123 obserwujących
570 notek
673k odsłony
657 odsłon

Rzeczpospolita Jęcząca od Smoleńska do dziś, czyli Susaninada, polskie marzenia i realność

Wykop Skomentuj6

[rozszerzona, uzupełniona i wzbogacona o nowe ilustracje druga wersja notki "Polska wolność, marzenia i naga prawda,czyli Rzeczpospolita jęczących od Smoleńska do dziś"; dziękuję Adminom za - zapewne omyłkowe -  nieotagowanie notki, bo dzięki temu zredagowałem ją ponownie, uzupełniłem i zamieściłem w oczekiwaniu na tag]


MOTTO 

1. A za nim my – maszerując plecami do przodu, niesieni gorącymi pieśniami pełnymi patyny, odrealnienia i zgody na bierność.

2. Куда ты завел нас? — лях старый вскричал.

Туда, куда нужно! — Сусанин сказал.

[К. Ф. Рылеев «Иван Сусанин (1)»]



I

Upadł samolot a podniosła się... Polska. Polska ta, która zawsze żywi i broni oraz zasiedla uboższe przedmieścia. Ta, co wbrew drwinom kosmopolitycznych elit przechowuje bezcenną perłę narodowej tożsamości.

Czas ciężki dla jasno widzących, ale prosty w sztuce rozeznawania, sztuce odróżniania łachudr i celebryckich psychopatów od ludzi wartościowych, ludzi niosących i chroniących sens. Po upadku Tupolewa internet zakwitł patriotycznymi sercami – że tak górnolotnie powiem. Setki osób zakładało blogi, zbierało w jedną całość wieczorami i nocami szczątki rozbitego zwierciadła. Zło powypełzało ze swoich nor biłgorajskich, warszawskich i innych. Wszyscy żyliśmy kontrastem. Suwak „kontrast” był ustawiony na maksimum.

Czas był ciężki, bo było nas mało wobec drwin tłuszczy uchlanej alkoholem i pewnością bezkarności. Ale ta ciężkość była... łatwiejsza do zniesienia niż ciężar dzisiejszych pogmatwanych dni. Wtedy obudzili się wszyscy, którzy odkryli w sobie chęć i zdolność oddzielania ludzi od zwierząt, by bestie nie stawały na drodze Rzeczypospolitej. Mówiąc Orwellem, był to czas, gdy ludzie i zwierzęta spoglądali na siebie, mierzyli się wzrokiem i im dłużej to trwało, tym bardziej było widać, kto jest człowiekiem, kto zwierzęciem.

Dziś zgoła inna era nam się rozpoczęła. Dzisiaj mamy czas cięższy od tamtego czasu jasnego heroizmu. Dzisiaj jest czas, gdy im dłużej się ludzie i zwierzęta sobie przyglądają – tym mniej jest jasne kto jest człowiekiem, kto zwierzęciem a kto właścicielem rzeźni i oficerem obcych wojsk i służb a kto naiwnym ignorantem nieświadomie pracującym dla obcych interesów. Jakby pierwotny chaos zapanował, jakby ktoś... cofnął tasmę. Cofka. Cofka tego co wiedzieliśmy, czego byliśmy pewni. Morze dawnej pewności wpycha rzeki jasnych wyborów do ich koryt i rzeki płyną pod prąd. Albo zatrzymują się. W nas. W tych, co nie rezygnują z myślenia.

Wtedy rodziły się nowe inicjatywy, ruchy, plany. Ludzie rejestrowali stowarzyszenia, projektowali loga, pisali projekty wreszcie polskiej konstytucji. Pamięć podsuwa mi takie postaci jak pełna inwencji, energii, patriotyzmu i poezji blogerka Intuicja. Pisali wtedy, dyskutowali ze sobą pod przeróżnymi świetnymi formalnie i ważnymi treściowo notkami tacy autorzy jak prof. Andrzej Dąbrówka, Łażący Łazarz, FYM, Beretka, Lula, Nohood, Publicysta, A.Ścios i dziesiątki innych. Każdego dnia ciekawych, świetnych formalnie i ważnych notek było tyle, że trudno było nadążać z bieżącą lekturą. I w przeważającej większości wiedzieliśmy kto człowiek, kto zwierzę na arenie publicznej i politycznej. Zoogenni sami się wyrywali do tego, by ich rozpoznać i zaklasyfikować.

II

I przeszedł czas tuskowej smuty opanowany w sieci przez patriotów pracowitych i twórczych jak pszczoły. Minął w oczekiwaniu na swój czas, na czas swoich, na czas zwycięstwa swoich.

Salon24 zmieniał szatę. Stopniowo ekipa czołowych blogerów zaczęła odchodzić „na swoje”. Jedni próbowali zarabiać na sieci, innych wciągał kwietyzm, eskapizm, życie rodzinne, wiara. Wielu skłóciło się ze sobą. Posmoleńska jedność rozczłonkowywała się.   

Miesięcznica za miesięcznicą wybijała na liczniku. Przywódca zapewniał, że dwie najważniejsze dla nas rzeczy – wyjaśnienie Smoleńska oraz pełna niepodległość – są coraz bliżej. Z grzeczności i szacunku nie dopytywaliśmy się o szczegóły. Dopiero dzisiaj wiemy, nauczyliśmy się, że względem generałów, dowódców mających prowadzić armie do decydujących bitew o niepodległość ojczyzny – nie może być miejsca na... grzeczność a odczuwanie szacunku nie może zastąpić pytań o kompetencje dowódców. To nie ta płaszczyzna i sami sobie jesteśmy winni za mieszanie płaszczyzn.

Z biegiem miesięcznic trzy cele: wyjaśnienie Smoleńska, niepodległość i postawienie pomnika w stolicy zlały się prawie w jedno. W jeden monolit. Czasami nawet – niepokojąco - wyjaśnienie Smoleńska i marsz ku niepodległości... znikały i zamieniały się w... chęć postawienia pomnika. Czyją chęć? O to nawet nie pytaliśmy milcząco przyjmując założenie o... wspólnocie woli tłumu kroczącego wspólnie, choć dokładnie nie wiadomo gdzie. Na tych, którzy śmieli zadawać pytania mieszające krok maszerujących – patrzyliśmy groźnie. Ta niepodległość ku której szliśmy oraz Smoleńsk i pomnik migały nam przed oczami w jakiejś przedziwnej alchemii naszego, wciąż pełnego traumy, przywódcy. Czy trauma jest najlepszą kwalifikacją do bycia przywódcą 40-milionowego narodu? Czy wręcz przeciwnie jest raczej... antykwalifikacją i zagrożeniem? Przywódcy, który – jak wierzyliśmy – miał projektować i budować nową, przyszłą Polskę, a który, jak nie zauważaliśmy tego – nie potrafił wyzwolić się z przeszłości. Jakby szedł plecami do przodu. Osobliwie, niemożliwie, a jednak szedł. A za nim my – też plecami do przodu niesieni gorącymi pieśniami pełnymi patyny, odrealnienia i zgody na bierność.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale