Marcin Nawrot Marcin Nawrot
391
BLOG

Powrót Sybiraka...

Marcin Nawrot Marcin Nawrot Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Powrót Sybiraka

 

 Siwe mgły nad polami… Czy to już? 

O j c z y z n a?

Pociąg, noc i granica. Ciemność jak atrament…

Nagłe ukłucie w sercu – jakaś stara blizna?

I ten ojca – z Sybiru wieziony – testament…

Dopiero teraz, świtem, gdy przez szybę brudną

Światło dnia się przedarło do zmęczonych oczu

Ujrzał to, co w ciemności dojrzeć było trudno,

I to wtedy dopiero pierwszą radość poczuł.

 

Niby nic…

Jakieś pola…  Zagajnik sosnowy…

Brzozy. Tamtym podobne… A jednak odmienne.

Dwie chałupki pod lasem. I płot już nie nowy…

Czy o tym śnić kazały marzenia codzienne..?

Marzenia matki, ojca… Póki nie pomarli.

A teraz on je wiezie z dalekiej Kołymy.

Tam, gdzie przemocą gnani, pół żywi dotarli.

A wielu nie przetrwało pierwszej, strasznej zimy.

 

Im przyszło długo znosić katorżniczą dolę,

Z dwojga dzieci on tylko wytrzymał tę mękę

Dorastał w biedzie, głodzie, przeklinał niewolę.

Ojciec z matką wierzyli w Opatrzności rękę…

Nam tu już zostać przyjdzie, lecz ciebie wyzwoli

Ta Boska ręka, może nierychliwa…

Kiedyś wrócisz do kraju z sowieckiej niewoli…”

Taka to była wiara: POLSKA – WIECZNIE ŻYWA.

                       *                     *                     *

Wiózł tę wiarę do domu. Sam już w sile wieku.

Młodość została w tajdze. I ten grób – tak biedny…

„I cóż ty teraz zrobisz nieszczęsny człowieku?

Pytał siebie bezradnie.  Komuś ty potrzebny?”

Wracał.

Bo się wreszcie po latach tej łaski doczekał:

„Możesz wracać do Polski. Już jesteś bez winy…”

A choć sam był, jak palec, i nikt go nie czekał

To miał przecież OJCZYZNĘ. Choć nie miał rodziny…

 Co wiózł ze sobą w starej, fibrowej walizce?

Parę koszul z flaneli, ojcową fajeczkę,

Książkę do nabożeństwa, ot i skarby wszystkie

W pudełku po machorce z odrapanym wieczkiem…

                       *                     *                     *

Lecz to co najważniejsze, nosił tuż pod sercem.

Prośbę ojca.

Nim skonał raz jeszcze wyszeptał:

Musisz wrócić. Pamiętaj. Żyłeś w poniewierce.

Ale kiedyś czas przyjdzie, wyjdziesz z tego piekła… 

Kraków musisz zobaczyć. Kryptę Srebrnych Dzwonów.

Jasnogórskiej się pokłoń koniecznie Panience.

A kiedy już się wyrwiesz z tej niewoli szponów.

To złóż nasze obrączki w ofiarnej podzięce.”

 

Ot, i cały testament, choć jeszcze przed śmiercią

Ojciec, były taternik, przykazał synowi:

„Młody jesteś, więc Tatry… przejdziesz „Orlą Percią”.

Nic się nie bój. Dasz radę. Ty mój szlak odnowisz…”

*                     *                     *

Pociąg pędził i stukał, dzień się budził świeży.

Oprócz niego nie było nikogo w przedziale

Patrzył przez brudną szybę i oczom nie wierzył.

Za oknem widział Polskę.

Będzie miał ją stale…

 

Na razie jeszcze nie wie co ta Polska znaczy,

Lecz kiedy mgły ku sobie słoneczko podniesie

Po tylu latach marzeń Sybirak zobaczy 

Po raz pierwszy w swym życiu… Złotą Polską Jesień… 

 

         

                           *                      *                *

 

Wiersz ten dedykuję z wyrazami szacunku i w podzięce Tym Wszystkim, którzy dokładają starań, aby pomóc w powrocie do Ojczyzny z "nieludzkiej ziemi" potomkom dawnych zesłańców.

 

 

Optymista z okresowymi skłonnosciami do gniewu lub naiwności

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura