Zaproszona do ślinoTOK-u ekspertka wyjaśniła sprawę afery “call judges” krótko i węzłowato: Nie było złamania niezawisłości sędziowskiej bo dziennikarz nie rozmawiał z sędzią bezpośrednio orzekającym w sprawie tylko z szefem sądu. A niezawisłość dotyczy tylko orzekania!! Mało tego pani autorytetka zapewniła, że żaden inny sędzia nigdy, przenigdy nie załatwiałby niczego według instrukcji telefonicznych polityków. No po prostu dziennikarz zadzwonił i trafił akurat na tego jednego jedynego co załatwia... Tak jakby szóstkę w totolotka trafił, szczęściarz!!! Wyjaśnione? Wyjaśnione! No i co? Łyso wam wredne pisiory szkalujące krystalicznie uczciwy platfusistan?
470
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (20)