123 obserwujących
586 notek
687k odsłon
407 odsłon

Gdzie jesteśmy?

Wykop Skomentuj3

PORZUCONE DZIECI WE MGLE I RYCERZE BEZ ZBROI

W jakiej sytuacji znajdujemy się dzisiaj, my, państwo polskie, czy też elity wybrane przez nas lub samomianowane? Mówiąc potocznie: w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Każdy, kto przyczynia się do zakrywania faktycznego stanu rzeczy, lub tworzenia atrap zdrowia stanu państwa, jest tak samo winny, jak ci, którzy go celowo pogarszają w imię własnych interesów. Obronić się nawet daje teza, iż działania pozorujące są gorsze, gdyż tworzą ciągły stan halucynogenny trwale blokujący możliwość ujrzenia upadku od której przecież dopiero rozpocząć się może z niego podnoszenie.

Jako wspólnota, jako naród i państwo jesteśmy osieroceni, porzuceni, pozostawieni samym sobie przez naszych niemocnych koryfeuszy przez nas wybieranych. Od czasu do czasu słyszymy wprawdzie buńczuczne zapowiedzi o obronie Europy, relatynizacji, rechrystianizacji, ale są to slogany w dodatku często nawet na poziomie wiecowych wytycznych już fatalnie i błędnie sformułowane. Prezydent i premier kilka razy uraczyli nas wglądem w stan swojej świadomości mówiąc, że chodzi o powrót do korzeni Zachodu, korzeni konstytuujących Europę. Powtarzali slogan o troistym źródle Europy, jakim są grecka filozofia, rzymskie prawo i korzenie judeochrześcijańskie.

Dla każdej osoby myślącej oczywiste jest, że zwrot judeochrześcijańskie jest fałszywy, wyprowadzający maluczkich na manowce, wynikający z nadgorliwości partyjnej (przywódca partii w swym głównym, programowym dziele używał go dając upust swoim fascynacjom a zarazem i idiosynkrazjom). I nawet nie o „judeochrześcijaństwo”, o ten fałsz środowiskowy, lobbistyczny i dynastyczny mi chodzi, bo by go zneutralizować niewiele trzeba wysiłku. Zainteresowanie moje przykuwa drugi człon owego hasła: filozofia grecka. Dlaczego? Ano dlatego, iż w jej kręgu zrodziła się idea i pojęcie demokracji oraz w zasadzie cały korpus pozostałych pojęciowych narzędzi składających się na – nieobecną dzisiaj w Polsce – mądrą, odpowiedzialną i przyszłościową myśl polityczną.

Tak jak o Platonie w dziedzinie filozofii (nauce o pierwszych zasadach rzeczywistości, gnoseologii, psychologii) mówi się, że cała jej późniejsza historia jest jedynie dodaniem paru przypisów do niego, także samo jest z Arystotelesa kontynuacją Platona. Abstrahując od jego odkryć w innych dziedzinach, które nas tu nie zajmują, w samych tylko naukach politycznych, nauce o społeczeństwie i ustrojach społecznych oraz w ściśle, strukturalnie łączącej się z nimi etyce – jego dorobek jest tak przełomowy, że podobnie do dorobku Platona, dzisiejsi kontynuatorzy pracy na polu tych dziedzin korygują jedynie i poszerzają kanon ustaleń ponadczasowego geniusza ze Stagiry. Nie wszystkie jego dzieła się zachowały, z tych zachowanych nie wszystkie w stanie nieuszkodzonym, a w tych z kolei nie zawsze dla naszego obecnego aparatu pojęciowego wszystko jest jasne i zrozumiałe. XIX-wieczna praca myślowa niemieckiej filologii i hermeneutyki jednak lwią część dorobku tych geniuszów ludzkości wyeksplikowała z różnych niejednoznaczności. Niestety, skarb odzyskany, w początkach XX w. ponownie zaczął być zatapiany w morzu tendencyjnych „interpretacji” i środowiskowej felietonistyki pisanej górnolotnym stylem działającej na czytelnika przemocowo. Nie bez znaczenia był tu wpływ ruchów umysłowych skłaniających się ku socjalizmowi, materialistycznemu ujmowaniu rzeczywistości i dziejów. 

Sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła po II wojnie. Różnoracy uzurpatorzy na terenie filozofii i publicystyki kierujący się – zanim jeszcze Derrida ją ogłosił – zasadą, iż interpretacja jest wszystkim zaczęli perwersję interpretacyjną, często mniej lub bardziej jawnie inspirowaną neomarksizmem pochodnym od szkoły frankfurckiej. Znany z przełomu wieków materializm począł występować w masce humanitaryzmu (humanizmu) i opanowywać humanistyczne katedry uczelni najpierw Ameryki, później Europy. W przeszłości, gdy utrudniony był dostęp do źródłowych tekstów lub ich rozumienia zawsze pomocą przychodzili doksografowie greccy, Stobajos czy też bizantyjska Liber Suda. Gdy zaczęła się era oświeceniowych encyklopedystów, nauka, czy też wężej humanistyka, wyraźnie już zaczęła odgrywać wystawne i przekonujące (przekonujące w gorgiaszowym sensie przymuszającej, retorystycznej i sofistycznej mowy, przemowy zakrywającej sens i grającej na sympatiach i uczuciach słuchacza) przedstawienia w szatach takich a nie innych frakcji politycznych. Taka była cena za wtargnięcie stanów niższych, parających się handlem na teren boskiej Sofii. I od tej pory lepiej już nie było. Swoje zrobiło też wolnomularstwo.

Autorzy z tej sekty zwalczającej wszystkie inne sekty w imię życia publicznego bez sekciarstwa (copyright: Paul Hazard) wdarli się na miejsca zajmowane wcześniej bądź przez przedstawicieli wyższych stanów, bądź przez umysły będące w stanie zdobyć ogląd rzeczywistości apolityczny, apopulistyczny i pracować w dyscyplinie umysłowej wykluczającej tworzenie teorii dla uzasadnienia interesów własnych lub wspieranej koterii. Rewolucja intelektualna poprzedzała rewolucję francuską, lecz była to niestety rewolucja intelektualnych plebejuszów. Skutek tego jest taki, że dzisiaj chcąc docierać do korzeni obowiązujących dogmatów, przekonań, przesądów i idoli sciencji każdej - zaczynać musimy od zachwaszczonych tendencyjnym definiowaniem lub rozpuszczajacą wszelki sens nowomową encyklopedii, z których, żeby przybliżyć się do prawdy musimy wybierać minimum z dziesięć różnych tomiszcz i porównywać je ze sobą poszukując zagubionych ziaren jasnych i głębokich wglądów w istotę spraw ludzkich, które to wglądy chciała nam przekazać starożytność.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka