.
„róbmy to, co trzeba, a będzie to, co być może" /książę Adam Czartoryski/
4 obserwujących
36 notek
7607 odsłon
362 odsłony

Węgierski wirus krąży nad Polską

Wykop Skomentuj

„Demokracja jest jednym z trzech filarów – obok praw człowieka i rządów prawa – europejskiego dziedzictwa wyborczego. Demokracja jest nie do przyjęcia bez wyborów, przeprowadzanych zgodnie z pewnymi zasadami takimi jak powszechne, równe, wolne, tajne i bezpośrednie prawo wyborcze” – tyle w uproszczeniu mówi Kodeks dobrej praktyki w sprawach wyborczych Rady Europy z 2003 roku.

Spójrzmy zatem na Węgry, które jako jedyne – wraz z Litwą – zafundowały sobie odmienny, od pozostałych krajów opuszczających blok demoludów, system wyborczy do parlamentu zwany systemem mieszanym. W Europie mają go tylko Niemcy.

W czasie toczących się od 13 czerwca 1989 roku obrad węgierskiego Okrągłego Stołu jedna z podkomisji zajmowała się problemem prawa wyborczego. Strona rządowa optowała za systemem większościowym i wyborem kandydatów w okręgach jednomandatowych a opozycjoniści byli zwolennikami ordynacji proporcjonalnej. W wyniku wypracowanego kompromisu wprowadzono system mieszany tzw. większościowo – proporcjonalny. Po 20 latach Węgrzy usprawnili swój system wyborczy pozostawiając samą ideę „mieszania” bez zmian.

Od 1 stycznia 2012 roku w wyborach do węgierskiego Zgromadzenia Narodowego (199 członków) stosowane są dwie metody:

a/ 106 deputowanych (ok. 53 %) jest wybieranych w okręgach jednomandatowych (system angielski tzw. FPTP) w jednej turze i większości względnej, gdzie okręg liczy średnio 78,4 tys, zarejestrowanych wyborców,
b/ 93 deputowanych (ok. 47 %) jest wyłanianych w jednym ogólnokrajowym okręgu wyborczym za pomocą ordynacji proporcjonalnej. Próg wyborczy wynosi 5%, przy czym dla koalicji dwóch partii wzrasta do 10% a dla koalicji trzech lub więcej stron do 15%. Wyborca ma do dyspozycji tylko jeden głos, dlatego mandaty przypadające na listy krajowe rozdziela się proporcjonalnie na podstawie głosów oddanych w okręgach jednomandatowych. Mandaty przydzielane są przy użyciu metody d”Hondta.

Ta nowa ordynacja jest krytykowana przez opozycję oraz zagranicznych publicystów z powodu premiowania procentowego zwycięzcy wyborów – w tym wypadku koalicję Fidesz+KNDP - przez co ułatwia mu samodzielne rządzenie bez koalicjantów. Prawdą jest, że proporcjonalny składnik „mieszaniny” jest osłabiony (93 posłów vs. 106) i być może na tyle, że ma głośnych krytykantów.

W kwietniu 2018 r. Węgrzy wybrali Zgromadzenie Narodowe, przy frekwencji ok. 67 %, gdzie:
Ad a/ (w systemie JOW) jest 106 deputowanych, z czego:
Fidesz + KNDP, koalicja                                               91
Reszta (6 podmiotów wyborczych)                            15
Ad b/(lista ogólnokrajowa) jest 93 deputowanych, z czego:
Fidesz + KNDP                                                              42
Reszta (5 podmiotów)                                                  51
Łącznie w 199 osobowym parlamencie jest:
Fidesz + KDNP                                                             133
Reszta                                                                             66
Ciekawostką jest fakt, iż w wyborach wzięło udział 5.791.432 wyborców (na 8.312.173 uprawnionych), z czego głosów nieważnych oddano 59.611 tj. 1,03 % (jeden i 3/100 procenta).

Ponieważ większość konstytucyjna to 2/3 głosów w jednoizbowym parlamencie, czyli co najmniej 133 głosów, dlatego koalicja Fidesz+KDNP  może w miarę spokojnie realizować założone cele dobra wspólnego społeczeństwa Węgier.

Na zakończenie można się pokusić o następujący wniosek:
przy silnej osobowości przywódcy (vide Viktor Orban) i roztropnej polityce partia Fidesz z koalicjantem porządzi tak długo dopóki nie zacznie zdradzać interesów większości wyborców. Gwarancją tego bezpieczeństwa jest system JOW zaimplementowany do ordynacji wyborczej. Można tylko Węgrom pozazdrościć tego rozwiązania.
Nadto z powyższego wynika, że przy ordynacji całkowicie większościowej, a nie mieszanej, Fidesz rozgramia – na pewno dzisiaj - pozostałych konkurentów w stosunku 91 : 15.

Nawet tego systemu wyborczego (mieszanego a la Węgry) boją się polscy partyjni oligarchowie tzn. boją się prawdy wyborczej, która – przy wszystkich ułomnościach polskich wyborców – wymusiłaby jawną odpowiedzialność większości posłów przed swoimi wyborcami.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka