego blogera kolega premiera, osobnik dostający dzięki tej partii ok.250 tys. miesięcznie z ramienia rad nadzorczych - to znak, że na ścianie niewidzialna ręka już wypisuje "Mane, tekel, fares" (hebr. מנא, תקל, ופרסין). Limit się wyczerpał, chłopcy dolnoślązacy, ekipo Wrocławia i Małej Moskwy. Za rok fruktami trzeba się będzie dzielić, o ile się wygra... Taki lajf. Kosmiczna homeostaza. Chowajcie na Kajmanach to, co żeście drapnęli i piszcie wspomnienia pt. Kokosy pod okrągłym stołem.

A na koniec możecie wydać publikację geopolityczną autorstwa frankisty Naimskiego (tak, tak, z tych Naimskich, co to czuwali przy oddającym ducha Jakubie Franku, sam Naimski to prezesowi wciąż przypomina) głoszącą, że ratunkiem polskiej polityki zagranicznej ma być oparcie się o judaistyczny Izrael i muzułmańską Turcję - jak to w mesjańskim przemówieniu wyjaśnił sam w trakcie obchodów urodzin A.Macierewicza (nagranie w sieci). Fascynująca jest ta kontynuacja priorytetów Jakuba Franka (Turcja, islam, judaizm) w postaci niezmiennej, mimo upływu ponad 200 lat. Siła tradycji to potęga. Jak wiadomo Jakub Frank ogłosił się Mesjaszem i wcielonym Bogiem. Kto mi wyjaśni, skąd to zamiłowanie elit PIS-u do Mesjaszów?! Dwóch z rodu wyznawców Mesjasza Franka na wierchuszce PIS-u (skarbnik i kreator polityki zagranicznej partii)i co roku w parlamencie jakieś modły przed portretem kolejnego żydowskiego Mesjasza (Schneersona). Tak dziwnej partii nie było jeszcze chyba od 1945 r. Czyżby PIS był partią mesjańską?

 Wygasić nadciągający krach mogłoby tylko odsunięcie Morawieckich i ich kręgu nepotystycznego oraz drugiego kręgu "frankistów". Frankistów prezes nie ruszy, a na Mateusza nie pozwoli nawet spojrzeć kosym okiem. Zanurzania się Titanica więc nic nie przerwie z powodu przyczyn obiektywnych. Z przyczyn obiektywnych, tzn. z przyczyny cech charakteru prezesa takich jak wściekły wręcz upór przy realizacji każdej swojej idee fixe, wbrew zmieniającym się warunkom. Wrogowie PIS-u są wniebowzięci, gdyż ich nadzieją jest nieziemski upór prezesa przy stawianiu na MM. Za 50 lat we wraku PIS-u nurkowie znajdą malowane złotem przez prezesa ikony św.Mateusza M. I pomyśleć, że jeszcze w styczniu obaj panowie dowcipkowali na temat tego, ile jeszcze dekad władzy czeka ich w Polsce. MM był zdania, że rządy będą trwały do... 2031 r. A prezes mu na to odpowiedział: jesteś Mateusz pesymistą. I zarykiwali się ze śmiechu, śmiechem oderwanych od podłoża satrapów, których dziś realność sprowadza na ziemię przy nieotwierającej się czaszy spadochronu.



https://medianarodowe.com/frontalny-atak-na-pis-w-radio-maryja-piotrowski/

Układ Okrągłego Stołu wszedł w fazę wygasania. U szczytu pychy jednej z trzech jego nóg. A nogi te, to puławy-natolin-gdańsk (noga gdanska to: liberałowie, KLD --> PO). Gdańsk zrodził się z kamasutrycznej konfiguracji puław z natolinem przy wsparciu fartuszkowego SD (tzw. orgia transformacyjna).

Proporcjonalnie rzecz biorąc faza euforii i wszechwładzy PIS-u trwała porównywalnie krótko do renesansu karolińskiego. Z tym, że po nim zostało wiele, po renesansie pisowskim zostanie niewiele. I miejmy nadzieję,że zamęt po upadającym glinianym kolosie nie potrwa - w proporcji - tak długo jak dwuwiekowy zamęt po końcu renesansu karolińskiego. Na zamęt to my sobie nie możemy pozwolić. Czeka na duża praca, by wznosić gmach realności mającej zero związków ze światem kontraktów, ikon, legend, wiecznego mniejszego zła, straszenia większym złem i całej tej pseudoniepodległościowej nowomowy, która służy tylko kryciu esbeckich oligarchów oraz produkcji neofickich oligarchów "solidarnościowych" w pośpiechu przepisujących swoje majątki i domy na swoje żony i rodziny, by móc skutecznie grać świętobliwych patriotów.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/mateusz-morawiecki-polityczny-syn-prezesa/3z9sml1
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/rok-morawieckiego-dryfowanie-zamiast-zmiany-opinia/kyj5rg1

Do refleksji [cytat i link do całości tekstu z którego ów cytat pochodzi]: "(...) stworzył swoisty styl działania politycznego, polegający na nieustannym opieraniu się o jakieś obce mocarstwo (...) wjeżdża teraz szybko na szczyty, na których huragan propagandy robi z człowieka, znanego do niedawna tylko najbliższemu otoczeniu, osobistość na miarę światową (a mimochodem i "wodza" swego narodu). (...) Metoda ta działa tak sprawnie, że można zrobić "wodzem narodu" w dwa lata byle kogo, czyje zdolności wyrastają choć trochę ponad przeciętną. Nie potrzeba zasług, wystarcza propaganda."„Dlaczego – słyszy się u nas tak często biadanie – nie stać naszego narodu na przywódców naprawdę wielkich, jakich miewają inne narody? Dlaczego miewamy tylko rozreklamowane miernoty? Dlaczego nasz „górny tysiąc” polityczny i wojskowy zwykł się składać przeważnie z ludzi o słabych charakterach, niedouków i pyszałków? Ubolewał już nad tym w swych „Dziejach Polski” Bobrzyński. Czyżbyśmy mieli jakąś organiczną wadę, jakiś biologiczny defekt uniemożliwiający wyłonienie przywódców naprawdę wartościowych? Pytanie to niezmiernie doniosłe, a odpowiedź na nie – choć ogółowi Polaków nieznana – nie wydaje się trudna."

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura