370 obserwujących
417 notek
2257k odsłon
  10000   0

Kiedy opadają szczęki...

 


 

Półtora roku temu do „Superwizjera” TVN zgłosił się informator, który dowodził tego, że firma „Amber Gold” jest finansową piramidą, a Marcin Plichta karanym indywiduum – programu nie dało się zrobić – zadziałał „bezpiecznik”.

To modelowa sytuacja, która opisuje stan moralny i fachowy dziennikarzy zmuszonych do robienia propagandy, zamiast uprawiania własnego zawodu. Flagowy program śledczy stacji Mariusza Waltera woli bezkompromisowo odsłaniać mrożące krew w żyłach tajniki...seksu sześćdziesięciolatków (autentyczne)

Z głośników, ekranów i pierwszych stron gazet leje się poprawna politycznie, odarta z logiki i podstawowej empirii, breja.

Po co o tym wspominam?

Chcę jedynie, po raz kolejny, uświadomić szanownej publiczności medialnej, że polskie media pełnią jedynie funkcję pokładowej orkiestry na „Titanicu”. Do końca nie będziecie czuć powagi sytuacji.

Amber Gold od zawsze wyglądał na finansową piramidę, a dopiero teraz Paradowskie i Żakowscy leją krokodyle łzy.

Firma pana Plichty to jednak tylko kolejny wyprysk, kolejny który usiłuje się przykryć pudrem propagandy – to objaw, pod którym kryje się choroba jakiej nie da się wyleczyć pudrem i perfumami.

Finanse publiczne polskiego państwa to w tej chwili jedna wielka piramida finansowa.

Mechanizm takiego oszustwa zawsze działa podobnie, w momencie gdy suma wpłat osiąga najwyższy pułap należy zwijać interes i uciekać gdzie pieprz rośnie.

Piramida, zawiadywana przez ministra Jacka Rostowskiego, działa dzięki temu, że ciągle znajdują się inwestorzy gotowi, na bardzo korzystnych zasadach, kupować polskie obligacje.

Gospodarka jednak słabnie, a za granicą rządowe sztuczki medialne robią już niewielkie wrażenie. Dług publiczny sięga już, nie notowanych w historii, gigantycznych rozmiarów. Jednym słowem piramida zaczyna się chwiać.

Co się stanie gdy padnie? Jak zwykle w takich przypadkach swoje odbiorą tylko ci, nieliczni, którzy zdążą – cała reszta, sfera budżetowa etc, zostanie z płótnem w kieszeniach.

Tym, którzy uważają, że przeczerniam obraz, histeryzuję, pisioruję ...chciałbym przypomnieć, że w ostatnich latach zdarzyło się już tak wiele sytuacji przekraczających wyobraźnię, że krach państwowej piramidy nie będzie największą z niemożliwości, która się ziściła.

Pamiętam, jak - wzruszony i przejęty - przeżywałem wizyty Jana Pawła II w Krakowie. Myślałem wtedy, ze te chwile na zawsze zmieniają mój kraj.

Minęło kilkanaście lat i znów, tak jak wtedy, stałem pod Kościołem Mariackim.

Był 31 sierpnia 2012 roku, w kościele trwała msza za „Solidarność”, wewnątrz starzy przyjaciele, obok jeden z najmłodszych w Sierpniu 1980 – Rysiek Majdzik.

Naraz pod kościołem gromadzi się grupka wystylizowanych młodzieńców – fantazyjnie przycięte bródki, obcisłe spodnie w różnych kolorach tęczy, kwiatowe tatuaże na bicepsach, kapelusiki. Ustawiają lektykę i siada na niej człowiek przebrany za katolickiego papieża. Na głowie ma nakrycie przypominające tiarę, a na niej wizerunek penisa.

Jego towarzysze rechoczą i rozglądając się po twarzach gromadzących się wokół nich ludzi , lewą ręką, wykonują parodie znaku krzyża, coś na kształt odganiania natrętnego owada połączonego z nerwowym drapaniem się zapchlonych szympansów.

Osłupiali patrzymy jak zapalają pochodnie i ruszają przez krakowski rynek, tuż przed oficjalnym pochodem małopolskiej „Solidarności”.

Tak w Krakowie uczczono trzydziestą drugą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych.

Tak to się wszystko zmienia – a my stoimy i szczęki opadają nam ze zdziwienia.

Lubię to! Skomentuj77 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale