Rolą władzy jest takie organizowanie ram życia mieszkańców, aby pomnażać dobro wspólne a nie je marnować. W sytuacji braku środków działalnośćwładzy powinna kierować aktywność ludzi w stronę takiej aktywności, która przyniesie wzrost zamożności mieszkańców, zamiast powodować topienie posiadanych środków w studni bez dna. Szczytem nieporozumienia jest dobroczynność na koszt podatnika.
Dwa przykłady pozornie niezwiązane ze sobą niemniej dobrze obrazujące ideę omawianej zasady:
- Obecne władze Rzeczpospolitej utrzymują szereg szkół specjalnych dla dzieci upośledzonych i topią w ten sposób ogromne środki. Natomiast dla dzieci wybitnie uzdolnionych nie ma żadnego programu rzeczywistej pomocy. Podstawowym argumentem przeciwko specjalnym szkołom dla dzieci zdolnych jest teza, iż byłoby to tworzenie gett. To, że szkoły dla dzieci upośledzonych są takimi gettami nikomu nie przeszkadza. Natomiast korzyści z zainwestowania w najzdolniejszych błyskawicznie podniosą zamożność gminy/starostwa/kraju/państwa, więc będzie z czego dokładać do edukacji głupców.
- W czasie powodzi 1000 lecia zbierano publicznie pieniądze na pomoc ofiarom powodzi. Następnie całość lub część pieniędzy (większość zbierających nie rozliczyła się publicznie) została z wielkim hukiem wyrzucona w błoto. To znaczy pieniądze poszły na bardzo szczytne cele, bo na pomoc domom dziecka, żłobkom, przedszkolom itp. Tyle, że tego typu placówki są w stanie wchłonąć każdą ilość pieniędzy bez powodzi. Natomiast zainwestowanie zebranych pieniędzy w prywatne przedsięwzięcia, na objętych powodzą terenach, pozwoliłoby szybko gromadzić fundusze z podatków i choćby w ten sposób trwale poprawiłoby sytuację ofiar kataklizmu.


Komentarze
Pokaż komentarze