0 obserwujących
126 notek
36k odsłon
  133   0

Polemika z Grzegorzem Jasińskim.

9 lipca o 16:45 na interii opublikowano tekst, z którym pozwoliłem sobie podyskutować:

Grzegorz Jasiński

Problemat profesora Chazana

Słowotwórstwo dobre jest w poezji lub literaturze pięknej. W polemice, lepiej posługiwać się polszczyzną wzorcową (literacką) lub powszechną. Słowa „problemat” nie zna encyklopedia PWN ani żaden ze słowników, z których korzysta portal ling.pl. (Jak zostałem pouczony, „problemat” jest znany Słownikowi Języka Polskiego, a występuje również w Słowniku Wyrazów Obcych Władysława Kopalińskiego, co znalazłem sam. Zatem moje czepianie się dotyczy archaizmu.)

 

W pobliżu kościoła w Chalon-sur-Saône na wschodzie Francji, na cmentarzu z V i VI wieku, wśród 94 pochowanych na tym miejscu osób znaleziono szkielet dziecka. Badania tego szkieletu, głównie czaszki wykazały, że to najstarszy potwierdzony przypadek zespołu Downa. Zdaniem naukowców z Uniwersytetu w Bordeaux, sposób pochówku wskazuje, że 1500 lat temu to dziecko, choć upośledzone, było traktowane całkowicie normalnie. Nie sposób nie zauważyć, że obecnie to nie jest regułą.

Szanowny Pan sam nie traktuje osoby z zespołem Downa tak jak innych. Pisanie o takiej osobie „przypadek zespołu Downa” jest obiawem tego, co zarzuca Pan współczesnym.
Natomiast wyciąganie wniosków takich jak zacytowany powyżej przez Pana, jest zwyczajnie nieuprawnione. To, że w tamtych czasach wiele dzieci rodziło się i niemal równie wiele umierało we wczesnym dzieciństwie, nie znaczy, że ludzie nie widzieli odmienności osób z zespołem Downa. To rozumowanie, oparte wyłącznnie na podstawie pochówku jest zwykłą nadinterpretacją. Poza tym, bez odpowiednio dużej próby grobów z tamtego okresu (w tym odpowiednio dużej liczby grobów osób z zespołem Downa), nie sposób stwierdzić, czy wnioskowany sposób traktowania tej osoby przez otoczenie był regułą czy wyjątkiem. To takie podstawy metodologii naukowej, jeśli podejście naukowe jest Panu tak bliskie.

 

Zespół Downa i związane z nim problemy zostały opisane przez medycynę dopiero w XIX wieku, nie ma jednak wątpliwości, że takie przypadki pojawiły się znacznie wcześniej. Odkrycie ujawnione w  “International Journal of Paleopathology” sugeruje, że 15 stuleci temu, w Średniowieczu takich osób nie stygmatyzowano. Badacze, których cytuje na swych stronach internetowych czasopismo “New Scientist” zwracają uwagę, że dziecko było starannie ułożone na plecach, na linii wschód – zachód, z głową w kierunku zachodnim, dokładnie tak samo, jak inni.

Jeden przypadek może obalić twierdzenie, że takie osoby zawsze były źle traktowane. Natomiast nie stanowi dowodu, że zawsze były traktowane na równi z innymi. Dlaczego? wyłuszczyłem powyżej.

 

To nie pierwszy przypadek, w którym naukowcy wyciągają podobne wnioski.

Z tego, że naukowcy wyciągają jakieś wnioski, nie wynika, że wnioski są prawdziwe tylko, że są wyciągane. To, że wnioski są wyciągane wielokrotnie, nie zwieksza ich prawdziwości. Błąd powielony 100 razy nie przestaje być błędem. Zatem przytoczenie drugiego, niemniej nadal jednostkowego przypadku, na którym zbudowano równie karkołomne i nieuprawnione rozumowanie niczego nie dwodzi.

 

W 2011 roku na łamach czasopisma “International Journal of Osteoarchaeology” opisano pochodzące także sprzed 1500 lat miejsce pochówku mężczyzny, cierpiącego prawdopodobnie na karłowatość. Analiza jego grobu, znajdującego się na terenie obecnego Izraela, w dawnej chrześcijańskiej miejscowości Rehovot-in-the-Negev pokazuje, że został potraktowany jak całkowicie normalny członek społeczeństwa.
Oczywiście w obu przypadkach takie wnioski są jedynie hipotezą, wspominam o nich jednak, bo powinny dać nam do myślenia. Powinny skłonić nas do refleksji, czy kilkanaście stuleci później, w rozwiniętym świecie XXI wieku, jesteśmy aby naprawdę tak bardzo nowocześniejsi i mądrzejsi od dalekich przodków. Ton nagonki wokół sprawy profesora Bogdana Chazana nie skłania do optymizmu.

Jeżeli coś, na co autor się powołuje jest hipotezą, jaka wymaga udowodnienia, a tak naprawdę falsyfikacji, to całe oparte na nim rozumowanie jest „o kant d…y rozbić”. To jest budowanie zamku nie na skale, czy nawet piasku, ale na ruchomych piaskach bądź bagnie.

 

Nie uważam tej sprawy za samą tylko przykrywkę do afery podsłuchowej. Choć oczywiście pełni ona także i tę rolę. Wpisuje się jednak szczególnie w ramy frontu walki ideologicznej, który przez Polskę, zwłaszcza po 2010 roku się przetacza. I jako taka, dla pewnych środowisk ma znaczenie fundamentalne. Pokazuje, jak słabo rozumiemy się w debacie o człowieku i jego prawach.

Co do tego, to zgoda.

 

Świadomie nie chcę rozwodzić się tu na temat konkretnego przypadku dziecka i jego rodziny. Z tego co wiemy, to przypadek szczególnie dramatyczny, możemy tylko życzyć rodzicom, by byli w stanie sobie z tym wszystkim poradzić. Ale i w mniej dramatycznych sytuacjach, gdy dziecko okazuje się mniej upośledzone, nowoczesne społeczeństwo powinno zdobyć się na więcej. Nie tylko na ofertę aborcji, czy współczucie i zrozumienie dla rodzin opiekujących się chorymi dziećmi, ale i na konkretną, także finansową pomoc. I na stworzenie odpowiedniego klimatu szacunku dla każdego życia. Tegoroczne zmagania opiekunów niepełnosprawnych dzieci i dorosłych z rządem, pokazały jak dalece jesteśmy tu niecywilizowani.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale