Przeczytałem przed chwilą, że państwo chce mieć więcej obywateli. Nie jest istotne dlaczego (to można sprawdzić w wątku „Janowi Pospieszalskiemu do przemyślenia”). Ważniejsze jest, skąd w ogóle wiadomo co państwo chce (nie chcą).
Chcieć mogą pojedynczy ludzie. Mogą chcieć grupy ludzi. Ale państwo? Rozumiem, że chcieć może prezydent, rząd choć tu trudniej o wspólne chcenie, niemożliwe w przypadku niższej izby sejmu.
Państwo jest tym lepsze im mniej go w życiu człowieka. Moim ideałem jest państwo, którego nie ma... A w każdym razie człowiek nie czuje jego obecności.
Obecnie nie ma możliwości ucieczki przed państwem. Kto z Państwa nie używa numerka ewidencyjnego zwanego PESEL? W starych książeczkowych dowodach osobistych był numer ewidencyjny dla niepoznaki skrywany obecnie pod skrótem PESEL. A co się ewidencjonuje? Oczywiście własność. W czasach komunistycznych byliśmy własnością delegatury sowietów, choć i ona została ponumerowana. Natomiast w V Rzeczpospolitej kto jest właścicielem zaewidencjonowanych sztuk (ludzi)? Państwo? To znaczy kto?
Jestem zwolennikiem ograniczenia roli państwa do minimum. Co by było gdyby podatki ustalała gmina? Proszę sobie wyobrazić ten bałagan w pierwszym okresie. Ale zaraz potem by się okazało, że taka swoboda dana władcom gminnym wcale nie daje im wielkiej swobody. Jeśli uchwalą zbyt wysokie podatki, to ludzie zagłosują nogami i przeniosą się do sąsiednich gmin. Jeśli ustalą zbyt niskie podatki i ludzie nie będą mieli zapewnionych podstawowych usług komunalnych (bezpieczeństwo, ramy współżycia), to znów zagłosują nogami. Zatem taki system wymusi podatki na możliwie niskim poziomie.
Jak miło jest czasem pomarzyć...
Ciekawy jestem czy jest choć jedna partia, której zwolennicy poprą taki postulat.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)